Rozgrywki PGE Ekstraligi zakończyły się kilka tygodni temu. Za nami rozstrzygnięcia w IMŚ, podsumowania, gale. Nastał czas potencjalnego spokoju, choć w rzeczywistości w team’ach wielu żużlowców telefony się urywają. Kolejny sezon na pewno będzie inny, ale kto, gdzie i dlaczego pojedzie, jeszcze przez jakiś czas pozostanie tajemnicą. Tajemnicą, która zaczyna rysować pierwsze, nieśmiałe szkice.

Żużel jest bardzo charakterystyczny. Nie tylko ze względów czysto sportowych. Zawodnicy występują w rozgrywkach drużynowych oraz indywidualnych, po sezonach też w kadrach narodowych. Jeżdżą jednocześnie dla wielu klubów, w wielu krajach. Cały sezon podróżują, ci najlepsi najczęściej pomiędzy Polską, Szwecją a Danią. Przynależność klubowa nie jest aż tak istotna, na pewno nie kluczowa. Zmiany są potrzebne, a jeden słabszy sezon powoduje, że trzeba szukać dla siebie nowego miejsca na żużlowej mapie świata.

Gorzowski rollercoaster 

Największą furorę na rynku zrobił Krzysztof Kasprzak, który podobnie jak rok temu, postanowił stworzyć wokół siebie kółko wzajemnej adoracji. Saga z udziałem byłego wicemistrza świata ciągnie się od zakończenia sezonu 2019, nota bene bardzo słabego w jego wykonaniu. Zaczęło się od rozmów z Motorem Lublin i brakiem stanowiska ze strony obecnego pracodawcy żużlowca – Stali Gorzów Wlkp. Być może zarząd 7 drużyny sezonu 2019 uznał, że skoro Kasprzak jeździł tak słabo, to wypełnienie luki po nim nie będzie aż tak trudne. Wszystko zmieniło się po kapitalnej jeździe i zdobyciu Złotego Kasku przez zawodnika. Teraz to on rozdaje karty i wydaje się, że Stal w perspektywie przyszłego sezonu PGE Ekstraligi popełni błąd, jeśli nie zawalczy o pozostanie Kasprzaka w Gorzowie.

Doyle i nowe wyzwania

Faktem jest, że Jason Doyle nie pojedzie w przyszłym sezonie w szwedzkiej ekipie Rosspigarny. Dużo ciekawiej maluje się jego przyszłość w polskiej lidze. Apator Toruń spadł z PGE Ekstraligi, a Doyle nie chce jeździć w niższej klasie rozgrywkowej. Przeszkodą jest jedynie obowiązujący kontrakt Australijczyka, dlatego w grę wchodzi wypożyczenie. Najbliżej podpisania umowy z mistrzem świata z 2017 roku jest Włókniarz Częstochowa. Brązowi medaliści z poprzedniego sezonu odważnie poczynają sobie na rynku. Doyle i powracający do Częstochowy Rune Holta, do tego Leon Madsen, Friedrik Lindgren i Paweł Przedpełski, uzupełniani juniorami Bartłomiejem Kowalskim i Mateuszem Świdnickim – Włókniarz może powalczyć o najwyższe cele w PGEE. Nawet strata Adriana Miedzińskiego na rzecz Apatora Toruń nie wydaje się być dużym osłabieniem.

Pozorny spokój we Wrocławiu

Betard Sparta Wrocław nie ma problemów z dopinaniem składu. Cała ekipa z poprzedniego sezonu ma ważne kontrakty, różnica jest taka, że Maksym Drabik będzie jeździł jako senior, a drugim juniorem obok Przemysława Liszki będzie Patryk Wojdyło. Robi się jednak bardzo ciasno w składzie wrocławian. Pewni jazdy w przyszłym sezonie są wspomniany wcześniej Drabik, Tai Woffinden, Maciej Janowski i Max Fricke. Pozostaje jedno miejsce w składzie i pozycja rezerwowego, a chętnych trzech. Gleb Czugunow wydaje się największym wygranym poprzedniego sezonu i to on powinien zająć ostatnie wolne miejsce. Natomiast ani Vaclav Milik ani Jakub Jamróg nie zgadzają się na rolę rezerwowego. Jamróg jest łączony z Motorem Lublin, a Milik może dołączyć do swojej byłej drużyny – ROW-u Rybnik.

Niejasne sytuacje zawodników z Leszna i Zielonej Góry

Nicki Pedersen zamienił Stelmet Falubaz na GKM Grudziądz, co zrodziło kolejne spekulacje. Wyrwa w składzie zielonogórzan po Duńczyku jest duża, a głównym kandydatem do jej wypełnienia jest Antonio Lindbaeck, reprezentujący obecnie barwy drużyny z Grudziądza. Byłaby to więc wymiana, na którą nie do końca chcą się zgodzić obecni pracodawcy Szweda. Wszystko jednak zależy od decyzji zawodnika. Zielonogórzanie wyrażają również zainteresowanie Janem Kvechem i Robertem Lambertem. Jeden z nich miałby pełnić funkcję rezerwowego.

Z kolei problem rezerwowego pojawił się w drużynie aktualnego mistrza Polski. Do tej pory wydawało się, że Bartosz Smektała w swoim pierwszym sezonie jako senior będzie pełnił tę funkcję w drużynie z Leszna. Okazuje się jednak, że polityka Unii na kolejne rozgrywki maluje się inaczej. Lesznianie nie zamierzają korzystać z rezerwowego. W takiej sytuacji kłopotliwa staje się sytuacja Jarosława Hampla czy Brady’ego Kurtza, którzy do tej pory byli zapewniani o swojej przydatności w zespole. Głośno mówiło się niedawno również o możliwych przenosinach Emila Sajfutdinowa do drużyny Stelmetu Falubazu. Smektała natomiast nie podpisał jeszcze kontraktu. W Lesznie jeszcze dużo może się wydarzyć.

Zmarzlik z Iversenem? Rolnicki może wrócić do domu

Mistrza świata Bartosza Zmarzlika może już niedługo wspomóc na torze Niels Kristian Iversen. Duńczyk miałby na nowo przekonać kibiców Stali do przychodzenia na stadion w Gorzowie, bo w ostatnich rozgrywkach bywało z tym różnie. Z kolei Patryk Rolnicki żegna się z GKM-em Grudziądz, bowiem nie chce pełnić roli rezerwowego. W grę wchodzi była drużyna młodego zawodnika – Unia Tarnów, której miałby pomóc w odbiciu się od dna i odbudowaniu marki.

Prawdopodobnie tylko we Wrocławiu zmieni się niewiele. Większe lub mniejsze huragany przejdą przez resztę ekip. Trzeba uważnie się przyglądać.


Dawid Walczuk
Zdjęcie: Instagram