Sezon wakacyjny zbliża się wielkimi krokami i warto już powoli zastanawiać się, dokąd udać się na wypoczynek. Mamy do dyspozycji piękne lasy, piaszczyste plaże, malownicze jeziora, wysokie góry i wiele innych. Po intensywnym semestrze na uczelni, wraz z koleżankami postanowiłyśmy wybrać się na kilka dni do Sopotu. Sezon jeszcze nie rozpoczął się w pełni, ale zdążyłyśmy zorientować się, dokąd warto chodzić i co warto zobaczyć w tym pięknym mieście. Zapraszamy na nasz subiektywny przewodnik po Sopocie.

Starałyśmy się zobaczyć i posmakować jak najwiecej. I chociaż słowo SOPOT brzmi obszernie, imprezowo i z dozą szaleństwa, to wrażenia mogą zaskoczyć niejednego wycieczkowicza.

Zwinny Batman i królewskie plażowanie

Wyjazd w czerwcu okazał się strzałem w dziesiątkę. Przed sezonem ludzie nie oblegali piasku nad wodą niczym mrówki. Nic nie zakłócało nam codziennego wylegiwania się przy morskich falach. Może tylko raz mężczyzna poszukujący swojej lubej krzyczał kilkukrotnie jej imię, co wyprowadziło z równowagi jednego z plażowiczów. Ale spokojnie, obyło się bez bójki, a skończyło na niecenzuralnym komentarzu. Co prawda załatwianie swoich potrzeb w publicznych toaletach przy plaży może nieco naruszyć nasz budżet, ale panująca w nich czystość rekompensuje stratę trzech złotych za jedno skorzystanie. Spacerując wzdłuż brzegu, natknęłyśmy się na „Zatokę Sztuki” – miejsce idealne dla fanów wygodnego odpoczywania. Białe „łoża” z baldachimem lub zwykłe, ale wciąż utrzymane w dobrym standardzie, leżaki – każdy znajdzie coś dla siebie. Plażowanie umilają również małe bary z jedzeniem i kawą. Smakosze mrożonych napojów znajdą budki ze Starbucks’a. Chłód lemoniady za jedyne/aż 17 zł koił ciało przy upałach. Oczywiście nasza wycieczka nie byłaby dopełniona bez wizyty na słynnym sopockim Molo. Byłyśmy zawiedzione, że zniżka na bilety ulgowe obejmuje tylko osoby do 16 roku życia, ale 8 zł za jedno wejście to też nie dramat, a widoki zapierają dech w piersiach. Warto udać się tam chociaż raz, aby poczuć klimat prawdziwej, morskiej przygody. Dla tych, który lubią adrenalinę dostępne są rejsy motorówką. Ale nie takie zwykłe! Za sterem zasiada sam Batman! Ciekawe, czy mogłybyśmy się przepłynąć ze Spidermanem?

Przez żołądek do serca

PO PIERWSZE – KAWA

Jeżeli tak jak my nie wyobrażacie sobie poranka bez aromatycznej kawy, powinniście odwiedzić „Dwie zmiany”. Lokal znajduje się przy ulicy Bohaterów Monte Cassino, najpopularniejszym miejscu z licznymi atrakcjami dla odwiedzających. Oprócz najlepszej na świecie kawy, ma w swojej ofercie różnorodne herbaty i lemoniady. Restauracja prowadzona jest przez artystów, co można odczuć już po przekroczeniu jej progu. Wystrój sali cieszy oko, a serwowane potrawy i napoje długo pozostają na naszych kubkach smakowych. Śniadania i obiady zjeść możemy w dwóch wersjach: mięsna i wegańska. Każdy z pewnością znajdzie tutaj coś dla siebie i – tak jak my – chętnie będzie tutaj wracał.

PO DRUGIE – OBIAD

Po kąpieli słonecznej, naszym obowiązkowym przystankiem była restauracja „Food for life”. Gdy na dworze panował upał, nie miałyśmy ochoty zajadać się fast foodami. Postawiłyśmy więc na restaurację wegetariańską, która także znajduje się przy głównym deptaku. Niektórych może to odstraszyć, ale spokojnie – nie podają tam jedynie sałatek! Ich oferta jest bardzo bogata i czasami trudno było z wyborem dania. Na głodnych turystów czekają tam między innymi: pyszna kofta, naleśniki, makarony, wegańskie kotlety, pierogi i świeżo wyciskane soki. A porcje? Przyznamy szczerze, że ani razu nie udało nam się zjeść wszystkiego do końca. Jeżeli jednak ktoś nie wyobraża sobie obiadu bez mięsa – mamy alternatywę. Jest to naleśnikarnia „Cuda Wianki”, niewiele dalej niż „Food for life”. W ich ofercie znajdziemy różnorodne naleśniki, które także bardzo nam smakowały.

PO TRZECIE – DESER

Chyba nikomu nie musimy mówić, co zawsze najlepiej smakuje nad morzem. Tak, chodzi o gofry i lody. Przechodząc przez Monciak, dosłownie na każdym rogu skosztować możemy tych nadmorskich specjałów. Chyba jeszcze nikt nie przeszedł obojętnie obok budki z lodami i goframi podczas wakacji nad morzem. W Sopocie prawie wszędzie były pyszne, a duże wrażenie zrobiły na nas lody naturalne pod nazwą „Prawdziwe Lody”. Serwowane przez nich smakowite sorbety to strzał w dziesiątkę w słoneczny dzień. Znaleźć możecie ich tuż przy molo i zapewniamy – naprawdę warto.

„Chcę przepłynąć Wisłę kajakiem”

Na deptaku oprócz miejsc z dobrym jedzeniem spotkać można ciekawe osoby. Gdy kupowaliśmy kartki pocztowe, zaczepił nas starszy pan. Pożartował, doradził i przedstawił się jako Jan Kasicki, podróżnik. Wujek Google okazał się bardzo pomocny. Okazało się, że mężczyzna jest znany ze swoich pieszych wycieczek, które dziennie potrafią liczyć nawet 60 kilometrów. Sam nazywa siebie samotnym wędrowcem z Oliwy. Uwielbia przyrodę, architekturę i ciągle czuje się młodo. Podczas rozmowy z nami powiedział: „Chcę przepłynąć Wisłę kajakiem, a potem może Bałtyk.” Zaraził nas swoją energią! W Sopocie trzeba mieć oczy dookoła głowy. Gdy zajadałyśmy się lodami, jedna z nas przypadkowo spojrzała w górę ponad ławkę, na której siedziałyśmy, a tam rzeźba na sznurku. Rybak z siecią balansował na linie i poruszał się w rytm wiatru. Robił wrażenie. Któregoś dnia, stojąc przed naszym pensjonatem, zauważyłyśmy kamienną tablicę umieszczoną na ścianie kamienicy po przeciwnej stronie. Na niej napis: „Tu mieszkał Władysław Cieszyński, redaktor Gazety Gdańskiej […].” Kto by pomyślał, że nasze dziennikarskie zmysły zaprowadzą nas pod sam dom byłego publicysty. Z opowieści Sopot wydawał nam się dużym imprezowym miastem, które żyje w szczególności nocą. Ale… było zupełnie odwrotnie. W ciągu dnia na ulicach były tłumy, głównie rodziny z dziećmi, studenci lub wycieczki. Znalezienie zapełnionego klubu przed sezonem wakacyjnym to nie lada wyzwanie. Nam niestety się nie udało, ale dzięki zaoszczędzonemu czasowi i wysypianiu się, miałyśmy siły na inne przyjemności, jak wyżej wspomniana kawa z „Dwóch zmian.”


Autorzy: Adrianna Świątkowska i Kinga Sala
Zdjęcia: Karolina Zdyb