Escape roomy to jeden z najpopularniejszych tematów ostatnich dni. Po tragedii, która wydarzyła się w Koszalinie, część osób zwątpiła w bezpieczeństwo takich miejsc. O tym oraz o ich kontrolach opowiada Bartosz Idzikowski, współzałożyciel portalu lockme.pl – platformy poświęconej tematyce escape roomów.

Hubert Szczypek: Załóżmy, że chciałbym otworzyć escape room. Jakie warunki powinienem spełnić?

BARTOSZ IDZIKOWSKI: – Escape room otwiera się, jak każdą inną działalność gospodarczą. Nie ma nawet wyszczególnionego PKD działalności escape room. Są to inne działalności rozrywkowe, jeśli dobrze pamiętam treść zapisów PKD. W momencie zakładania takiej działalności nie ma żadnych kontroli. Do tej pory państwo nie wypracowało żadnych wytycznych jeżeli chodzi o prowadzenie tego typu miejsca. Mimo że branża istnieje już pięć lat, sama musiała wypracować wewnętrzne standardy i sposoby jak to powinno wyglądać, żeby było bezpiecznie i profesjonalnie. Drugim kluczowym zagadnieniem stworzenia escape roomu jest oczywiście dobra zabawa dla klienta.

Jakie są więc wypracowane standardy bezpieczeństwa w takich miejscach?

BARTOSZ IDZIKOWSKI: – Przede wszystkim klient musi się czuć bezpiecznie. Przed każdym wejściem do escape roomu odbywa się szkolenie – nieważne czy wchodzi drużyna doświadczona, która odwiedziła ich już dwieście czy jest to osoba, która korzysta z tego typu rozrywki pierwszy raz. Podczas szkolenia każdy informowany jest o nakazach, zakazach oraz o tym, co zrobić, gdyby stało się coś w trakcie rozgrywki. Mamy tu kilka scenariuszy, można natychmiastowo wyjść z pokoju naciskając tzw. „przycisk paniki”. Drugą opcją jest oczywiście otwarcie drzwi za pomocą klucza, który wisi przy wyjściu. Zresztą, często drzwi zamknięte są wyłącznie umownie i wyjść można od tak.

Escape roomy nie podlegają żadnym okresowym kontrolom?

BARTOSZ IDZIKOWSKI: – Nigdy nie słyszałem, aby do jakiegokolwiek escape roomu przyszła kontrola strażaków czy inspekcji budowlanej.

Po tragedii w Koszalinie straż pożarna sprawdza escape roomy w całej Polsce. Myśli pan, że te kontrole przyniosą jakieś efekty? Jeżeli straż zauważy pewne nieprawidłowości czy dopilnuje ich rozwiązania?

BARTOSZ IDZIKOWSKI: – Te kontrole, które aktualnie się odbywają, są dość chaotyczne. Zarówno kontrolujący, jak i osoby kontrolowane, nie do końca wiedzą co i w jaki sposób jest sprawdzane. Jest to pokłosie wielkiej tragedii. Powinno być to robione z głową. Te kontrole są o tyle dziwne, że w jednej części kraju coś jest w porządku, a w innej już okazuje się być wykroczeniem, za które ktoś dostaje mandat. Potrzebujemy uwarunkowań prawnych mówiących, jak powinno odgórnie wyglądać bezpieczeństwo w escape roomach. Właściciele escape roomów pisali zresztą w swoim oświadczeniu, że w pełni oddają się kontroli i chcą aktywnie współpracować z organami. Natomiast forma, w jakiej jest to przeprowadzane jest bardzo nierzetelna.

Chciałbym teraz postawić się w sytuacji gościa escape roomu. Kogoś, kto chce z niego skorzystać, ale po tej tragedii nie czuje się bezpiecznie i nie wie, który escape room wybrać. Czym powinienem się kierować?

BARTOSZ IDZIKOWSKI: – Zdrowym rozsądkiem. Jeżeli przed rozpoczęciem rozgrywki poczułby się ktoś niepewnie, czy miałby jakiekolwiek wątpliwości co do bezpieczeństwa, zawsze można się spytać obsługi, jakie są procedury bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś się czuje naprawdę niebezpiecznie, po prostu może wyjść z tego lokalu. W trakcie pięciu lat trwania tej branży, co jest całkiem długim okresem, wypracowały się na tyle skuteczne mechanizmy bezpieczeństwa nad klientami, że ta rozrywka naprawdę jest bezpieczna.  Ta tragedia w Koszalinie była pierwszą i jedyną i wynikała z wielu zaniedbań, które odstają od standardów branży.

 


Rozmawiał: Hubert Szczypek