Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek pojęcie o scenie eSportowej, czy też o Counter Strike’u, to z pewnością słyszał o wydarzeniach, które w poprzedni weekend miały miejsce w Katowickim Spodku. Mowa oczywiście o finałach Intel Extreme Masters. Dla wielu osób, w tym mnie, były to jedne z najlepszych dni w życiu. 

Obecny rok jest siódmym z rzędu, w którym finały legendarnych rozgrywek Intel Extreme Masters, odbywają się w stolicy Śląska. Spodek stał się w tym momencie, niemalże jedną z głównych świątyń gier komputerowych na świecie. Nie znajdzie się dzisiaj fana sportów elektronicznych, któremu o uszy nie obiła się Katowicka arena.

Poza Spodkiem, w sercu wydarzeń było również Międzynarodowe Centrum Kongresowe, które jest z nim bezpośrednio połączone. Jak co roku służyło głównie do brania udziału w konkursach, była tam masa stoisk, atrakcji, i innych rzeczy przyprawiających mnie o zachwyt, ale o tym troszkę później.

Tradycji stało się zadość.

Główną atrakcją eSportowego święta, są naturalnie rozgrywki w najpopularniejszych grach na dzisiejszym rynku. Poza Fortnitem, który stał się ewenementem poprzedniego roku, goście w Katowicach oglądali zmagania w Counter Strike’u i Starcrafcie 2. Są to tytuły z mocnymi, długoletnimi korzeniami w branży gier komputerowych. Dodatkowo, rozgrywane były turnieje w mobilnej grze Guns Of Boom. Patrząc na obecny stan gier na smartfony, miała to być raczej PR’owa zagrywka, mająca na celu przyciągnięcie większej uwagi ku tego typu produkcjom.

Puchar tegorocznego IEMa prezentował PashaBiceps – Legenda polskiego CSa, zwycięzca edycji z 2014 roku.

Tegoroczna edycja finałów w CS:GO została nagrodzona przez Valve tytułem Majora. Dla niewtajemniczonych, jest to co półroczne wydarzenie, które od twórców gry, dostaje status mistrzostw świata, podnosząc diametralnie prestiż, wartość, pulę nagród, oraz naturalnie, ilość fanów oglądających online.

Nowa edycja, ta sama toporna kolejka.

Jak co roku, dzięki dobroczynności ESLa, na teren eventu można było wejść za darmo. Wymagało to jednak sporo poświęcenia i cierpliwości od takiego śmiałka. Free Entrance działało w bardzo prosty sposób. Posiadacze biletów, naturalnie posiadali pierwszeństwo wejścia na obiekt imprezy. Było ich(nas?), całkiem sporo, ale nie na tyle żeby wypełnić cały teren. Reszta miejsc przysługiwała widzom, którzy mężnie stali i marzli od godziny 3/4 nad ranem. Ile takich miejsc było?

Jest to liczba, która chyba nawet dla organizatorów pozostanie nieznaną, jako że były momenty, w których niejedna osoba nadepnęła mi na buta, czy też przypadkiem wpadła na plecy. Najlepiej było to chyba widać w samą Niedzielę, dzień kiedy odbywały się stricte finały rozgrywek. Wtedy to zostało zamknięte nawet przejście zewnętrzne, między MCK a Spodkiem, ze względu na zbyt dużą ilość ludzi chcących wejść do środka.

Wchodzisz do Spodka i bum, nie wiesz za co się zabrać.

Dosłownie to była moja pierwsza myśl, kiedy po godzinnym staniu w kolejce, udało mi się dostać do środka. Pora była wczesna, jako że wybiła 14:00, tak więc pierwsze gry zaczynały się dopiero dwie godziny później. Stwierdziłem, że czas przejść się dookoła i zobaczyć, co ma mi to miejsce do zaoferowania.

Takie bestialskie komputery można było zobaczyć i wypróbować w Spodku.

Najpierw moją uwagę przykuł oficjalny sklep ESLa, z merchem praktycznie każdej drużyny eSportowej, która istnieje obecnie w Counter Strike’u. Obudził się we mnie kibic, moja wewnętrzna przynależność do drużyny Team Liquid – pierwszego zespołu, który zacząłem śledzić, kiedy zaczynałem swoją przygodę ze sportami elektronicznymi siedem lat temu. Decyzja nastąpiła szybko. Jako że domyśliłem się, iż będzie mnie to nurtowało cały weekend, szybko dokonałem zakupu bluzy, a potem przez całe cztery dni, dumnie nosiłem ich kolory.

Nie dość, że kupiłem ich bluzę, to nawet ich potem złapałem na signing session – dwie pieczenie na jednym ogniu!(Wiem, ekspertem od Selfie nie jestem)

Idąc dalej, ciężko było się skupić na jednej rzeczy. Po jednej stronie korytarzu, praktycznie przez całą długość było jakieś inne stoisko. Od gamingowych fantów, zaopatrzonych w najlepsze komputery, na których można było pograć sobie w przeróżne, najnowsze produkcje, po na przykład, stoisko z Pringlesami, czy z komiksami. Po drugiej stronie co parę kroków spotkać można było budki z jedzeniem.

O scenie słów parę.

Po subiektywnie krótkiej chwili, zorientowałem się, że zbliża się otwarcie show. Wraz z nowo poznanym przyjacielem z Melbourne, powędrowaliśmy do środka i zajęliśmy najlepsze na daną chwilę miejsca. To oczywiście po tym, jak przeżyliśmy szok, który przeżywał każdy na wejściu. Dwa ogromne telebimy na których pokazywana była akcja, ogromne głośniki, 10 000 miejsc, kamery na linkach w powietrzu, i ogromna scena, na której wszystko się działo. Zdecydowanie, robiło to na człowieku ogromne wrażenie.

Tak prezentowała się scena i widownia, w Katowickim Spodku

Miałem tą przyjemność oglądania u mojego australijskiego imiennika, Matta, radość, którą przeżywa się pierwszy raz na eSportowym evencie, a zwłaszcza na IEMie w Spodku. Ten błysk w oczach, kiedy jest się w środku wydarzeń, i dodaje się swój krzyk do tego fanowskiego chóru podczas akcji, to fenomenalne przeżycie. Zwłaszcza, jeśli jest się częścią Katowickiego tłumu, który w świecie CSa, uchodzi za jedną z najlepszych publik na świecie.

A oto zdjęcie ze sceny, kiedy za to poproszono nas, o włączenie latarek podczas przerwy, Niezwykły widok.

Wszystko na niej działało i wyglądało niemalże jak z bajki. Ta edycja Intel Extreme Masters była pod tym względem dopięta na ostatni guzik, ale jednocześnie bardzo innowacyjna. Nie wypadały prawie żadne problemy techniczne, a niektóre rozwiązania, tak jak wcześniej wspomniane kamery, czy opaski od Intela, które różnie świeciły w zależności od stanu gry, były jak najbardziej sukcesem.

Jak się wzruszyć oglądając gry?

Często ludzie mnie pytają, czy podczas oglądania profesjonalnych rozgrywek w gry komputerowe można przeżyć takie same emocje i różne uczucia, jak w przypadku tradycyjnych spodków. Zawsze odpowiadam, że tak, i to z przeróżnych powodów. W Katowicach jednak, jedna rzecz sprawiła, że każdemu zakręciła się łezka w oku.

Mówię tutaj o otwierającej fazę play-off przemowie Michała Blicharza, wiceprezydenta do spraw pro gamingu w ESL, znanego jako „Carmac„. W przepiękny i szczery sposób podsumował on to, co dzisiaj nazywamy eSportem, głównie w CS:GO. Mógłbym starać się to opisać, ale najlepiej zobaczyć to samemu.

Druga strona medalu, czyli co działo się w MCK.

Na początku wspomniane, Międzynarodowe Centrum Kongresowe, to wielki kompleks, który jest bezpośrednio ze Spodkiem połączony. Plac pomiędzy nimi, wypełniony był ogromną ilością różnego rodzaju food-trucków, które, ku mojemu zaskoczeniu, miały spore porcje, a niskie ceny.

Kawałek MCK, widok ze „strefy relaksu” na stoisku Pepsi. Wczesna godzina,przed wpuszczeniem darmowej kolejki, dlatego tak „mało” ludzi.

Sam dostęp do MCK możliwy był dopiero od Piątku. Już na samym wejściu, można było zauważyć różnice pomiędzy nim, a Spodkiem – tamten był głównie pod oglądanie rozgrywek. W sąsiednim budynku za to królowały stoiska, tak naprawdę, ze wszystkim. Chciałbym to lepiej doprecyzować, ale jest to trudne zadanie. Co krok tak naprawdę, czekało na nas co innego.

Naturalnie znajdowało się sporo takich tradycyjnych, a raczej gamingowo/eSportowych wystaw. Mowa tutaj o firmach typu HyperX, który wyróżnił się tym, że przyjechał do Katowic swoim wielkim, amerykańskim truckiem, w którym znajdowało się kilkanaście bestialskich PCtów. Organizowane były na nich konkursy między innymi w CSa i w Fife, a do wygrania standardowo, sprzęt do grania w gry(klawiatury, dyski twarde), no bo cóż innego można rozdawać podczas wydarzenia dla, jak niektórzy uważają, „nerdów i geeków”.

Tak wyglądało stoisko HyperX.

Były też stoiska nietypowe dla takiego eventu. Tutaj chciałbym wspomnieć między innymi o stoisku Wedla, na którym cały czas wygrać można było przeróżnego typu czekoladki, czy też Pepsi, gdzie do pozyskania były, o tak, zgadliście, puszki czy koszulki pepsi. Innym ciekawym miejscem, było stoisko ARS Independent, czyli najmniejszego kina świata. Zobaczyć tam można było, na małym ekranie, w sali przeznaczonej dla dwóch osób, Katowice widziane z perspektywy mieszkańców, tak jak mi jedna z prezenterek opowiedziała.

W ten sposób prezentowała się scena Fortnite w MCK. Przysięgam że na żywo wygląda jeszcze lepiej.

Na wiele z tych stoisk, zaproszonych było wiele streamerów, raperów, czy pro-graczy. Na terenie firmy MSI często pokazywał się legendarny Youtuber, Patryk „Rojo” Rojewski. W innym w Sobotę, koncert dawał raper „Żabson„. A na expo firmy tworzącej sprzęt komputerowy, Aorus, zawitała drużyna przez nich sponsorowana – G2 Esports.

eSports, tak jak każda inna pasja, to głównie ludzie.

Trudno było przeżyć ledwie pięć minut tego wydarzenia, bez rozmowy z innymi pasjonatami którzy się tam pojawili. Często zaczynało się od błahego komentarza obecnego meczu w kolejce po autografy, czy też komentarza na temat drużyny, której ciuchy się nosiło. I to jest to, co kocham w eSporcie. Nie dzieli nas narodowość, czy drużyny które wspieramy. Podczas tych czterech dni, miałem szczęście poznać ludzi z Ameryki Północnej, czy też Australii, którzy pojawili się, żeby wspierać zespoły, którym kibicowali. Przebyć połowę globu, 30 godzin w powietrzu, żeby wspierać organizację, które się śledzi. To kocham w tym otoczeniu.

Poznałem mojego ulubionego pro-gracza z Brazylii,o pseudonimie Taco – to świetne uczucie, móc sobie pożartować, porozmawiać, przybić piątkę i zebrać autograf od swojego idola.

Poznałem też między innymi młodego Duńczyka, który okazał się fanem Astralis – największego rywala wspieranego przeze mnie Team Liquid, a i tak świetnie mi się z nim rozmawiało i spędzało czas, głównie w kolejkach po autografy.

W kolejce po autografy, czy tak naprawdę w każdym innym zakątku IEMa, można poznać wiele świetnych osób.

Każdy z nich podziwiał Katowice. Głównie za wiele razy wychwalany klimat rozgrywek, które odbywają się w Spodku. Energia podczas nich, jest wprawdzie nieziemska. Tak naprawdę, nie skłamie, kiedy powiem, że tak jak i na miejscu, tak jak i online przez parę ostatnich lat rozmawiałem, to nie spotkałem się jeszcze z negatywną opinią o IEMie w Katowicach. Wygląda na to, że nie bez powodu jest tam organizowany już siódmy rok z rzędu.

Jedno z najlepszych wspomnień mojego życia.

Do tych czterech dni spędzonych w stolicy Śląska, będę wracał wiele razy. Czy to oglądając zdjęcia z aparatu, powtórki meczów, czy po prostu grając z ludźmi, których tam poznałem, w Counter Strike’a. Chciałbym po prostu podziękować ESLowi, a także każdemu który się tam pojawił, za stworzenie świetnej atmosfery, której nigdy nie zapomnę.


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Własne, Instagram @ESL, @HLTVorg