Jakiś czas temu, bez konkretnego powodu, obudziłam się rano z jedną myślą — Flume. Australijski producent kilka lat temu zaintrygował mnie na tyle, że porzuciłam dotychczasową miłość, duet Disclosure, i zatopiłam się w magicznym świecie jego dźwięków. Ta nagła obecność w mojej głowie nie była jednak przypadkowa.

Nie mówię, że jestem wieszczem, nie śledziłam od kilku miesięcy jego poczynań i właściwie nie wiedziałam, co planuje, ale tak się przypadkowo złożyło, że kilka dni później (dokładnie 20 marca) Harley Edward Streten, wypuścił kolejną płytę – pierwszy w swojej karierze mixtape. Mixtape’y są moim ulubionym typem albumów muzycznych ze względu na jednolitą formę, pomimo różnorodności i mnogości dźwięków. Muzyka Australijczyka kojarzyła mi się zawsze z jednym — kosmosem. Jego styl i twórczość będące wytworem jego wyobraźni były i wciąż są dla mnie niepojęta. W 2015 zachwycił mnie Skin LP i przytrzymał dłużej przy sobie kilkoma singlami. Ale przecież mamy 2019…

Harmonia

… a Flume wciąż mnie zaskakuje. Chyba nikt nie potrafi połączyć ze sobą chaotycznych odgłosów rodem z fabryki z delikatnymi dźwiękami klawiszy i płynnymi bitami tak, jak to robi Flume. Choć nowy mixtape w odsłuchu bardzo przypomina poprzednie projekty, to jednak nie ma się wrażenia, że to powtórka z rozrywki. Flume wypracował sobie specyficzny charakter swojej muzyki, który jednak potrafi odświeżyć i zaprezentować na nowo. Streten to dziś jedna z najciekawszych postaci nie tylko muzyki elektronicznej, ale i również całego przemysłu fonograficznego, mimo to wydaje się być wciąż skromny.

W otwierającym płytę Hi This Is Flume zwyczajnie się przedstawia jak gdyby był speszony — więcej na płycie nie usłyszymy jego głosu jednak jest oczywiście obecny w każdym bicie.  Intro płynnie przechodzi w Ecdysis, delikatny utwór, który momentami pokazuje pazur. Słychać tu charakterystyczną harfę przerywaną ostrym bitem — można byłoby słuchać tego kawałka na loopie, a i tak by się nie znudził.

Płyta łączy w sobie chaos i harmonię — przeciwieństwa te zostały zestawione ze sobą w osobnych utworach, jak i również w tych samych piosenkach. Nie każdy może być fanem elektryzujących mocnych bitów, ale tutaj znajdzie się także kilka perełek dla miłośników delikatnych i spokojnych brzmień. Dreamtime, jak sama nazwa wskazuje, jest niczym sen. To jak soundtrack do animowanego arcydzieła.

Spokój przeplata się tu z energią więc nie czuć monotonii, jednocześnie płyta nie „rozrywa” się, a wręcz przeciwnie — jest bardzo spójna. Jak na mixtapie przystało wszystkie utworu są ze sobą połączone tak, aby brzmieniowo zdawały się być jednością. Krążek ukazał się w równonoc wiosenną, więc nie zabrakło tu numeru Spring. Utwór, początkowo szybki, nabiera tempa, by po chwili przejść jednak do spokojnej melodii.

Chaos

Ecdysis, Spring, a także inne utwory, Daze 22.00 czy Jewel należą do grupy tych melancholijnych, bajecznych i kojących. Jak w każdej płycie Australijczyka poszukuję mocnych i agresywnych utworów. Chaos wyraża się tu w MUD i jej mocnym bicie.

Flume potrafi skonstruować piosenkę z pozornie nieuporządkowanych melodii, których nie brakuje na Hi This Is Flume. Amber brzmi jak zglitchowane Hyperreal, singiel z 2017 roku stworzony w duecie z Kučką.

Streten łączy ze sobą dźwięki, które na pierwszy rzut oka (pierwszy słuch?) nie pasują do siebie i brzmią jak zlepek losowych odgłosów. Kolejny raz udowodnił jednak, że z chaosu potrafi stworzyć harmonię ukrytą pod nieuporządkowanymi bitami. Zarówno harmonia, jak i chaos zostały na tej płycie umiejętnie połączone co jest niełatwym zadaniem.

Australia, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania

Flume nie bawi się sam — do każdej płyty zaprasza artystów z różnych gatunków muzycznych, a efekt ich współpracy jest zawsze zachwycający. Tak jest również i tutaj — gościnnie na płycie udzielają się JPEGMAFIA, slowthai, Sophie, HWLS, Eprom i, obowiązkowo, Kučka. Wynikiem współpracy z pierwszym raperem jest How To Build A Relationship, jedna z moich ulubionych piosenek z tej płyty. Połączenie Flume+raper zawsze wychodzi dobrze i jest tu ciekawym przeciwieństwem do wcześniejszego Is It Cold In The Water Sophie. Flume umiejętnie miesza nie tylko dźwięki, ale i również gatunki muzyczne — każdy featuring pokazuje jak producent dobrze odnajduje się w kolaboracjach z różnymi artystami i w różnych gatunkach.

Obowiązkowym elementem każdej płyty Flume jest utwór współtworzony przez Kučkę. Od kilku lat duet z powodzeniem wydaje numery, których walorem jest nie tylko sama muzyka, ale i również wokal Kučki. Flume kilka lat temu przyznał, że brzmi ona jak „sexy baby alien” dzięki czemu idealnie wpasowuje się w klimat jego produkcji.

Wszystko pięknie, ale…

… no właśnie. Hi This Is Flume to świetna płyta, zresztą jak każdy album Australijczyka, jednak ze względu na swój specyficzny styl nie każdemu przypadnie do gustu. Dla jednych jego muzyka może być majstersztykiem elektroniki, dla kogoś innego — losowymi stuknięciami i hałasem. Nie ma co się jednak zniechęcać, wręcz przeciwnie — najlepiej dać Flume po prostu szansę. I cieszyć się z możliwości doświadczenia takiego talentu.


Tekst: Hanna Galik
Zdjęcie: youtube.com