Wiele osób ze środowiska sportowego myślało, że The World Games będą przełomowe dla tej dyscypliny. Oczekiwano, że kibice się nią zainteresują, a potencjalni gracze będą walić drzwiami i oknami.

Faktycznie tak było. Dopóki splendor imprezy zwyczajnie nie ucichł, a niszowymi sportami zaczęto interesować się coraz mniej. O czym mowa? O korfballu – konkurencji, która podczas TWG cieszyła się sporą popularnością. O samej dyscyplinie oraz trapiących ją problemach opowiedział trener AZS Balluff Wrocław Korfball Team – Tomasz Herman. Zdradził również pomysły na ocalenie korfballu w Polsce.

Patrycja Hrycyk: – Korfball określany jest jako jedyna na świecie gra koedukacyjna. Co to znaczy?

Tomasz Herman: – Trzeba dodać że to z przepisów gry.  To właśnie tam pojawia się adnotacja dotycząca składu drużyny. Musi ona liczyć 4 mężczyzn i 4 kobiety.  I to oznacza koedukacyjność – wspólna należność do jednej drużyny zawodników obojga płci. Na przykład gracze ultimate frisbee, zawsze się na nas obrażają za przywłaszczenie sobie tytułu „jedynej gry koedukacyjnej”, ponieważ oni również mają mieszane drużyny. Tak samo w tenisie mamy mixty. Tylko, że w tych przypadkach są to odmiany danego sportu, a nie jego pierwotna wersja.

Korfball to nie tylko łączenie płci, ale również różnych sportów takich jak koszykówka czy piłka ręczna…

Tomasz Herman: – Chcąc zachęcić do uprawiania korfballu, mówimy o podobieństwach do wspomnianych dyscyplin. Jednak w rzeczywistości najlepiej jest o nich zapomnieć. W korfballu nie można kozłować piłki, nie  biega się z nią, czy nie robi zasłon. Wykonuje się natomiast podania i oddaje rzuty do kosza ustawionego na wysokości 3,5 metra, który w przeciwieństwie do tego koszykarskiego, nie ma tablicy.

– Zatem jakie są zasady gry?

Tomasz Herman: – Gramy na boisku do piłki ręcznej, na którym po obydwu stronach umieszczone są kosze, około 6,5 metra od linii końcowej. Boisko podzielone jest na dwie połowy, a do gry potrzebnych jest 8 zawodników z każdej drużyny. Dwie pary z  jednego teamu rozpoczynają grę w strefie obrony, a dwie  w strefie ataku. Co dwa punkty, bez względu na to, która drużyna je zdobyła, następuje zmiana stref. Obrońcy stają się atakującymi, a atakujący – obrońcami. Dzięki temu każdy zawodnik jest uniwersalny. Dodatkowo warto wspomnieć, że dziewczyna może przeszkadzać tylko dziewczynie, a chłopak chłopakowi. Kiedy dzieje się na odwrót, sędzia gwiżdże przewinienie, którego konsekwencją jest rzut karny. Jest to bardzo prosta gra, chociaż początkowo może wydawać się trudna.

– Jak można dołączyć do drużyny? Jak wygląda nabór? Czy każdy może dołączyć do zespołu?

Tomasz Herman: – Nasza drużyna opiera się na studentach Uniwersytetu Wrocławskiego. Nie prowadzimy naboru. Wystarczy zapisać się na korfball w ramach zajęć wychowania fizycznego lub przyjść na sekcję. Zawsze staram się zachęcić studentów. Nie wymagam szczególnych umiejętności. W sporty zespołowe takie jak piłka nożna czy siatkówka gra się od maleńkości, już od podstawówki. Natomiast na palcach jednej ręki można policzyć szkoły, w których odbywają się zajęcia z korfballu. Nie ma młodzieży, która zna tą dyscyplinę, dlatego jest to coś nowego dla studentów, którzy przychodzą na zajęcia. Wcale nie dziwię się tym, którzy przychodząc po raz pierwszy, są zdumieni tym, co widzą, bo ja będąc człowiekiem związanym bardzo mocno ze sportem, po dwóch latach dopiero zrozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi.

– Czyli do drużyny mogą dołączyć tylko studenci Uniwersytetu Wrocławskiego? 

Tomasz Herman: – W pewnym momencie drużyna liczyła 40 osób. Naturalną rzeczą było stworzenie drugiej sekcji, która przejęła osoby nie będące studentami naszego Uniwersytetu – mowa o zespole Defenders Korfball Wrocław. Drużyna AZS Baluff opiera się w większości na studentach naszej Alma Mater i to ich dołączamy do korfballowej rodziny, ale nie zamykamy drzwi na chętnych z innych uczelni. Każdy kto jest spoza środowiska akademickiego może śmiało dołączyć do drugiej drużyny wrocławskiej, jaką są wspomniani wcześniej Defendersi.

– Jaki powinien być idealny zawodnik? Czego się od niego wymaga?

Tomasz Herman: – Tutaj jest naprawdę dużo biegania. Trzeba być dobrze przygotowanym fizycznie. Dla mnie ważna jest ogólnie rozumiana sprawność oraz umiejętności rzutowe. Jak widzę, że ktoś ma smykałkę do sportów, ale nie wychodzą mu rzuty, to biorę taką osobę do zespołu. Jest ona jak biała kartka, na której można zacząć tworzyć wspaniałe dzieło. Nawet jak ktoś nigdy nie miał styczności z korfballem, to nic nie szkodzi. Wystarczy zaangażowanie i trochę serca. Nie oczekuję wyniku, chcę żeby to była drużyna pełna ludzi z pasją.

– Dlaczego korfball jest tak mało popularny?

Tomasz Herman: – Uczelnie sportowe, mam na myśli AWF-y, nie kształcą nauczycieli w tej dyscyplinie. Jedynie wrocławski AWF wprowadził zajęcia szkoleniowe obejmujące korfball.  Brakuje jednak ich kontynuacji i doskonalenia. Będę starał się zachęcać naszych studentów do uczestnictwa w nich. Niestety na pozostałych uczelniach wyższych brakuje tego typu zajęć, co powoduje brak zainteresowania, pochodzący z czystej niewiedzy. Przed The World Games powstał nawet projekt mojego pomysłu, który obejmował trzy szkoły ponadgimnazjalne i trzy podstawowe. Otrzymały one zestawy do korfballu – kosze oraz piłki. Niestety oprócz Zespołu Szkół Urszulańskich, który do tej pory korzysta z otrzymanego sprzętu, pomysł prowadzenia zajęć po prostu umarł.

– Czyli głównym problemem jest brak ośrodków szkoleniowych dla potencjalnych trenerów…

Tomasz Herman: – Siła tej dyscypliny sportowej wzrosłaby, gdyby było więcej nauczycieli zajmujących się korfballem. Polski Związek Korfballu dostaje dotacje od Ministerstwa Sportu na funkcjonowanie reprezentacji juniorskich i seniorskich, dzięki czemu organizują różnego rodzaju kursy. Nie zapominajmy, że korfball  w Polsce funkcjonuje od połowy lat 80. Powstały wówczas pierwsze drużyny, a zaraz po nich rozgrywki. Ówczesny mistrz Polski mógł wziąć udział w rozgrywkach europejskich, a wyjazd na nie był sponsorowany przez Ministerstwo Sportu. Pierwszym takim zespołem była drużyna z Warszawy, która od razu przeobraziła się w reprezentację Polski. Jednak stworzyli oni  bardzo hermetyczne środowisko. Sprawiło to, że korfball nie rozwijał się tak dynamicznie jak inne sporty drużynowe, stając się zaściankowy, aż po dziś dzień.

– A co z tymi ośrodkami szkoleniowymi?

Główny ośrodek szkoleniowy znajduje się w Kole, gdzie wspaniałą robotę robi pan Waldemar Pietrzak. Dysponuje dużą grupą młodzieży na poziomie juniorów, która potem zasila drużyny akademickie. Do Koła przyjeżdżają trenerzy z Holandii, czyli kolebki korfballu, którzy dzielą się swoją wiedzą z zakresu taktyki czy przygotowania fizycznego zawodników. Czerpią wiedzę u źródła przez co mają najnowsze informacje, dzięki którym kształcą i rozwijają swoich podopiecznych.

W jaki sposób Pan dowiedział się o korfballu?

Tomasz Herman: – Jeszcze będąc na studiach, nie wiedziałem co to takiego jest. Poznałem go za sprawą zawodników pani Hanny Dobrowolskiej, którzy stawali się moimi studentami. Pamiętam jak pewnego dnia podeszła do mnie studentka – Małgorzata Boś i powiedziała: „Słyszałam, że jest Pan otwarty na nowe dyscypliny”. Potem wytłumaczyła mi, że organizowany jest turniej o puchar Zarządu Głównego AZS w Wyszkowie i żeby wziąć w nim udział potrzebują opiekuna. Nie zastanawiając się długo, zgodziłem się. Przed turniejem spotkaliśmy się kilka razy i wtedy zobaczyłem na własne oczy, jak wygląda ten sport. Na turniej pojechaliśmy i wygraliśmy go.

– Poniekąd można nazwać Pana ojcem chrzestnym korfballu na Dolnym Śląsku…

Tomasz Herman: – Nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem ojcem chrzestnym tej dyscypliny na Dolnym Śląsku. Może na etapie akademickim. Taką prawdziwą matką chrzestną korfballu we Wrocławiu jest Hanna Dobrowolska, wuefistka jednej ze szkół podstawowych. To właśnie ona na początku lat 90. prowadziła zajęcia korfballowe, kształcąc młodzież. To pani Hanna wypuściła w szeregi akademickie znakomitych graczy, którzy od podstaw stworzyli naszą drużynę.

– Co z finansowaniem zespołu?

Tomasz Herman: – Z Balluffa otrzymujemy środki na wynajęcie sali lub na dodatkowe treningi w przerwie międzysemestralnej. Sponsor pokrywa również koszty związane z opłatami uczestnictwa drużyny  w rozgrywkach, tzw. wpisowe. Natomiast wszelkie wyjazdy są opłacone z kieszeni zawodników – paliwo, noclegi itp.  W tym roku zaszła zmiana – kilka meczów można rozgrywać tego samego dnia, dzięki czemu nie ponosimy tak dużych kosztów wyjazdowych. Nadal jednak szukamy sponsorów. Nie jest to łatwe, ponieważ nie jest to medialna dyscyplina. Wszystko zależy od znajomości. Na przykład jeden z moich kolegów przygotował nam kosze do korfballu. Przed The World Games wykonał kilka egzemplarzy dla szkół w ramach stworzonego przeze mnie projektu. Natomiast powtórzę to jeszcze raz, dużo zależy od znajomości i zaangażowania ludzi.

– Jaki jest odbiór korfballu wśród kibiców? Kto przychodzi na mecze?

Najważniejsza rzecz – wejścia na mecze korfballu są za darmo. Liczba kibiców zależy od nagłośnienia eventu oraz godziny meczu. Jak graliśmy mecze w sobotnie popołudnia to na trybunach faktycznie pojawiało się ich troszkę więcej niż na przykład na meczach o dziesiąten rano. Wszystko odbywa się na zasadzie poczty pantoflowej – jedna osoba przekaże informację o wydarzeniu drugiej i tak pojawiają się grupy kibiców. Są w nich również najbliżsi naszych zawodników i ich przyjaciele. Terminarz rozgrywek można również znaleźć na naszym facebookowym fanpage’u. Szczególny wzrost zainteresowania korfballem wzrósł przed TWG, kiedy to liczba kibiców była naprawdę imponująca. Po igrzyskach niestety diametralnie ono spadło.

– Co według Pana należałoby zmienić, aby korfball lepiej funkcjonował w naszym kraju?

Tomasz Herman: – Warto pomyśleć o wprowadzeniu rozgrywek międzyuczelnianych czy poszerzeniu systemu rozgrywek ligowych wśród młodzieżowców. O ile na etapie podstawówki są jeszcze szkolenia, to na poziomie liceum już nie. Ta młodzież nie ma gdzie trenować. Brakuje tego momentu przejściowego. Nie ma również materiałów szkoleniowych. W Czechach wchodzi się na stronę związku i wszystkie schematy są pięknie rozrysowane. U nas niestety tego nie ma. Mam nadzieję, że korfball się odbuduje powoli, ale skutecznie. Może ktoś będzie miał inny pomysł na jego promocje. Bez nauczycieli i trenerów oraz zaangażowania zawodników będzie trudno o jego rozwój.

– Co z przyszłością korfballu?

Tomasz Herman: – Słyszałem, że pod koniec września (w roku 2020 – przyp. red.), w hali WKK, która gościła korfballowców podczas TWG, mają odbyć się rozgrywki grupy B mistrzostw Europy. Polski Związek Korfballu złożył już akces do Europejskiej Federacji. Mam nadzieję, że będzie to kolejny duży turniej, który wpłynie na wzrost zainteresowania tą dyscypliną. Myślałem, że TWG sprawią, że więcej osób zacznie interesować się korfballem, szczególnie we Wrocławiu. Niestety nie przełożyło się to na rzeczywistość. Po igrzyskach wszystko ucichło. Mam nadzieję, że wspomniane mistrzostwa Europy odbędą się we Wrocławiu i więcej osób zainteresuję się korfballem. Trzymam jednak mocno kciuki i wspieram całymi siłami promowanie tej pięknej dyscypliny, która stała się moim adoptowanym dzieckiem.


Rozmawiała: Patrycja Hrycyk
Zdjęcie: skan z YT