Jedno z najsłynniejszych polskich miast na świecie. Miejsce w którym narodziła się Solidarność i które stało się świadkiem walk o wolność, prowadzących do destrukcji wschodniego mocarstwa. Źródło sukcesu posiadacza najsłynniejszych wąsów w Polsce. Tam byłem, a co widziałem – spieszę wam opowiedzieć.

Jak w każdym starym mieście, warto zacząć od architektury. Ta przeplata nowoczesność ze starą, ceglaną zabudową. Oczywiście, nie uświadczymy tutaj zbyt wielu kamienic z czasów hanzeatyckich – miasto zostało odbudowane po wojnie – ale pomimo tego jest jednym z najcenniejszych zespołów zabytkowych w Polsce. Najbardziej istotne z nich znajdują się przy Drodze Królewskiej. Jest to ulica prowadząca od bramy Wyżynnej, do Długiego Targu, nieformalnego rynku miasta. Podobno nazwa trasy wzięła się od uroczystych wjazdów monarchów do miasta, które zapoczątkował w połowie XV wieku Kazimierz Jagiellończyk.

Na zdjęciu można zobaczyć jeden z piękniejszych zabytków znajdujących się na rynku – ratusz. Jest to budowla gotycko-renesansowa, odbudowana po wojnie, której renowacja trwała 24 lata! Było to jedno z największych osiągnięć polskiej sztuki konserwatorskiej, pierwotnie zakwalifikowano budynek do rozbiórki. W środku znajduje się Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. 

Ciekawostką jest to, że nad portalem znajduje się niepoprawny heraldycznie herb miasta. Jeden ze znajdujących się na nim lwów ma źle odwróconą głowę. Wiąże się z tym taka legenda, że gdy Stanisław August Poniatowski miał przybyć do miasta, zwierzę na herbie zwróciło ku niemu pysk, aby szukać w nim opieki przed Prusami, które coraz bardziej otwarcie wyrażały chęć zajęcia miasta.

W Gdańsku znajduje się specyficzne miejsce – będące swego rodzaju forum ludu. Odbywają się na nim różne imprezy, koncerty i festyny. Mowa o Targu Węglowym. To, co jest tak naprawdę interesujące na tym placu, to Drzewo Millennium. Stalowa rzeźba, przypominająca karykaturalne wyobrażenie drzewa, została stworzona, aby upamiętnić 1000-lecie Gdańska. Powstała z inicjatywy Leonarda Andrzeja Dajkowskiego, wzorując się

Drzewo Tysiąclecia

na działaniach kowali z całego świata, postanowił pozostawić w swoim kraju jakiegoś rodzaju pamiątkę wpasowaną w krajobraz miasta. Sam przygotował trzon, a zagraniczni rzemieślnicy otrzymali możliwość wykonania różnych elementów drzewka. Nowe fragmenty ciągle są mocowane. Obecnie na drzewie znajdują się liście różnych drzew, ptaki, motyle, syrenka warszawska, żuczek z Wielkiej Brytanii i gałązka eukaliptusa od kowali z Australii. Rzeźba stanowi niecodzienny widok i ciekawy punkt turystyczny.

Ludzie. To coś ciekawego w Gdańsku, bo jak dotąd żadne inne miasto nie zdziwiło mnie taką różnorodnością kulturową. Oczywiście, miasta portowe mają to do siebie, że znajduje się w nich przedstawicieli różnych ras i narodowości. Tutaj jednak, ze względu na to, że czasy się zmieniły i miasto ma już raczej charakter turystyczny, można spotkać spadkobiercę Indian Ameryki Północnej próbującego zabawić publikę, tuż obok szkota zwiedzającego świat z plecakiem. I nie będzie to niecodzienny widok.

To miasto ma wiele zalet, ale słynie głównie z jednego. Z Solidarności. Nie mogłem więc postąpić inaczej. Głównym celem mojej podróży było Europejskie Centrum Solidarności.  

To instytucja powołana w 2007 roku celem upowszechnienia dziedzictwa “Solidarności” w Polsce i innych krajach. Ogromna bryła stworzona z czegoś przypominającego

Europejskie Centrum Solidarności

zardzewiałą stal wydaje się być w stanie upowszechnić cokolwiek. Majestatyczny budynek przypomina kadłub statku. Taka prezencja wydaje się pasować do stoczni. Centrum zostało wzniesione przy pomniku Poległych

Pomnik Poległych Stoczniowców

Stoczniowców i bramie, w której podczas wydarzeń grudniowych w 1970 roku strajkujący stoczniowcy zostali ostrzelani przez oddziały wojska. Wewnątrz budynku znajduje się interaktywne muzeum. Miałem w życiu wiele okazji do zwiedzania podobnych przybytków, ale ten zrobił na mnie największe wrażenie. Wystawy przygotowane z rozmachem, przeprowadzają zwiedzających przez wszystkie wydarzenia związane z odzyskiwaniem niepodległości Polski pod koniec XX. wieku. Na końcu zwiedzania można zostawić coś od siebie, wypisując karteczkę białą, lub czerwoną i zawieszając na ścianie, tak aby wszystkie razem stworzyły napis Solidarność. Budujący akcent. Oby więcej tak ciekawych muzeów w Polsce.

Muzea, muzeami, ale po całym dniu zwiedzania wypada coś zjeść. Gdańsk to duże, turystyczne miasto. Oczywistym jest, że trudno znaleźć tam tanią knajpkę. Ja jestem

Rybka z kartoflami i piwem

jednak osobą która uważa za grzech śmiertelny pojechanie nad morze i odmówienie sobie konsumpcji ryby. Po żmudnych poszukiwaniach dotarłem w końcu do Miasta Aniołów. Tam ugoszczono nas całkiem dobrze, pomimo tego, że wnętrze lokalu wyglądało raczej na klub nocny, niż na restaurację. To zresztą nie było też szczególnie istotne, bo można było zjeść na zewnątrz, na barce przycumowanej do brzegu. Ceny były całkiem znośne, jak na centrum Gdańska, ale sugerowałbym wybranie się dużo dalej od śródmieścia, aby zjeść coś w rozsądnej cenie. Lokal mieści się przy Chmielnej 26.

Z pewnością jeszcze wrócę do tego miasta. Najlepiej w innych warunkach pogodowych, bo przez cały mój pobyt… głównie lało. Was zachęcam do tego samego. Jeżeli już nie w tym roku, to nawet lepiej, bo co sierpień można tu trafić na Jarmark św. Dominika. To jedna z największych imprez plenerowych w Europie. Jej tradycja sięga XIII wieku. Podczas jarmarku odbywa się wiele imprez handlowo-kulturalnych, a różni lokalni sprzedawcy rozstawiają swoje kramy wzdłuż głównych ulic miasta. Ja dla przykładu nabyłem sobie okarynę i uczestniczyłem w koncercie pieśni szantowych. Gdańsk to miasto, które zdecydowanie warto odwiedzić.