Gala wręczenia Oskarów już za nami. Zimna Wojna Pawła Pawlikowskiego bez statuetki, a w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny króluje Roma Alfonso Cuarón’a. Być może narażę się brakiem patriotycznej postawy, ale moim zdaniem triumfować powinna jeszcze inna propozycja – Kafarnaum w reżyserii Nadine Labaki.

Niezbadane są wyroki Amerykańskiej Akademii Filmowej, a każdy ma swoje subiektywne odczucia odnośnie do zwycięzców. Głęboko ubolewam, że wśród wyróżnionych produkcji nie znalazł się film Nadine Labaki. Reżyserka stworzyła obraz podeptanego dzieciństwa i niemy krzyk rozpaczy skierowany w kierunku dorosłych. Kafarnaum to opowieść o dwunastoletnim chłopcu, który wychowuje się na ulicy w Bejrucie, a jego życie to codzienna konfrontacja z przeciwnościami losu. Labaki wprowadza nas jednak w tą okrutną rzeczywistość z niebywałą delikatnością, nie epatując przemocą i nędzą, a posługując się niezwykle subtelnymi i dopracowanymi kadrami.

Myślałem, że wyrosnę na porządnego mężczyznę. Ale Bóg tego nie chce.

Głównym bohaterem jest Zain (Zain Al Rafeea), chłopiec, któremu odmówiono prawa do dzieciństwa. Wychowuje się w wielodzietnej, ubogiej rodzinie, w której on i jego rodzeństwo traktowane są jak kolejne ,,mordy do wykarmienia”. Postanawia uciec z domu, kiedy jego rodzice wydają za mąż jego niespełna kilkunastoletnią siostrę. Reżyserka nie mogła wybrać lepszego aktora do kreacji wiodącej postaci. Zain Al Rafeea realia przedstawione w filmie poznał na własnej skórze. Młody, syryjski uchodźca nie posiadał żadnego doświadczenia aktorskiego, a podczas kręcenia filmu był niepiśmienny. Ten mały chłopiec z niezwykle dorosłą twarzą i ekspresją oferuje widzowi całą gamę emocji. Czujemy razem z nim bezsilność, złość, strach, ale też dziecięcą ciekawość świata i nadzieję. A przede wszystkim ogromne pragnienie poczucia przynależności, bezpieczeństwa i miłości.

Co Pana łączy ze Spidermanem?

Mimo brutalnej rzeczywistości z jaką się mierzy, Zain wciąż pozostaje tylko kilkunastoletnim chłopcem. Nadine Labaki idealnie operuje kontrastem, umieszczając umorusane, wynędzniałe dziecko na tle kolorowego symbolu beztroskiego dzieciństwa – Wesołego Miasteczka. Zain wciąż jeszcze wierzy w bajki – pyta się przebranego nieznajomego o jego pokrewieństwo z superbohaterem. Te nieliczne momenty przypominają nam jak powinna wyglądać rzeczywistość otaczająca naszego bohatera.  

Pozywam swoich rodziców za to, że się urodziłem.

Rzeczywistość otaczająca Zaina jest pełna pogardy, przemocy i cierpienia. O chłopca nikt nie dba, nikt go nie kocha. Znajduje spokój i schronienie u Rahil (Yordanos Shiferaw), która w obawie przed deportacją ukrywa swojego niespełna rocznego synka Yonasa. Rahil pewnego dnia znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a odpowiedzialność opieki nad niemowlakiem spada na naszego młodego bohatera. Zapewnienie jedzenia, środków czystości i mieszkania jest wyzwaniem dla dorosłej osoby. Zain wytrwale walczy o przetrwanie, okradając sąsiadów, sprzedając narkotyki czy po prostu żebrząc. Nie ma jednak szans w tym nierównym pojedynku z życiem. Aktem rozpaczy i wyrazem jego niemocy jest apel do swoich rodziców:

Chcę, żeby nigdy więcej nie mieli dzieci

Nadine Labaki stworzyła chwytający za serce i skłaniający do refleksji obraz. Balansująca na krawędzi charakterystycznego dla dokumentu realizmu fabuła jest swoistą dystopią. Powinniśmy się zastanowić co jesteśmy winni dzieciom. Nie tylko tym naszym, ale całego świata.


Autor: Natalia Twardzik
Zdjęcia: materiały prasowe