Stało się. Po miesiącach spekulacji, niejasnościach związanych z nazewnictwem, a także wyciekach dotyczących wyglądu, dzięki którym tak naprawdę nic nie było tajemnicą, zza kurtyny Steve Jobs Theater wyłonił się Iphone X.

Sami twórcy nazywają go „największym skokiem technologicznym od czasów pierwszego modelu”, ale w pewnych aspektach wydaje się być kompromisem między przyszłością rynku, a tym, co już dawno na nim się znajduje.

Nowe szaty starej damy

Przywitanie z przyszłością spod znaku X (czytanego jako „ten”, od dekady, która minęła od premiery pierwszego modelu) nie było tajemnicą dla nikogo, kto orientuje się w świecie nowinek technologicznych. Design wyciekł do sieci o wiele za wcześnie i już wtedy zebrał falę nieprzychylnych komentarzy. Krytykowano nietypowe wymiary ekranu, gdzie standardowy panel posiada wcięcie u góry – to w nim ulokowane są kamery i sensory.

Tak czy inaczej, jest on odpowiedzią na to, co jest trendem na rynku – na przednie panele z ekranami o minimalnych ramkach. Dla przeciętnego konsumenta nie będzie miało znaczenia, że jest to panel OLED o przekątnej 5,8 cala ze zgodnością z trybem HDR produkcji LG (chyba, że ten miałby namiętnie oglądać seriale na Netflixie w tymże standardzie), natomiast warto zaznaczyć, że jest to pierwszy panel OLED w smartfonie Apple. Ekran jest mocno promowany, bo zmienia przyzwyczajenia użytkowników do wyglądu telefonu spod znaku jabłuszka.

Twarz zamiast palca

Rocznicowy Iphone to także zmiana przyzwyczajeń odbiorców, a to wszystko za sprawą braku przycisku Home. Charakterystyczne kółko w dolnej części ekranu, które od modelu 5S było też czytnikiem linii papilarnych, zniknęło z przedniego panelu urządzenia. W jego miejsce zaproponowano system rozpoznawania twarzy: Face ID.

Pod wielkimi zapowiedziami mówiącymi, że od teraz twoja twarz będzie twoim zabezpieczeniem (u niektórych już od dawna ta metoda działa) kryje się zainstalowana dioda podczerwieni, która oświetla twarz użytkownika, potrafiąc ocenić odległość i zarejestrować rysy. W takiej formie jest to nowatorskie rozwiązanie, które pozwala za pomocą twarzy nie tylko odblokowywać telefon, ale logować się do aplikacji firm trzecich oraz potwierdzać płatności telefonem, nawet w ciemnościach (zasługa podczerwieni). Jak będzie działać ta funkcja? W tej chwili nie jest to pewne, ale wiadomo, że na prezentacji zaliczono małą wpadkę:

Z Face ID wiąże się także jeszcze jedna funkcja, która została obśmiana przez część internautów. Apple, jako dyktator mody i firma, która angażuje się w rozwój kultury obrazkowej, w tym emoji, dba o to, żeby użytkownicy smartfonów mieli nowe formy komunikacji. Właśnie taką ciekawostką będzie Animoji. To animowane emoji, które zarejestrują mimikę naszej twarzy, a potem prześlą do ludzi mówiące naszym głosem emoji pieska, jednorożca albo… kupy. Zważając na popularność filtrów na Snapchacie, takie rozwiązanie może się przyjąć. Mimo wszystko warto patrzeć na nie w kategorii ciekawostki ze względu na ograniczoną dostępność (na korzystanie z niego pozwolić sobie mogą tylko użytkownicy modelu X).

Szklana bryła kryje w sobie jeszcze jedną funkcję, która wydaje się być odkryta na nowo. Bezprzewodowe ładowanie jest obecne w smartfonach od 2012 roku, kiedy stara Nokia (nie HMD Global odpowiedzialne za tegoroczne modele) do swoich Lumii wdrożyła standard Qi, który potem wykorzystało LG w Nexusie 4. Teraz Iphone X ma oswoić ludzi z indukcyjnymi ładowarkami, a firma z Cupertino promuje tę funkcję jako całkowitą nowość, jakby świat poza serią Iphonie nie istniał.

Dla kogo?

Czy to telefon dla ciebie? Jeśli masz w domu kapliczkę z ołtarzem Tim Cooka i Jonathana Ive to zapewne tak. A tak zupełnie poważnie: Na pewno jest to rozwiązanie dla fanów marki i tych, którzy pracują na ekosystemie firmy z Cupertino. Raczej nie dla tych, którym Iphone służy do używania Instagrama i Facebooka oraz wysyłania smsów (nawet jeśli za sprawą animoji Apple chce stworzyć takie wrażenie). To także urządzenie dla tych, dla których cena nie jest barierą. Najtańsza opcja z 64GB pamięci (Apple nie przygotowało slotu na karty SD) to prawie 5000 złotych. Nieco ponad 5700 złotych to opcja z 264GB pamięci. Taka kwota za telefon ze specyfikacją na poziomie ubiegłorocznych flagowców z Androidem, z kilkoma nowymi technologiami i kilkoma przeniesionymi z innych urządzeń, to spora cena. Do tego wszystkiego trzeba dodać częste aktualizacje i szybkie działanie aplikacji.

Jaka jest przyszłość?

Apple zaprezentowało przyszłość smartfonów, czy to się fanom tych urządzeń podoba, czy też nie. Bo nie chodzi tu o to, by błyszczeć innowacjami. Jeżeli skanowanie twarzy okaże się sprawnie działającym rozwiązaniem, każdy kolejny czytnik linii papilarnych zostanie z tyłu. Jeżeli ładowanie bezprzewodowe nie przyjęło się przez lata u żadnego producenta, to tak naprawdę tylko Apple może przekonać ludzi, że ma to sens. Choć na rynku było już kilka telefonów z bezramkowymi wyświetlaczami (by nie wspomnieć Galaxy S8, LG G6, czy Xiaomi Mi Mix), to nie oglądały się za nimi takie rzesze użytkowników jak ci, którzy zobaczą Iphone X i przywitają przyszłość. Bo przyszłość według Apple to nie najnowsze rozwiązania – to wykorzystywanie potencjału marketingu i rzeszy fanów, by je popularyzować. Wszak dobry artysta kopiuje, natomiast świetny kradnie… i Apple skradło całą uwagę światka technologicznego i nie tylko, po raz kolejny zresztą. Czy znajdą się na to chętni? Myślę, że najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest ten obrazek.


Autor: Michał Mielnik
Zdjęcia: Materiały prasowe Apple, giphy