Anarchiczny obraz ulicznego stylu życia. Wir wydarzeń, w którym tak łatwo się zagubić. Wszechobecny chaos, z którego nie da się uwolnić. Choć premiera filmu „Proceder” w reżyserii Michała Węgrzyna dopiero 15 listopada, już dziś wydaje się, że opowieść o życiu Tomasza Chady dla wielu będzie wstrząsająca. Środowisko izolowane i hermetycznie zamknięte ujrzy światło dzienne. Historia chłopaka z nizin społecznych, która niesie za sobą mnóstwo uniwersalnych wartości. Dualizm ludzkiego życia, w teorii niezależnych od siebie bytów, w praktyce przenikających się nawzajem. 

Tomasz Chada był człowiekiem wiernym swoim zasadom. Choć te w niewielkim stopniu pokrywały się z wszechobecnie-respektowanymi. Zmarł, tak jak żył. W niejasnych okolicznościach, wśród tysiąca pytań i braku odpowiedzi. 18 marca 2018 roku, przewieziony do szpitala psychiatrycznego w Rybniku, umiera w trakcie badań na izbie przyjęć. Tak wygląda wersja oficjalna, która wydaje się być nieprawdopodobna. Choć projekcja filmu pokazuje, że w życiu warszawskiego rapera, rzeczy niebywałe zdarzały się często.

Rap dedykowany ludziom uwikłanym w ciężkie życiowe scenariusze

Utwory rapera w przejrzysty sposób pokrywają się z jego życiem, a co za tym idzie – z filmem. Ten konkretny jest prologiem do płyty Proceder Plus z 2011 roku. W dziele Węgrzyna życie Chady (Piotr Witkowski) jest przedstawione w jasny sposób. Rzeczywistość podzielona na dwa, odrębne etapy. Etap trwający ponad 30 lat, naszpikowany działalnością przestępczą – kradzieżami samochodów, handlem narkotykami, rozbojami, odsiadkami w zakładach karnych. I ten drugi, który ze względu na mały dystans czasowy można nazwać epizodem. Powolne budowanie swojego „ja”, rozstawanie się z przeszłością i walka o nowe życie.

Tu czas przeważnie liczysz w latach, nie w godzinach

Film skupia się na pokazaniu realiów lat 90., wypełnionych ulicznymi gangami i zarabianiem łatwej kasy. Z tej rzeczywistości wywodzi się Chada, któremu takie życie się podoba. Z tego znamy jego muzykę, skupioną na twardych, ulicznych zasadach. Jego działania związane są najpierw z małymi kradzieżami, których dopuszcza się wspólnie z Pablo (Marcin „Kali” Gutkowski). Wkrótce nowe wyzwania stawia Łysa (Małgorzata Kożuchowska), kradzieże aut i handel narkotykami. Do tego pojawiają się trudne relacje z bliskimi – matka (Ewa Ziętek), którą stale zawodzi, a która finansowo ledwo wiąże koniec z końcem. Kobiety, z którymi nie potrafi stworzyć poważnej relacji, bo rap stawia zawsze na pierwszym miejscu. No i wreszcie więzienie, które zmusza go do zmian i podjęcia odpowiednich, męskich decyzji.

Wciąż oddycham, na życie mam apetyt

Przychodzi wreszcie ten moment, w którym coś się zmienia, którego po Chadzie, jako widzowie, oczekiwaliśmy. Bierze kolejny oddech, zaczyna na nowo. To się odbywa długo, on się niejednokrotnie potyka, zapomina, gubi. W odnalezieniu samego siebie pomaga mu Monika (Agnieszka Więdłocha), a on, wierny filozofii selekcjonera reprezentacji Polski mówi sobie – Tomek, próbuj! To się w mniejszym lub większym stopniu udaje. Przeszłość już nie istnieje, znika w całości z ekranu i każe nam o sobie zapomnieć. Gdzieś tam pojawia się uśmiech, bo widzi się człowieka, który odbił się od dna i zaczyna sobie świetnie radzić w nowych realiach. To błąd, bo ta przeszłość wraca i burzy wszystko, co do tej pory udało się zbudować. W momencie, w którym historia nabiera tempa, a akcja zaczyna się rozwijać, kurtyna opada i zabiera wszystko, co miało się wydarzyć już za chwilę. To wszystko sprawia, że trudno jest się pogodzić z tym stanem rzeczy i pojawiają się pytania, ale też wnioski.

Poczuj ten klimat 

Piotr Witkowski okazał się świetnym kandydatem do odtwórcy roli Tomasza Chady. Popracował nad swoim wyglądem zewnętrznym, przytył. Nauczył się pokazywać tę złość w oczach, o której w swoich utworach tak często mówił Chada. Na pewno duży wpływ na ten stan rzeczy miała współpraca z raperami, którzy zaliczyli swoje debiuty na scenie. Marcin „Kali” Gutkowski wraz z żoną Sandrą, która zagrała epizodyczną rolę dziennikarki. Piotr „Vienio” Więcławski jako przełożony matki Chady, Damian „Bajorson” Bajorek jednym z kumpli pod celą i Michał „Zbuku” Buczek w kreacji, którą przywdziewał także w realnym życiu – przyjaciela głównego bohatera. Tylko Kali widoczny był na ekranie dłuższy czas i jego debiut wydaje się całkiem przyzwoity.

Na tych osiedlach

Film nie do końca jest biografią rapera. Skupia się raczej na realiach życia na dnie pod koniec XX wieku. Michał Węgrzyn podjął się trudnej sztuki pokazania tej hermetycznej społeczności w sposób dosadny. Tak, jak mówił o tym Chada. Jego twórczość nigdy niczego nie ukrywała. Raper nie bał się mówić o swojej przeszłości, szczerość była jednym z fundamentów i podwalin pod każdą płytę. Reżyser postanowił pójść tą samą drogą i to się udało pokazać dość dobrze. Przede wszystkim pokazał, że ulica nie wybacza i nie tak łatwo z niej wyjść. Łatwe pieniądze przyciągają, a życie zgodnie z prawem nie jest żadną wartością.

Żyć aż do bólu

Film Węgrzyna porusza trudne, życiowe aspekty. Zagwozdki, z którymi spotykają się bohaterowie należą do tych, które usilnie próbujemy usunąć i wykasować ze swojej pamięci, choć często dotyczą też nas. W całej tej historii obala się mit, że nigdy nie jest za późno. Świadomość upadku to jedno, chęć powrotu na właściwe tory to drugie, ale możliwości spełnienia się na nowej drodze jest zupełnie nową, alternatywną rzeczywistością. Niesamowicie trudną do spełnienia, czasami niemożliwą. W tym przypadku może sposób rozstania z przeszłością nie był właściwy, a może nie dało się z nią rozstać. Świadectwo Tomasza Chady jest trudne do przyswojenia, ale ważne w kontekście siebie samego. Po projekcji filmu pojawia się wiele myśli, ale tą podstawową jest współczucie, bo przecież mogło być inaczej. Bo człowiek był na dnie i pozwolono mu tkwić w tym procederze skupionym na byciu złym. Zmienił się, spróbował na nowo zbudować siebie i wtedy wszystko wróciło i już go nie wypuściło.


Dawid Walczuk
Zdjęcie: Instagram