Puchar Świata w Wiśle po raz trzeci inaugurował sezon. Mimo trudnych i zmiennych warunków atmosferycznych, zawody przeprowadzono, a jedne z głównych ról odegrali Biało-Czerwoni. Michał Pasek przyjrzał się im z bliska.

Na przestrzeni ostatnich lat, pierwsze konkursy Pucharu Świata rozgrywane były w Skandynawii oraz Klingenthal. Nic dziwnego, że przyzwyczailiśmy się, że ujemne temperatury oraz śnieg towarzyszyły nam już od pierwszej w sezonie transmisji telewizyjnej. Od trzech sezonów inauguracja przypada Wiśle. Jak wyglądały zawody organizowane w Beskidzie Śląskim pod koniec listopada?

Pomimo wielu przeciwności, wydarzenie udało się przeprowadzić. Organizatorzy próbowali jak najlepiej przygotować obiekt, efektem czego było wielodniowe naśnieżanie skoczni. Podczas konkursów zeskok był dość nierówny, przez co z problemami lądowało wielu zawodników. Niestety były również upadki. Decker Dean już w kwalifikacjach stracił równowagę przy lądowaniu, a konsekwencją tego jest kontuzja barku i długi okres rekonwalescencji. W niedzielnych zawodach groźnie wyglądający upadek zaliczył Piotr Żyła, który zsunął twarzą po zeskoku. Polak nabawił się wielu zadrapań, natomiast szczęśliwie uniknął poważnej kontuzji. Konkursom dodatkowo towarzyszył dość mocny wiatr. Podmuchy szczególnie dały się we znaki skoczkom podczas niedzielnych zawodów. Obie serie były wielokrotnie przerywane, a rywalizacja nie do końca odzwierciedliła realny poziom sportowy zawodników.

Po raz kolejny nie zawiedli kibice. Szczelnie wypełniona skocznia podczas sobotnich i niedzielnych zawodów, była najlepszą wizytówką niesłabnącym zainteresowaniem w naszym kraju tą dyscypliną. Kibiców było wielu, a co najważniejsze na trybunach dominowała bardzo dobra zabawa.

Trudno być prorokiem po pierwszych zawodach w sezonie, lecz kilka niewiadomych zostało  rozwiązanych. Z pewnością do sezonu dobrze przygotowani zostali Norwegowie. Drugie miejsce w sobotnim konkursie drużynowym oraz indywidualne dalekie skoki „Wikingów” w niedzielnych zawodach, są dobrym prognostykiem na dalsze starty. Drużynowo z bardzo dobrej strony pokazali się Austriacy, lecz w niedzielę zabrakło im oddania dwóch równych skoków. Polscy skoczkowie po raz kolejny dość spokojnie weszli w sezon. Mieszane szczęście do warunków i niewykorzystane szanse mogą budzić jednak niedosyt. Trudno pozytywnie wypowiedzieć się o zapleczu naszej kadry. Żaden zawodnik nie zdobył punktu, a swoimi skokami nie przekonali do tego, aby w najbliższym czasie doszło do znaczącej poprawy formy.

Po prześledzeniu zawodów, nasuwa się kilka wniosków. Spoglądając na aktualne warunki pogodowe panujące w Europie Środkowej, można mieć wiele zastrzeżeń, czy wybór Wisły, jako organizatora pierwszych zawodów w sezonie jest słuszny. Pomimo starań, ostatnie słowo należało do natury. Dodatnie temperatury i wiatr, to w tym okresie częste zjawisko. Choć należy się cieszyć, że inauguracja przypada właśnie nam, to ze sportem zimowym jako takim, wiele wspólnego oba konkursy nie miały.


Autor: Michał Pasek
Zdjęcia: Źródło własne, Instagram