Gwardia Wrocław przegrała 2:3 z APP Krispol Września w hicie 9. kolejki pierwszoligowych rozgrywek. Po niezwykle zaciętym spotkaniu, wrocławianie musieli uznać wyższość rywali, ale wracają do domu z cennym punktem.

Pierwszy set rozpoczął się od serii dobrych zagrywek zespołu z Wrześni. Gwardia potrzebowała chwili, żeby dobrze wejść w mecz. Były problemy ze skończeniem ataku i rywale wypracowali sobie kilkupunktową przewagę. Dzięki dobrej grze blokiem straty zostały prawie w całości zniwelowane (14:12). Wrocławianie grali nierówno. Wiele razy wydawało się, że dopadną gospodarzy, jednak ci wytrzymywali krótkie okresy dobrej gry Gwardzistów i sami konsekwentnie zdobywali punkty. Zawodnicy trenera Mariana Kardasa kontrolowali seta już do końca i wygrali go 25:20.

Na początku drugiej partii Gwardia wypracowała sobie minimalną przewagę, ale rywale szybko ją zniwelowali (5:5). Gra była bardzo wyrównana. Wrocławianie mieli szansę żeby odskoczyć na kilka punktów, ale w niektórych akcjach brakowało dokładności. Im dłużej trwał set, tym lepiej prezentowali się Gwardziści. Coraz lepiej funkcjonował atak i do tego udało się dołożyć parę skutecznych bloków (18:14). Zespół z Wrześni próbował odrobić straty i obronił nawet kilka piłek setowych, ale zawodnicy trenera Piotra Lebiody zdołali wygrać 25:23.

Gwardia wyraźnie uskrzydlona zwycięstwem dobrze rozpoczęła trzeciego seta. Pomagali również rywale, którzy popełniali błędy w ataku i w zagrywce (7:4). Błędy pojawiły się też po stronie wrocławian i gospodarze szybko odrobili straty. Zespoły grały punkt za punkt, aż do momentu, w którym w polu serwisowym stanął Maciej Naliwajko. MVP spotkania z Olimpią Sulęcin serwował świetnie, dzięki czemu Gwardziści mogli wyjść na wysokie prowadzenie w kluczowej fazie seta (21:15). Gospodarze nie byli w stanie się odbudować i partia zakończyła się wynikiem 25:19 dla GWR.

Na początku czwartego seta gra była bardzo wyrównana. Świetnie radził sobie Kamil Maruszczyk, który zarówno w ataku, jak i zagrywką nękał zespół gospodarzy. Września złapała wiatr w żagle i odskoczyła na kilka punktów (11:7). Po stronie APP Krispolu świetnie prezentował się zmiennik – Adam Lorenc. Wydawało się, że wrocławianie tracą kontakt i rywale pewnie wygrają seta, ale wtedy w polu serwisowym znowu stanął Maruszczyk i Gwardia odrobiła większość strat (18:16). Końcówkę lepiej znieśli gospodarze i mimo dzielnej postawy zespołu z Wrocławia, to oni wygrali 25:23.

W tie breaku niesieni dopingiem kibiców zawodnicy trenera Kardasa, szybko zyskali minimalną przewagę (5:3). Gwardia miała problemy z przyjęciem, a gospodarze z punktu na punkt grali coraz lepiej. Podobnie jak w czwartej partii, Września miała kontrolę nad setem, ale wrocławianie znowu byli w stanie wrócić do gry. Tym razem z odsieczą przyszedł Naliwajko, którego dobre zagrywki pozwoliły Gwardzistom wyrównać stan seta (10:10). Po niezwykle zaciętej końcówce to zespół gospodarzy okazał się lepszy. W polu zagrywki pojawił się Mateusz Zawalski i zakończył to spotkanie asem serwisowym (15:12).

MVP spotkania został Piotr Lipiński. Gwardia spadła na 5. miejsce w tabeli, ale pozostaje blisko czołówki. W następnej kolejce wrocławianie zmierzą się we własnej hali z UKS – em Mickiewiczem Kluczbork.


APP Krispol Września – KS Gwardia Wrocław 3:2 (25:20, 23:25, 19:25, 25:23, 15:12)

KS Gwardia Wrocław: Nowosielski, Dzikowicz (libero), Superlak, Maruszczyk, Olczyk, Szymeczko, Naliwajko oraz Obrempalski, Lubaczewski, Sternik, Kaźmierczak

APP Krispol Września: Zawalski, Kuś (libero), Lipiński, Narowski, Wierzbicki, Frankowski, Jóźwik oraz Berwald, Lorenc, Troczyński


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Aleksandra Twardowska / KS Gwardia Wrocław