Dźwięk mosiężnego dzwonka przeszył uliczki central parku w Leon. Sprzedawczyni zatrzymała drewniany wózek, by obsłużyć pierwszych klientów. Podniosła wieko i wyciągnęła szpachelkę. Z zamrożonego we wnętrzu wózka bloku lodu zeskrobała jedną porcję raspados. Przesypała do opakowania, a następnie polała brązowym sosem, który natychmiast wsiąkł w przezroczystą masę. Schowała zarobione drobne do kieszeni i ruszyła dalej. Na oddalającym się wózku widniał hiszpański napis: Jesus te ama. Dzwonek krzyczał: zjedz lody.

 


Ponad połowa Nikaraguańczyków zatrudnionych jest w tzw. „szarej strefie”. To właśnie, między innymi, uliczna sprzedaż pozwala im zarobić na chleb. Dlatego jeżeli chcemy chociaż trochę poznać życie tych ludzi, nie możemy przejść obojętnie obok sprzedawanych przy drodze przysmaków.

Chociaż kuchnia Nikaragui jest prosta, oparta na niewielu składnikach, to pomysłowość w tworzeniu różnych kombinacji tych smaków jest imponująca. Czy jedliście kiedyś mięso z cukrem? Albo smażone na głębokim tłuszczu plantany (banany warzywne)?

Smażone plantany można maczać w sosie cebulowym

Nie tylko Polacy kochają grillować

O godzinie 18, w całej Nikaragui, w mgnieniu oka robi się ciemno. I właśnie wtedy przed wieloma domami pojawiają się grille. Są to najczęściej przepołowione beczki, zaopatrzone w drewniane nożki i rożen, na którym pieką się, przeznaczone na sprzedaż kurczaki. Obok na stoliku wystawia się inne przygotowane wcześniej potrawy: gallopinto (smażony ryż z fasolą), grillowany ser, czy kapustę.

W takich miejscach panuje zazwyczaj rodzinna atmosfera. Członkowie rodziny, zmieniają się przy grillu, często sami z niego podjadają, a przez otwarte, frontowe drzwi, możemy podejrzeć toczące się w ich domu życie. Jeżeli przed budynkiem jest trochę wolnej przestrzeni ustawia się tam kilka plastikowych stolików i krzeseł. Jeśli nie, jedzenie wydaje się na wynos w różowych, foliowych woreczkach albo zawinięte w liście bananowca.

W okolicach targu w Leon, codziennie popołudniu grilluje się różne rodzaje mięsa i sera.

Czy bać się ulicznego jedzenia?

Wojciech Cejrowski dla National Geografic: „Ja zawsze jem wszystko, w tym niemyte owoce ze straganów i… uważam, że zemsta Montezumy jest przereklamowana. Warunek jest jeden – kosztuj wszystkiego, co lokalni. Nie przebieraj!!! Jeśli polewają danie ostrym sosem, idź za ich przykładem, bo pewnie ten sos gwarantuje zdrowy żołądek.

Oczywiście przypadki się zdarzają. Ale czy zdarzają się częściej niż w Polsce, kiedy w restauracji podadzą nam przeterminowane mięso? Warto oczywiście stosować zasadę Wojciecha Cejrowskiego. Również przy wyborze samego sprzedawcy. Jeśli widzimy, że miejscowi chętnie u kogoś kupują, to znaczy, że nigdy się u niego nie zatruli.

A czym różnią się te posiłki od tych, podawanych w turystycznych restauracjach? Przede wszystkim smakiem. Na ulicy jedzenie ma smakować. W restauracji kucharz próbuje gotować na europejską modłę. Podkreślam: PRÓBUJE. Jednak w Europie nigdy nie był i w efekcie dostajemy suchara w miejsce tosta i keczup z majonezem w miejsce sosy BBQ.

Dlatego jeżeli wolisz raczej pozytywne zaskoczenia warto przejść się po miejscowym targu. I nie wybrzydzać, że owoce są poobijane, a potrawy podawane na steropianowych talerzykach.

 



Poniżej kilka potraw, których warto poszukać, odwiedzając Nikaraguę.

Gallopinto (Malowany kogut)

Gallopinto to smaczna potrawa, ale podaje się ją do wszystkiego, dlatego szybko się nudzi

Gallo pinto, czyli dosłownie malowany kogut, to ryż smażony z fasolą i przyprawami takimi jak czosnek, czerwona papryka, czy kolendra. To jedno z najpopularniejszych, a zarazem najtańszych dań w Nikaragui. Jest bardzo sycące, a na talerzu pojawia się zwykle w towarzystwie grillowanego kurczaka, kapusty i plantanów (na obiad) albo jajecznicy i owoców (na śniadanie).

Talerz pełen gallo pinto może kosztować nas od 20 do 40 cordobas, czyli od 2,5 zł do 5 zł. Za to za zestaw obiadowy/śniadaniowy zapłacimy około 10zł.

Quuesilloooooo!

Kiedy eksplorując Nikaraguę poczujemy głód nie musimy długo szukać jedzenia. Uliczni sprzedawcy bez ustanku wykrzykują nazwy swoich potraw. Dzięki temu nawet dwie ulice dalej wiesz, gdzie szukać swojej przekąski : Quuesilloooooo!

Quesillo składa się ze zwiniętego w kształt tortilli placka kukurydzianego, wyłożonego serem i cebulą z chilli. W zależności od wielkości porcji, oraz naszego apetytu, quesillo może się sprawdzać jako przekąska, ale też jako porcja obiadowa. Koszt potrawy to około 4 zł.

Kurczak, czyli pollo

Nikaraguańczycy są mistrzami przyrządzania kurczaka z grilla. Zapewne dlatego, że to mięso najtańsze, a więc takie, które spożywają (a więc i przygotowują) prawie codziennie. Warto spróbować go z domowych ulicznych grilli. Nigdy nie jest suchy, zawsze za to dobrze doprawiony. Jeśli jednak zasmakuje… lepiej z nim nie przesadzać. Przyrządza się go zawsze tak samo i po kilku dniach znudzi się on każdemu.

Kukurydza z serem i chilli

Przydrożne budki zamiast hot-dogów (choć i te się zdarzają) oferują kolby kukurydzy. Sami możemy wybrać sobie składniki, którymi będzie obtoczona. Do wyboru mamy między innymi ser, chilli, czy musztardę.

Pierożki z mięsem i cukrem

Kiedy będziemy próbowali znaleźć coś słodkiego możemy natknąć się na smażone pierożki, z wyglądu przypominające hiszpańskie empanadas. Przez cukrową posypkę błędnie zakwalifikujemy je do słodyczy. Tymczasem pierożki wypełnione są mięsem, o ostrym smaku chilli. Połączenie, choć na pierwszy rzut oka dziwne, okazuje się być bardzo smaczne.

Taco

Taco w Nikaragui różnią się od meksykańskich. Zawija się je jak naleśniki, a następnie smaży. Podawane są często z surówką i z kwaśną śmietaną.

Na zdjęciu vigarón i té de grama – mrożona herbata z lokalnych traw.

Vigarón – czyli po domowemu

Ta potrawa najbardziej przypomina domowe polskie jedzenie. Podaje się ją jednak na liściu bananowca, a składa się z cassavy (manioku), chicharrón (smażone skórki wieprzowe), kapusty i pomidorów. Nie sprzedaje się jej na ulicy, za wyjątkiem miasta Granada.

Uważajcie na chicharron

Chicharron to bezsprzecznie coś, co nie każdy polubi. Jest to świńska skóra, którą smaży się na głębokim tłuszczu. Chociaż ponoć Nikaraguańczycy uważają ją za wielki przysmak, to dla przeciętnego Europejczyka może być czymś trudnym do przełknięcia ze względu na jej zapach i konsystencję.

Jedzenie zawsze osłonięte jest przed muchami. Jeżeli sprzedawca musi je odsłonić klientowi, specjalną packą odgania insekty.

Owoce

Tego zwyczajnie nie wolno przegapić. Owoce są tanie, wielkie, egzotyczne i bardzo pyszne: smoczy owoc, liczi, mango. Sprzedają je wszędzie, na każdym kroku. A jeżeli jesteśmy zbyt leniwi, żeby je obierać, można się rozejrzeć za gotowymi pakunkami, w których znajdują się obrane i pocięte owoce. 

 


Autor: Kamil Kuchta
Zdjęcia: Kamil Kuchta



PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułStudent w Stambule: Aklimatyzacja
Następny artykułŚląsk remisuje z Sandecją. Festiwal niewykorzystanych okazji
Nigdy nie był typem samotnika. Lubi zarówno słuchać, jak i opowiadać. Od kilku lat zafascynowany podróżami, zbiera ciekawe historie od innych. Lubi dzielić się nimi pisząc teksty, czy opowiadając o nich w radiu. Prowadzi audycję Backpacker Cave w Uniradiu, oraz pisze dla Nowego Dziennikarstwa i dla portalu miejscawewrocławiu.pl