Pierwsza solowa płyta rapera nie jest dziś niczym nadzwyczajnym. Wydawnictwa te zdają się być produkowane masowo, bo każdy ma przecież coś do powiedzenia i ostatecznie krążki giną w zalewie takich samych brzmień i stylów. W tym roku polski rap doczekał się jednak wyjątkowej pierwszej solówki.

Wyjątkowej, bo nie od młodego aspirującego twórcy, a od dojrzałego czterdziestoletniego artysty. Po 23 latach działalności w polskiej rap-grze swoją pierwszą solową płytę wydał Wojtek Sokół, reprezentant stołecznej sceny. Nie przesadzę ani trochę pisząc, że był to najbardziej wyczekiwany album tego roku — twórczość rapera w WWO ma już status legendarnej jednak materiał tworzony w pojedynkę to zupełnie inna historia. A będąc już przy historiach — jeśli lubicie ich słuchać to ta płyta jest dla was.

Współczesny poeta

Storytelling zawsze Sokołowi wychodził świetnie — czy to opowieść o Marysi, która była lekko w szoku czy wspomnienia z dzieciństwa w Wyblakłych Myślach. Sokół operuje słowami zwykłymi i prostymi, tworząc w pewien sposób współczesną poezję. Brutalną, brudną i szczerą poezję na miarę naszych czasów. Słychać w raperze poetyckość i umiejętność tworzenia rymów (odziedziczone zapewne po pradziadku, Stanisławie Wyspiańskim) — każdy utwór to ciekawa opowieść będąca wynikiem wieloletnich obserwacji współczesnego świata. W Pluszowym Wojtek szczerze wyznaje swoją niepewność — to smutny utwór o kondycji polskiej sceny hiphopowej i całego społeczeństwa.

Z drugiej jednak strony Sokół dobrze wie, ile jest wart i jak wysoką ma pozycję w polskiej muzyce — Hybryda to taki pstryczek w nos dla wszystkich artystów, którzy uważają się za raperów. W utworze dobra jest nie tylko warstwa liryczna — cuty Steeza nadają agresywnego tonu, a Sokół bezpardonowo rozprawia się ze wszystkimi muzykami, którzy uważają się za zdolnych.

Sokół i przyjaciele

Na pierwszej solowej płycie byłego członka WWO nie zabrakło ciekawych gości. I tak mamy tu Lepiej jak jest lepiej, w którego refrenie usłyszeć można Mateusza Krautwursta z The Positive — nie jest to typowy benger, nie ma tu porywającego bitu czy pokazu niesamowitych umiejętności Sokoła jednak piosenka w moim odczuciu jest z tych najciekawszych i najprzyjemniejszych.

Jednym z pierwszych utworów promujących płytę był Napad Na Bankiet, utwór do którego Sokół zaprosił warszawski duet PRO8L3M oraz Taco Hemingwaya — dla fanów tych pierwszych może to być zaskoczenie, grupa nieczęsto podejmuje kolaboracje. Wynikiem ich współpracy jest świetne właśnie opowiadanie o napadzie na pewien bankiet — narracja dzieli się tu na trzy osoby, a raperzy wzajemnie uzupełniają swój storytelling. Trzy różne style, choć dalece odmienne harmonicznie współgrają, mamy tu przykład trzech artystów hiphopowych z różnych pokoleń. Między Sokołem a Oskarem wywiązuje się też komiczny dialog — połączenie rapowania i rozmowy to niekulawa heca. Jakby tego było mało, mamy tu jeszcze ten niesamowity bit samplujący Noc i dzień Pezeta, z którego Steez stworzył arcydzieło (Steeziwo producenciwo na feacie to murowany sukces).

Opowieści z ulicy

Polscy raperzy serwują nam w tym roku płyty gorzkie, pełne przemyśleń nad współczesnym światem. Płyta Sokoła to suma jego opinii na temat społeczeństwa — narkotyki, hajs, przelotne romanse, ciągła pogoń za uznaniem. Będąc już w temacie używek, trzeba koniecznie wspomnieć o Sprytnym Eskimosiew którym na refrenie usłyszeć można Igo. Bit robi w tym kawałku ogromną robotę — słuchając go, mam wrażenie jakbym oglądała film o dilerze Sprytnym Eskimosie (może kiedyś doczekamy się filmu na podstawie tego utworu), a to utwór promujący go. Sokół używa precyzyjnych porównań, metafor serwując nam profil typowego handlarza kokainy, a robi to w taki sposób jak gdyby opowiadał niewinną bajkę.

Każda pozycja na tej płycie gwarantuje nam dawkę dobrego rapu, w której każde słowo jest na swoim miejscu, nie jest ani trochę zbędne, jednak wyjątkiem od tej reguły jest I tak i nie z gościnnym udziałem członków Hewry. Tak, Sokół nagrał z Hewrą. Nigdy nie podejrzewałabym go o współpracę ze świętymi szaleńcami polskiego rapu, ale stało się. Czy to dobry utwór? I tak i nie — lirycznie nie jest specjalnie wybitny i wymagający, ale buja totalnie. Nie każdemu może przypaść do gustu, zapewne ze względu na specyficzny styl Młodego Drona czy Don Poldona, który zwyczajnie może męczyć.

Prawdziwe oblicze miłości

Dla raperów tematem obowiązkowym jest oczywiście miłość poruszana na tyle sposobów, ilu tylko jest twórców. U Sokoła ślady tego uczucia znaleźć można w prawie każdej piosence — najbardziej wyraźne jest w Pomyłce, utworze inspirowanym Póki masz nadzieję Andrzeja Zauchy, Za ręce oraz Z TobąNastępująca po Pluszowym Pomyłka kontynuuje przygnębiający nastrój, opisując skomplikowaną relację — zupełnie inaczej jest już przy Z Tobą, która zdaje się być przykładem przyziemnego opisywania relacji, o której w Deszczu Na Betonie wspomniał w 2016 rok Taco. Zwyczajność wersów jest tu na plus — wcale nie trzeba wzniosłych frazesów i patosu, piękno tkwi w prostocie. Rap Sokoła połączony ze śpiewem Alicji Napiórkowskiej oraz Agnieszki Żulewskiej na pięknym bicie DJ. B daje love song, który dla wielu może nie być niczym niezwykłym, jednak trzeba przyznać, że jego klimat jest cudowny.

Sokół, w swoją pierwszą solówkę, włożył mnóstwo pracy — płyta jest dopracowana również pod względem graficznym; okładka jest minimalistyczna i estetyczna, a każdy utwór w serwisie YouTube ma dopasowany visualizer. Polscy słuchacze mieli co do niego ogromne oczekiwania — czy im sprostał? W mojej ocenie płyta ta jest jedną z najlepszych, jakie mogły się nam przydarzyć. 40-letni zgred pokazał, że potrafi się odnaleźć w innych czasach i że wcale nie musi się dopasowywać do współczesnych utartych stylów, aby odnieść sukces.  To dowód na to, że talent i pomysły obronią się same bez względu na wiek.


Tekst: Hanna Galik
Zdjęcie: youtube.com