Ten miesiąc Improkracja pożegnała z głową pełną pomysłów i oczami mokrymi od łez. Śmiechu oczywiście. Jak wyglądał najnowszy format Tymczasem w ich wykonaniu?

Pokój Rozrywek powinien być stałym określeniem sali Vertigo Jazz Club & Restaurant podczas występu Improkracji. Tym razem było to jednak jedno z miejsc wymyślonych spontanicznie na potrzeby scenariusza. Ale wszystko po kolei. Format improwizowany Tymczasem to nic innego niż historia miejsca w czasie rzeczywistym. Razem z upływającym czasem poznajemy kilka sytuacji jednocześnie w konkretnym miejscu. No właśnie, ale gdzie ma miejsce dana akcja? To wszystko w zupełności zależy od publiczności. Pomysłów na pierwszą część spektaklu było wiele: samolot, jacht, starożytny Egipt (zbyt rozległe), plac budowy. Zwycięzca jednak został wyłoniony. Witajcie w schronie przeciwatomowym.

Mistrzowie Gry

Zastanawialiście się kiedyś, co stałoby się z nami, gdyby wybiła godzina X, a Ziemia znalazłaby się pod wpływem promieniowania? No dobra, nie Ziemia – wystarczy Krakowskie Przedmieście. Ocalałe 352 osoby skrywają się w specjalnym schronie, od czterech lat gapiąc się na nieruchomy licznik Geigera w Obserwatorni Zewnętrza. Uwierzcie, takie życie to pasztet. I to nie tylko dlatego, że była to jedyna rzecz, jaką można było znaleźć w tamtejszej spiżarni. Chociaż świat został zniszczony, wraz z wszystkimi sklepami (podróż tam i tak byłaby niebezpieczna), mieszkańcy musieli sobie radzić. Problemy uczuciowe mogła rozwiązać tylko wanna samobójców, w Pokoju Rozrywek urzędowała prawdziwa kompania złożona z czarodzieja, barbarzyńcy i niziołka. Ale żeby nie było tak kolorowo warto wspomnieć, że ludzie przecież umierali z głodu i pragnienia, bo kawy Tchibo i tak nikt nie chciał tknąć. O bezpieczeństwo słabszych dbali Łowcy Mutantów, całym miejscem rządził ślepy weteran z mechaniczną, pordzewiałą ręką przy pomocy swoich dzieci: Żelaznej Marioli i Miedzianego Dariusza. Czy to wasza wymarzone życie po wybuchu atomowym? Nie moglibyście się przeciwstawić, bo wtedy kapitan kazałby wam ZAMKNĄĆ JAPĘ.

Cztery rogi

Gwałtowna zmiana scenografii. Tym razem życie to sielanka, świat jest piękny, a druga część akcji formatu Tymczasem o wiele przyjemniejsza. Witajcie na polu namiotowym Leśna Polana. W takim miejscu, jak w każdym innym zresztą, przekrój społeczeństwa jest ogromny. Przy ognisku Beata wdzięczy się przed Zdzisławem i Kacprem łudząc się, że przeżyje płomienny, wakacyjny romans. O tym samym marzy Marek, który, pod pretekstem męskiego wyjazdu, po cichu wzdycha do kolegi z pracy. A kiedy chce się kogoś zdobyć, można go upić – najlepiej Żubrem. Jeśli nie stać was na bycie „profesjonalnymi kampusowiczami” takimi z kuchenką gazową i własnym wodociągiem, bez obaw. Będzie czuwał nad wami pan Stefan. Naostrzy kijek na ognisko i bieżącą wodą z wiadra polewał spocone ciała pod prysznicami. Podmienienie substancji rozluźniających na herbatę jaśminową albo bycie rozgoryczonym dresem z Volkswagena grozi karą w postaci pięści. Ale to jedyne zagrożenie w tym pięknym miejscu, które przecież tak bardzo różni się od schronu przeciwatomowego.

– Graliśmy w dwóch miejscach: w schronie atomowym oraz na polu namiotowym. Chociaż początkowo w mojej głowie więcej skojarzeń i potencjalnej komedii wyczuwałem w pierwszej sugestii, to najlepiej bawiłem się na „spokojnym” wyborze. Zgłębiliśmy niespiesznie relacje między postaciami, nadaliśmy im tej „prawdy”, która pomogła nam budować komediowe na solidnych podstawach. Zapadło mi w pamięci wiele scen: fałszywych akordów, gościa z Volkswagena, pana Stefana. Nawet nie biorąc udziału w scenie, przypatrując się moim kolegom na side’dzie bawię się doskonale. To cholernie zdolni improwizatorzy. – podsumowuje ostatni występ Michał Gruz, członek Improkracji

Tymczasem

Znaczące różnice w przebiegu improwizowanej akcji w tych dwóch miejscach sprawiły, że widz ciągle był zaskoczony tym, co dzieje się na scenie. Wtorkowe wieczory w Vertigo są, dzięki Improkracji, zawsze niepowtarzalne i zabawne, ale odniosłam wrażenie, że opisywany spektakl też dla nich był dużym zaskoczeniem. Niejednokrotnie sami nie mogli powstrzymać się od śmiechu, szczególnie po trzeciej zwrotce długiej listy sklepów zniszczonych przez promieniowanie jądrowe. Przy której historii bawiłam się lepiej? Trudno powiedzieć, ale życie na Leśnej Polanie wydawało się o wiele mniej stresujące.


Autor: Karolina Szachniewicz
Zdjęcia: materiały prasowe