Gatunek horroru jest tym, który na przestrzeni ostatnich lat zalicza najwięcej wtop i porażek. Mamy wrażenie, że co roku wychodzi masa filmów, które mają nas przestraszyć, a bardziej jednak śmieszą. Jednakże Us jak najbardziej zbija tą obiekcje i utrzymuje w napięciu aż do końca.

Jordan Peele powoli kreuje się na osobę renesansu filmowej branży XXI wieku. Po rozpoczęciu kariery komika na Comedy Central, głównie dzięki programowi Kay & Peele, zabrał się za pracę reżyserską. Współpraca z Keeganem-Michaelem Keyem przyniosła mu wiele nagród. Za kamerą woli (jak na razie) tworzyć horrory. Tak dwa lata temu powstał fantastyczny film – Get Out. Teraz Jordan serwuje nam kolejną świetną produkcję – Us.

Walka z lustrzanym odbiciem

Na pierwszy rzut oka nowy dreszczowiec opiera się na bardzo prostym koncepcie. Czteroosobowa rodzinka wyjeżdża na wakacje do domku letniskowego w okolicach Santa Cruz w Kalifornii. W rolach głównych zobaczyć można Evana Alexa (Jason Wilson) i Shahadi Wright Joseph (Zora Wilson), którzy wcielają się w postaci dwójki młodych dzieciaków. Ich rodziców, Adelaide i Gabe’a, grają znane postacie z Hollywood – Lupita Nyong’o i Winston Duke. Tym razem domek nie jest nawiedzony (a przynajmniej tak nam się wydaje). Podczas pierwszej nocy, którą Wilsonowie spędzają na wakacjach, na ich podjeździe pojawia się czwórka ludzi ubranych na czerwono. Po jakimś czasie okazuje się, że wyglądają jak oni. Są to pewnego rodzaju ich kopie.

Postacie mają dużo momentów „sam na sam” ze swoimi kopiami.

Trudno jest cokolwiek więcej napisać na temat historii, ponieważ wielką rolę tutaj pełnią jej nieprzewidywalność i kompleksowość. Gdybym miał jakiekolwiek oczekiwania, bądź też pomysł na temat tego, co może się stać, to nie byłbym tak zszokowany po wyjściu z sali kinowej. Można to chyba powiedzieć o każdym dobrym horrorze, aczkolwiek tutaj mamy do czynienia z czymś więcej. Co prawda, można się domyślić, że życie głównych bohaterów będzie w jakimś sensie zagrożone. Symbolika, ukryte znaczenia, podteksty i nawiązania do naszego dzisiejszego społeczeństwa sprawiają, że Us jest czymś więcej, niż jedynie horrorem. Bez problemu można by go dodać do kategorii filmów socjologicznych.

Horror, w którym nie efekty i duchy, a aktorzy tworzą film

Zdecydowanie więcej można powiedzieć o grze aktorskiej oraz o fantastycznej grze obrazu i dźwięku. Przede wszystkim jest to pierwsza rola w życiu dla dwóch młodych aktorów. Dodatkowo, naturalnie wcielają się też w rolę swoich kopii, które są na pewnych płaszczyznach po prostu inne. Wymaga to faktycznych umiejętności, które Alex i Joseph bezdyskusyjnie posiadają. Winston Duke ma chyba najmniej rozwiniętą rolę. Zgrywa on twardego, momentami zabawnego ojca, który stara się być przyziemny, mimo całego zamieszania wokół nich. Lupita Nyong’o daje popis aktorskich umiejętności i moim zdaniem jest to rola na nominacje do Oscara. Nie tylko sama postać Adelaide jest najbardziej rozbudowana, ale jej czerwony klon także. Dzięki temu może pokazać wachlarz różnych emocji, które są szczere i momentami przerażające.

Lupita jest zdecydowanie najlepszym aktorem w tym filmie.

Techniczny majstersztyk swojego gatunku

Co jest niecodzienne na temat nowego filmu Jordana Peela, to także techniczne wykonanie tego horroru. Przede wszystkim, reżyser nie skupia się na tak zwanych jumpscare’ach. Jest to tani, przereklamowany już trik. Woli za to utrzymywać nas w napięciu, do tego stopnia, że cały czas mamy lekko przymrużone oczy i ściśnięte pięści. Co więcej, ważne dla tego typu narracji jest współgranie z obrazem i dźwiękiem, dwoma podstawowymi elementami dreszczowców. Peele bardzo umiejętnie, za pomocą dźwięku, rozładowuje i podbudowuje emocje. Za to obraz, ze względu na złożoną symbolikę tematykę filmu, nie zawsze jest dla nas oczywisty. Momentami można odczuć wrażenie, że powinno się zobaczyć coś więcej. Dopiero kiedy pokazują się napisy końcowe, zaczynamy powoli, jednocześnie wychodząc z szoku, układać puzzle w całość. Wtedy zdajemy sobie sprawę, jak mistrzowsko skonstruowany jest scenariusz i sposób operowania kamerą.

Chciałbym móc coś więcej napisać, lecz uważam, że najlepiej jest się wybrać na ten film bez żadnego konkretnego pomysłu o czym będzie. Osobiście, wybierając się na Us chciałem się po prostu przestraszyć w środku tygodnia. Skończyło się na tym, że od wyjścia (przerażonym) z niego, spędziłem już parę godzin nad jego analizą. Poza dreszczami, zmusza nas od do wielu refleksji, a to samo w sobie jest oznaką dobrej produkcji.


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @usmovie, @jordanpeele