Xięgi Schulza Jana Szurmieja w Teatrze Polskim owiane były tak wielką tajemnicą, że po spektaklu spodziewać się można było wszystkiego. Brak dokładnego opisu fabuły sprawiał, że każdy z widzów przyszedł na premierę do Teatru Polskiego z indywidualnymi oczekiwaniami.

Osobiście największą zagadką było dla mnie, w jaki sposób reżyser skompilował wątki i motywy z twórczości Brunona Schulza, które służyły za szkielet przedstawienia. Tak jak myślałam, jego elementami konstrukcyjnymi stał się oniryzm, poddaństwo mężczyzny wobec kobiety oraz… Drohobycz. Nie wiedziałam jednak, że te kilka motywów Jan Szurmiej ogra w spektakularne, muzyczne widowisko.

Fot. Jan Oborski / Próba prasowa "Xiąg Schulza" w Teatrze Polskim we Wrocławiu
Fot. Jan Oborski / Próba prasowa „Xiąg Schulza” w Teatrze Polskim we Wrocławiu

Główna rola w spektaklu należy do Józka, granego przez Dariusza Bereskiego, oraz do jego dziecięcej postaci (Michał Stawski). Józek, senne alter ego Bruno Schulza, jako dorosły poszukuje archetypicznej Xięgi, balansując na granicy rzeczywistości i snu, gdzie obrazy współczesne mieszają się z jego wspomnieniami z dzieciństwa. Głównym bohaterem sztuki stał się bezapelacyjnie Drohobycz. Otwiera się on na widza ze wszystkimi swoimi cudami, dziwnościami i fantazjami, ukutymi w głowach mieszkańców i przede wszystkim Józka/Schulza. Ten w przedstawieniu stoi z boku; najwięcej jego na samym początku – podczas poszukiwań tajemniczej Xięgi. Otwarcie jej to staje się przyczynkiem do uwolnienia cudowności Drohobycza, z całym inwentarzem wyobraźni Józka, jego obsesji i fantazji. Postać grana przez Bereskiego przez cały spektakl plasuje się z boku sceny, dziwując i przyglądając się swojemu na wpół wyśnionemu światu i wspomnieniom, które zlewają się z teraźniejszością; i choć czasem można zapomnieć o jego postaci, jest ona potrzebna jako podmiot, do którego historii i wrażliwości widz odnosi prezentowane mu uniwersum.

Melodia ulotna

Spektakl okazał się przedstawieniem bardzo muzycznym. Znaczną jego część wypełniają songi, ilustrujące realia Drohobycza (brawa należą się za aranżację opowiadania o Ulicy Krokodyli). Piosenki opowiadające o mieście są estradowe, musicalowe, porażają widza swoim przepychem, rozmachem, każdy element choreografii został w nich dopracowany do najmniejszego szczegółu – przez ruch aktorów, ich taniec, po elementy ruchome scenografii (na scenie pojawiają się m.in. powozy, rowery, mobilne pokoje). Ważną rolę muzyczną w spektaklu odgrywa Roksana Vikaluk, która wcieliła się w rolę Lunarnej Bogini. Trwa ona w bezruchu na podwyższonym, zwodzonym pomoście, intonując pieśni objaśniające fabułę głosem fenomenalnym – Vikaluk modeluje go, oddając nim metafizyczną aurę przedstawienia, ukryty smutek i melancholię. Dodatkową rolę odgrywa jej ukraiński akcent – dzięki temu widz czuje, że znalazł się na Wschodzie, Drohobycz i ówczesne realia stają się mu bliższe. Ciekawa jest również rola psów – te, grane przez wyśmienitych tancerzy i piosenkarzy, przypominają piekielne biesy, na wpół nagie, wprowadzają na scenę wyśnione przez mężczyzn kobiety, zachwycają swym psychodelicznym, agresywnym tańcem. Uwagę przykuła również młoda Marika Klarman, która rolą małej Bianki zupełnie oczarowała. Jej sceniczna charyzma i niesamowity taniec sprawiały, że wśród kilkudziesięciu postaci na scenie oczy cały czas wędrowały w jej stronę.

Roksana Vikaluk jako Lunarna Bogini. Fot. Jan Oborski / Próba prasowa „Xiąg Schulza” w Teatrze Polskim we Wrocławiu

Fabuła zbudowana na zasadzie kolażu, mozaiki twórczości Schulza nasycona jest erotyzmem. Szurmiej ze smakiem i humorem oddał widniejącą szczególnie w Xiędze Bałwochwalczej fetyszystyczną, doprowadzającą do obłędu fascynację i uwielbienie mężczyzny dla kobiety. Panie dominują w spektaklu, z Adelą (Aldona Struzik) na czele – jako królową os mącącą mężczyznom w głowach, mieszającą Józkowi teraźniejszość z dzieciństwem, włada dziewczętami, które świadomie wykorzystują swoją seksualność. Scena kąpieli panien, przypominających antyczne boginie, to najsubtelniejszy moment ujęcia tematu przez reżysera. Nie boi się on również nagości – panny i kobiety, byty realne i fantazji męskich obnażają uda i piersi, robią to z powabem, wdziękiem, klasą i elegancją, używając swojej nagości na tyle, na ile żąda tego od nich fabuła i koncepcja spektaklu.

Baśniowy obrazek

Warstwa wizualna spektaklu została dopieszczona, począwszy od unoszącej się ciągle, onirycznej mgły, przez modułową scenografię – mobilne domki, zbudowane jedynie na bazie szkieletu, suną po całej scenie, tak samo jak palety, na których zbudowane są konkretne scenografie (gabinet ojca Józka, buduar Bianki). Kostiumy oddają ducha przedwojennego stylu, zarówno tego dziennego, jak i kabaretowego, są kolorowe i niepowtarzalne – na potrzeby spektaklu uszyto aż sto sześćdziesiąt sylwetek! Scenografia w połączeniu z muzyką, a co za tym idzie całą aurą tajemnicy, tak skrupulatnie budowanej na scenie, dawała zmysłom widza dawkę często całkowicie różnych od siebie emocji. Od niepokoju po fascynację, przez rozbawienie i nostalgię, by w ogólnym rozrachunku pozbawić tchu. Bywały momenty, gdy po plecach przechodziły dreszcze – do teraz nie jestem pewna czy to z zachwytu, czy z podziwu dla tak odważnej wizji Szurmieja.

Fot. Jan Oborski / Próba prasowa „Xiąg Schulza” w Teatrze Polskim we Wrocławiu

Xięgi Schulza wbijają widza w fotel, zapewniając mu dwugodzinną, estetyczną i intelektualną ucztę, sycąc oko i ciesząc umysł podczas odnajdywania konkretnych motywów, dzieł i epizodów z twórczości Brunona Schulza. Na przedstawienie śmiało wybrać może się nawet osoba średnio znająca dorobek artysty – kompozycja spektaklu sama dla siebie stanowi uniwersum, i choć interpretacja sztuki pozostaje otwarta, to pojawiają się w nim postaci i motywy archetypiczne, zrozumiałe dla każdego odbiorcy. Xięgi można by analizować godzinami i omawiać element po elemencie; w tym momencie nie sposób nie wspomnieć pięknego zakończenia, którym reżyser oddaje hołd tragicznemu losu pisarza – Vikaluk w postaci Białego Pierrota składa na symbolicznym grobie zastrzelonego przez essesmana kamień zgodnie z tradycją żydowską. Spontaniczny gest, jaki po premierze wykonali aktorzy – każdy z nich złożył na grobie różę z otrzymanego w ramach uznania i podziękowań bukietu – dowodzi tylko, że piękna, głęboka sztuka przetrwa w rzeczywistości lata, nie pozostając jedynie zamglonym snem.

Xięgi Schulza. Na motywach twórczości Brunona Schulza

reż. Jan Szurmiej

Teatr Polski we Wrocławiu, premiera: 8 VI 2018


Tekst: Nina Paśniewska, Karolina Szachniewicz

Zdjęcia: Jan Oborski / materiały z próby prasowej przedstawienia w Teatrze Polskim we Wrocławiu

Spektakl obejrzałyśmy dzięki uprzejmości Teatru Polskiego we Wrocławiu.