Piłkarze WKS-u zdołali przełamać złą passę sześciu meczów bez zwycięstwa na własnym stadionie. Pod wodzą nowego trener Vitezslava Lavicki wygrali z Zagłębiem Sosnowiec 2:0. W grze Trójkolorowych widać poprawę, choć czeka ich jeszcze sporo pracy.

Po rundzie jesiennej sytuacja Śląska Wrocław nie wyglądała najlepiej. Klub zajmował 14. miejsce, mając jedynie punkt przewagi nad strefą spadkową. Pozycja w tabeli oraz styl gry wymusiły zmiany personalne w sztabie szkoleniowym. Po okresie przygotowawczym pod wodzą nowego trenera, Śląsk w końcu wygrał ligowe spotkanie na własnym stadionie. Ostatni raz wrocławianie mogli się cieszyć ze zwycięstwa przed własną publicznością we wrześniu ubiegłego roku, kiedy to pokonali Piast Gliwice 4:1. Później zanotowali serię porażek, którą przerwali, wygrywając 2:0 z beniaminkiem LOTTO Ekstraklasy – Zagłębiem Sosnowiec.

Cieszę się, że zwyciężyliśmy i zrobiliśmy ten pierwszy krok. Widziałem, że w szatni z wygranej cieszyli się wszyscy razem. Zarówno Ci, którzy zagrali, jak i ci gracze, którzy nie mieli okazji wystąpić – mówi Vitezslav Lavicka, trener Śląska Wrocław.

Postawa Śląska napawa optymizmem. Porównując występy z poprzedniej rundy, widać równicę przede wszystkim w organizacji gry oraz realizacji założeń taktycznych. Chociaż do ideału jeszcze daleko, w meczu z Zagłębiem, Trójkolorowi byli bardziej uporządkowani i to oni kontrolowali spotkanie. Stwarzali sobie sytuacje bramkowe, szczególnie po stałych fragmentach gry.

 – Pracowaliśmy dużo nad tymi elementami gry w okresie przygotowawczym. Mieliśmy swoje sytuacje po rzutach rożnych i mogliśmy zdobyć wtedy jeszcze więcej bramek, bo wypracowywaliśmy sobie pozycję, ale brakowało ostatniego strzału. Widać w tym bardzo dobrą pracę sztabu szkoleniowego – mówi Robert Pich, skrzydłowy Śląska Wrocław.

Podczas inauguracji rundy wiosennej w barwach Śląska zadebiutowało dwóch nowych zawodników – Krzysztof Mączyński i Lubambo Musonda. Obaj potwierdzili, że są wzmocnieniem dla WKS-u. Mączyński bardzo dobrze wykonywał stałe fragmenty gry, oprócz tego zanotował kilka odbiorów i kluczowych podań. Musonda natomiast imponował szybkością, nie wahał się też w grze jeden na jeden.


W spotkaniu dobrze zagrał także Mateusz Radecki. Pomocnik na początku sezonu nie zbierał pozytywnych opinii za swoje występy, jednak w meczu z Zagłębiem, nie tylko zdobył bramkę, ale także wygrywał pojedynki główkowe, skutecznie odbierał piłkę i nie odpuszczał rywalowi.

Ta wygrana na pewno doda Nam pewności siebie i w następnym spotkaniu będzie grało się lepiej. W końcu przełamaliśmy złą passę na własnym stadionie. W każdym kolejnym meczu od początku będziemy chcieli pokazać, że walczymy o zwycięstwo – mówi Mateusz Radecki, pomocnik Śląska Wrocław.

Na pochwałę zasługuje jednak cały zespół. Chociaż momentami piłkarze Śląska oddawali inicjatywę przyjezdnym, przez 90 minut kontrolowali przebieg spotkania. Pierwszy raz od października i wygranej 5:0 z Miedzią Legnica, zachowali czyste konto. To dopiero początek przygody czeskiego szkoleniowca z wrocławskim klubem, jednak już pierwszy ligowy mecz pokazał zmiany, które wprowadził trener Lavicka. Jeśli pójdą one w tym kierunku, być może ten sezon, dla Śląska, nie okaże się do końca stracony…


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Krystyna Pączkowska / WKS Śląsk Wrocław