W historii polskich skoków zawsze będzie toczyć się debata kto jest lepszy, Adam Małysz czy Kamil Stoch. Jednak tym razem kibice znad Wisły zyskali kolejnego bohatera. Dawid Kubacki wygrał konkurs w Bischofshofen, a w pozostałych stanął na podium i w wielkim stylu triumfował w 68. Turnieju Czterech Skoczni! Został tym samym trzecim Polakiem, który dokonał tej sztuki.

Oberstdorf (HS* 140 m) – gdzieś to już widzieliśmy

Rozgrywany już po raz 68. Turniej Czterech Skoczni rozpoczął się niemal identycznie jak zakończył się poprzedni. Japończyk Ryoyu Kobayashi w zeszłosezonowej edycji zmiótł rywali z powierzchni ziemi, wygrywając wszystkie cztery konkursy jako trzeci w historii, po Svenie Hannawaldzie (2001/02) i Kamilu Stochu (2017/18). Tą natomiast zaczął od wysłania mocnego, jasnego jak słońce przekazu, że ma ochotę na powtórkę. Kobayashi wygrał konkurs w cuglach, choć trzeba zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze wiatr nie był do końca sprawiedliwy i wielu znakomitych zawodników (jak np. Kamil Stoch) nie miało wręcz szans na dobry rezultat). Po drugie, przy pierwszym skoku Japończyka sędziowie doznali prawdopodobnie masowej dekoncentracji, ponieważ kiepskiego lądowania Ryoyu nie dało się nie zauważyć, a jury i tak dało mu bardzo wysokie noty.

Podium zawodów uzupełnili Niemiec Karl Geiger oraz niespodziewanie Dawid Kubacki, który odrodził się tym samym po fatalnym weekendzie w Engelbergu tydzień wcześniej. Polak zajął tam bowiem kolejno 22. oraz 47. miejsce w dwóch konkursach indywidualnych. Kobayashi triumfował z przewagą ponad dziewięciu punktów, ale dalej różnice punktowe nie były już tak duże. W grze o końcowy triumf wciąż pozostawali chociażby Austriacy Stefan Kraft i Phillip Aschenwald, czy Piotr Żyła, który zajął 5. miejsce.

Jak spisali się Polacy?

Nasi reprezentanci mieli za sobą przyzwoity początek sezonu, ale w ich skokach brakowało jeszcze tego błysku, który pozwoliłby im regularnie stawać na podium. Mogliśmy jednak liczyć przede wszystkim na Kamila Stocha, który wygrał jeden z konkursów w Engelbergu tydzień wcześniej, a w samym TCS-ie triumfował już dwukrotnie. Nasz wielki mistrz jednak zawiódł nieco oczekiwania. Faktem jest, że w pierwszej serii, miał najgorsze warunki spośród wszystkich, jednak w drugiej nie zdołał poprawić swojej pozycji zbyt wiele i zajął ostatecznie 19. miejsce. Taka pozycja w którymkolwiek z konkursów Turnieju Czterech Skoczni, praktycznie eliminuje danego skoczka z walki o triumf końcowy.

Gdzie jednak Stoch nie mógł, tam Kubackiego i Żyłę posłał. Wspomniani wcześniej polscy zawodnicy uratowali polskie nadzieje na zwycięstwo w całym turnieju. Apetyty rozbudził szczególnie Kubacki, który skakał zdecydowanie najrówniej z naszych reprezentantów, wliczając również treningi i kwalifikacje. Ponadto, na drugie zawody TCS, skoczkowie jechali do Garmisch-Partenkirchen, a ta skocznia zawsze bardzo pasowała Polakom.

Pozostali reprezentanci naszego kraju spisali się przeciętnie. Maciej Kot zaliczył spory regres w drugiej serii, przez co zajął zaledwie 28. miejsce. Jakub Wolny z kolei rywalizował w parze ze Stefanem Hulą (system KO w pierwszej serii, czyli 25 par, z których zwycięzcy oraz pięciu najlepszych przegranych awansuje do drugiej) i wygrał. Jego radość nie trwała jednak zbyt długo, bowiem został on zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon. Tym samym to Hula awansował do czołowej trzydziestki, ale zajął ostatecznie właśnie 30. miejsce. Warto dodać, że wszyscy Polacy, nie licząc polsko-polskiej pary, wygrali ze swoimi rywalami.

Pary Polaków:

  • Dawid Kubacki, 132 m i 143,8pkt  pok. Michaela Hayboecka (Austria), 129,5 m i 134,8pkt
  • Piotr Żyła, 132 m i 141,3pkt pok. Andersa Haare (Norwegia), 122 m i 117,6pkt
  • Kamil Stoch, 124,5 m i 129,5pkt pok. Mackenzie Boyd-Clowes’a (Kanada), 119 m i 113,3pkt
  • Maciej Kot, 124,5 m i 121,8pkt pok. Viktora Polaska (Czechy), 113 m i 98,1pkt
  • Stefan Hula, 113,5 m i 101,1pkt pok. Jakuba Wolnego, DSQ

*HS – rozmiar skoczni

https://platform.twitter.com/widgets.js

Ga-Pa (HS 140m) – młody Norweg atakuje

Kibice skoków narciarskich choćby nie wiadomo jak bardzo zaszaleli w Sylwestra, zawsze mają motywację by w Nowy Rok być w stanie „używalności”. Ich aktywność rozbudza bowiem co roku konkurs w Garmisch, który z reguły pokazuje, kto zamierza walczyć o triumf w całym Turnieju Czterech Skoczni. Skoczkowie nie mogą zatem przesadzać z zabawą sylwestrową. Jednak wśród nich znalazł się ktoś, kto w ramach rekompensaty bawił się na skoczni. Norweski 21-latek Marius Lindvik odniósł bowiem swoje pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata. Młody zawodnik powrócił do walki o triumf w turnieju, przy okazji wyrównując w pierwszej serii rekord skoczni (143,5 m). Odrobił zatem sporo strat poniesionych w Oberstdorfie, gdzie popsuł drugi skok i zajął 11. miejsce.

Kto uzupełnił podium? Dokładnie ci sami zawodnicy co w poprzednim konkursie i to w identycznej kolejności. Drugi był Karl Geiger, a trzeci Dawid Kubacki. Lindvik wskoczył zatem w miejsce Ryoyu Kobayashiego, który tym razem zajął czwarte miejsce. Bardzo zawiedli Austriacy. Stefan Kraft, któremu jeśli coś w TCS nie wyjdzie, to zawsze w Ga-Pa, zajął 13. miejsce, a Philipp Aschenwald był dopiero 25..

Jak spisali się Polacy?

Znakomita postawa Dawida Kubackiego pozwalała wciąż wierzyć w polski sukces w 68. Turnieju Czterech Skoczni. Oddał on dwa bardzo długie, równe skoki (137 i 139,5 m). To właśnie stabilizacja była kluczowym atutem Kubackiego. W TCS nie zawsze bowiem trzeba wygrywać konkursy, by odnieść końcowy triumf. Potrzebne jest osiem skoków na wysokim poziomie i mogłoby się zdarzyć tak, że zwycięzca całego turnieju, nie wygrałby ani jednego z czterech konkursów.

Niestety z walki o choćby podium wypadł Piotr Żyła, który choć skakał daleko (133 i 133,5 m), to w stojącym na bardzo wysokim poziomie konkursie, niewystarczająco. „Wiewiór” zajął 15. miejsce. Do czołówki nie powrócił też Kamil Stoch, który zepsuł pierwszy skok, a w drugim nie dokonał rewolucji, kończąc rywalizację na 19. miejscu, czyli identycznie jak Oberstdorfie. Maciej Kot i Stefan Hula nie awansowali do drugiej serii (33. i 40. miejsce), a Jakub Wolny nie przebrnął nawet kwalifikacji. Spośród Polaków tylko Stoch i Kubacki wygrali w swoich parach. Piotr Żyła rywalizował jednak z Lindvikiem, przez co aby go pokonać musiałby pobić rekord skoczni. Do drugiej serii awansował jako jeden z pięciu „szczęśliwych przegranych”.

Polskie pary:

  • Dawid Kubacki, 137 m i 140,2pkt pok. Kevina Bicknera (USA) 130,5 m i 125,5pkt
  • Kamil Stoch, 126,5 m i 123 pkt pok. Roka Justina (Słowenia) 123 m i 115,2pkt
  • Marius Lindvik (Norwegia), 143,5 m i 147,7pkt pok. Piotra Żyłę, 133,5 m i 133,5pkt
  • Robert Johansson (Norwegia), 134 m i 129,7pkt pok. Macieja Kota, 128 m i 117,2pkt
  • Daniel Andre-Tande (Norwegia), 129,5 m i 125,5pkt pok. Stefana Hulę 124,5 m i 111,7pkt

https://platform.twitter.com/widgets.js

Innsbruck (HS 130 m) – demony przepędzone!

Austriacka skocznia Bergisel. Zdecydowanie najbardziej zdradliwy obiekt w całym Turnieju Czterech Skoczni. Wielu na niej przegrywało i traciło szansę na zwycięstwo, albo przynajmniej bardzo utrudniało sobie zadanie. Tym razem konkurs w Innsbrucku był sceną dwóch aktorów. Marius Lindvik i Dawid Kubacki zdystansowali resztę stawki w pierwszej serii, obaj skacząc po 133 metry, jednak z uwagi na wiatr o 1,3 pkt prowadził Norweg. W drugiej… zremisowali. Skoczyli tyle samo (120,5 m), dostali identyczną rekompensatę za silny wiatr w plecy oraz jednakowe noty od sędziów. Konkurs dzięki przewadze z premierowego skoku wygrał Lindvik, ale to Kubacki został liderem TCS o 9,1pkt przed Norwegiem i stało się jasne, że to najprawdopodobniej oni między sobą rozstrzygną walkę o końcowy triumf. Podium uzupełnił drugi Norweg, Daniel Andre-Tande.

W tym roku wiatr nie był bardzo mocny, ale jak ktoś miał pecha, to potrafił przeszkodzić. Pomimo tego, Innsbruck i tak zebrał swoje żniwo. Zawiedli bowiem dwaj wielcy faworyci. Karl Geiger zajął ósme, a Ryoyu Kobayashi dopiero czternaste miejsce. Ich straty do prowadzącego w turnieju Dawida wynosiły po Bergisel ponad dziesięć punktów, co przy tak skaczącym Polaku, było niemal niemożliwe do odrobienia.

Jak spisali się Polacy?

Pozostali reprezentanci Polski wypadli przyzwoicie, choć na pewno poniżej swych możliwości. Piotr Żyła w pierwszym skoku miał pecha do warunków i skoczył tylko 117 metrów, ale w swojej parze i tak triumfował. W drugim znacznie się poprawił, dzięki czemu zajął finalnie 12. miejsce. Kamil Stoch po raz pierwszy od wielu konkursów swoją rywalizację przegrał mimo świetnego skoku (126,5 m). Trzeba tu jednak oddać jego rywalowi, Gregorowi Schlierenzaurowi, że sam spisał się wyśmienicie (skończył na 6. miejscu). Nasz wielki mistrz zajął 15. pozycję. Podobnie jak w GaPa, Stefan Hula i Maciej Kot nie awansowali do serii finałowej (50. i 44. miejsce). Jakub Wolny raz jeszcze odpadł w kwalifikacjach.

Polskie pary:

  • Dawid Kubacki, 133 m i 138,2pkt pok. Daniela Hubera (Austria), 126 m i 126pkt
  • Piotr Żyła, 117 m i 111,6pkt pok. Sondre Ringena (Norwegia), 117 m i 105,5pkt
  • Gregor Schlierenzauer (Austria), 127,5 m i 127,5 pkt pok. Kamila Stocha, 126 m i 123,1pkt
  • Markus Eisenbichler (Niemcy), 114,5 m i 101pkt pok. Macieja Kota, 112 m i 99,6pkt
  • Philipp Aschenwald (Austria), 115 m i 107,9pkt pok. Stefana Hulę, 100,5 m i 73,2pkt

https://platform.twitter.com/widgets.js

Bischofshofen (HS 142 m) – trzej królowie polscy!

W tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni walka była niesamowicie zacięta niemal do samego końca. Trzeba jednak podkreślić słowo „niemal”, ponieważ w ostatnim konkursie legendarnego turnieju, Dawid Kubacki nie tylko obronił się przed rywalami. On im nie dał najmniejszych szans. Zawodnik, który w pierwszej serii skoczył 143 metry, czyli tylko dwa mniej niż jego własny rekord tego obiektu. W drugiej postawił potężną kropkę nad i, lądując na 140. metrze, wygrywając konkurs z przewagą 9,9pkt nad drugim… Karlem Geigerem, który na cztery konkursy TCS, trzykrotnie stawał na drugim stopniu podium. To z kolei uzupełnił Marius Lindvik. Taki skład Top 3 w Bischofshofen jasno i wyraźnie pokazał, którzy skoczkowie rządzili w 68. Turnieju Czterech Skoczni. Oczywiście trzeba wyróżnić też Ryoyu Kobayashiego, ale japoński terminator tym razem musiał ustąpić pola innym (konkurs skończył na 7., a TCS na 4. miejscu).

Ostatecznie Dawid Kubacki triumfował w Turnieju Czterech Skoczni z ogromną przewagą 20,6pkt. Jakby tego było mało, jego łączna nota 1131,6pkt to druga najwyższa w historii tego legendarnego turnieju. Wyższą uzyskał tylko w sezonie 2015/16 Peter Prevc – 1139,4pkt, który w tamtym sezonie był absolutnie nie do zatrzymania. Kubacki pokazał jednak wielką klasę mistrza. Aktywował swoją formę w idealnym momencie. Przecież niewiele ponad tydzień przed TCS zajął 47. miejsce w Engelbergu, przez co niemal nikt nie upatrywał go nawet w szerokim gronie faworytów do triumfu. Tymczasem on zaatakował z cienia i zdemolował rywali na koniec. Został tym samym trzecim polskim zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni, po Adamie Małyszu (2000/01) oraz Kamilu Stochu (2016/17, 2017/18). Konkurs w Bischofshofen zawsze wypada w Święto Trzech Króli i w tym roku, liczba ta sprawdziła się idealnie.

Jak spisali się Polacy?

Wśród pozostałych Polaków poziom utrzymał trzynasty w Bischofshofen Kamil Stoch. Polski mistrz na tej samej pozycji skończył cały Turniej Czterech Skoczni. Stoch na pewno liczył na więcej, zresztą tak samo jak wszyscy kibice. Jednak brakowało mu stabilizacji w skokach. Te bardzo dobre, przeplatał przeciętnym, a w TCS taka sytuacja nie może mieć miejsca. Na 27. miejscu konkurs zakończył Piotr Żyła, a cały turniej na 14.. On podobnie jak Stoch, widać że ma formę i potrafi ją pokazać. Jest jednak bardzo nierówny, ale gdy upragniona stabilizacja przyjdzie, Żyła będzie niezwykle groźny dla czołówki. Po raz trzeci w turnieju, Stefan Hula i Maciej Kot nie awansowali do drugiej serii (49. i 33. miejsce), a Jakub Wolny odpadł w kwalifikacjach.

Polskie pary:

  • Dawid Kubacki, 143 m i 151,6 pkt pok. Cene Prevca (Słowenia), 132 m i 131 pkt
  • Kamil Stoch, 134,5 m i 135,7 pkt pok. Jewgienija Klimowa (Rosja), 124 m i 111,4 pkt
  • Piotr Żyła, 125,5 m i 118,6 pkt pok. Timiego Zajca (Słowenia), 121 m i 110,5 m
  • Junishiro Kobayashi (Japonia), 127 m i 121,7 pkt pok. Macieja Kota, 126 m i 119,3 pkt
  • Constantin Schmid (Niemcy), 134,5 m i 135,5 pkt pok. Stefana Hulę, 119 m i 100,3 pkt

https://platform.twitter.com/widgets.js


Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram