Okoliczności, jakie stają się udziałem bohaterów „Jestem mordercą”, są skrajne. W takich to właśnie sytuacjach życiowych ujawnia się natura człowieka, dlatego na podstawie decyzji i postaw bohaterów możemy dokonywać jej analizy – pisze Justyna Tkaczyńska.

Presja sukcesu, stanie się w posiadaniu władzy, zabieganie o dobro własnych interesów, a także znalezienie się w takim położeniu, gdzie inni – obcy podejmują działania i decyzje, mające wpływ na mój los, sądzą o mojej wolności lub niewoli, życiu lub śmierci – to niektóre z zagadnień podejmowanych w filmie „Jestem mordercą”.

[UWAGA SPOILER]

Po dwóch latach bezowocnego śledztwa, prowadzonego w sprawie seryjnego mordercy kobiet, zwanego Wampirem, zadanie jego schwytania dostaje młody milicjant – Janusz Jasiński. Sprawę uważa za podrzucone mu „kukułcze jajo”. Wie, że jest niezwykle trudna, a wyżsi od niego rangą milicjanci chcieli zrzucić z siebie odpowiedzialność i presję obywateli, którzy oczekiwali sprawiedliwości i bezpieczeństwa. W momencie rozpoczęcia pracy Jasiński chce zapewnić to ludziom, dąży do odkrycia prawdy. Angażuje się w rozwiązywanie zagadki, jak tylko może. Osiąga sukces – dzięki nowatorskiemu pomysłowi, wskazuje Wiesława Kalickiego. Kiedy pojawiają się pierwsze wątpliwości, czy schwytano odpowiednią osobę, milicjant zaczyna oskarżonego lepiej traktować. Nawiązuje się między bohaterami chora relacja, którą trudno nazwać przyjaźnią, ale która powstaje z wewnętrznego pragnienia sprawiedliwości i prawdy Jasińskiego. Na razie jeszcze kieruje się on tą potrzebą. Jednak sława, miano bohatera, zmieniają tego uczciwego człowieka. Stopniowo, najważniejsze stają się dla niego pozycja, zapewnienie lepszych warunków życia rodzinie. Wcześniej kochający mąż i ojciec, decyduje się na romans z dużo młodszą od siebie kobietą. Ona, podobnie jak główny bohater, kieruje się własnym interesem i porzuca zasady moralne. Postanawia wykorzystać wpływy milicjanta, aby otrzymać paszport.

W pewnym momencie wydawać się może, że Janusz Jasiński jest człowiekiem totalnie zepsutym, którego nic już nie interesuje oprócz własnego dobra. Ale każdy, choćby posunął się do najbardziej haniebnych czynów, ma sumienie. Dowodem na jego istnienie u Jasińskiego jest potrzeba usprawiedliwiania się przed samym sobą. Kiedy słabnące przekonanie o winie Kalickiego przytłacza go, kupuje rodzinie prezenty, próbując tym samym powiedzieć sobie, że to co robi, robi dla dobra rodziny. W momencie gdy ma zapaść wyrok, Jasiński chce przyznać się do błędu. Impuls, który go do tego popchnął, okazał się zbyt słaby – ostatecznie nie wyznaje, że dowody przeciwko Kalickiemu są sfingowane.

Najbardziej intrygującą postacią jest oskarżony, Zdzisław Kalicki. Można by się spodziewać, że będzie się próbował za wszelką cenę bronić, przekonywać wszystkich, że to nie on mordował, aby uniknąć kary. On jednak przez zdecydowaną większość czasu milczy. Co oznacza to milczenie, nie wiadomo. Nie wiadomo, czy na szubienicy zawisnął winny, czy niewinny człowiek. Ten bohater, co może zabrzmieć paradoksalnie, wzbudza współczucie. Rzadko współczujemy komuś, kto jest oskarżony o wiele brutalnych morderstw na kobietach, nawet jeśli nie jesteśmy pewni jego winy. Jednak to, w jaki sposób zostaje potraktowany przez wymiar „sprawiedliwości”, scena jego spotkania z dziećmi w więzieniu, próby otworzenia się przed Jasińskim, w którym widzi kogoś, kto szuka prawdy i fakt, że ta wiara w milicjanta zostaje zawiedziona, sprawiają, że chce się na niego spojrzeć jak na ofiarę, nie jak na oprawcę. Oczywiście, gdyby dowiedziono jego winy, nikt nie patrzyłby na niego jak na kochającego ojca, czy pokrzywdzonego obywatela. Do tego jednak nie doszło. Przerażające jest pytanie, które zadaje Jasińskiemu: „Czy ja mordowałem te kobiety?” Co ono sugeruje? Że Kalicki z powodu jakiejś choroby psychicznej nie pamięta swoich czynów? Może to pobyt w więzieniu i podejście milicji do niego sprawiły, że rzeczywistość i fikcja uległy w jego umyśle rozmyciu? A może jest prawdziwym mordercą, ale próbuje ratować się przed wyrokiem, udając obłęd? Tego nie dowiemy się nigdy. Jednak rozpacz dająca się słyszeć w tym pytaniu, jakieś zawarte w nim wołanie o pomoc, skłania raczej do spojrzenia na Kalickiego jako na ofiarę systemu, który nie posiada środków do walki z nim.

Akcja „Jestem mordercą” (podobnie jak autentyczne wydarzenia, które były inspiracją dla stworzenia scenariusza) dzieje się w latach 70., ale postawy, mechanizmy ludzkiej psychiki ukazane w filmie, są jak najbardziej aktualne. Ten film to nie tylko oskarżenie dawnego systemu, krzywdzącego przeciętnych obywateli, faworyzującego elitę. To oskarżenie ludzi, ich kondycji, moralności. Każdy może stać się Januszem Jasińskim, jeśli tylko znajdzie się w odpowiednich okolicznościach.

Autor | Justyna Tkaczyńska

*