Uczyła, że kobiecy orgazm jest równie ważny co ten u mężczyzny. Rozdawała prezerwatywy młodym kobietom, by nie ratować ich po nieudanych aborcjach. Bezpośrednia. Bezkompromisowa. Wykpiwana i zbywana przez ministrów kultury za swój pomysł szerzenia wiedzy o ludzkiej seksualności. Tak przedstawiane jest życie głównej bohaterki w filmie „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, postaci która definitywnie zrewolucjonizowała życie intymne Polaków w latach 70. Film w reżyserii Marii Sadowskiej miał swoją premierę 27 stycznia 2017 r – pisze Oliwia Rybiałek.

Niejedni powiedzieliby – feministka. Kobieta wykształcona, której marzyła się kariera naukowa niczym Skłodowskiej-Curie. Jednak jej życie potoczyło się zupełnie inaczej. Nie jest to absolutnie ekranizacja książki, jak niektórzy, nieznający jej treści, mogą sądzić. Opowiada o motywach i procesie jej powstawania, o walce z cenzurą w czasach PRL-u. Jest to film biograficzny, więc około głównego wątku jakim jest książka pt. „Sztuka kochania”, poznajemy losy jej autorki, historie skomplikowanych związków i niespełnionej miłości. Nie jest to jednak tania romantyczna opowiastka, choć wywołuje i śmiech i łzy. Za pomocą licznych retrospekcji przenosimy się do czasów młodości najsłynniejszej polskiej seksuolog. Za scenariusz odpowiada Krzysztof Rak, znany ze swojego ostatniego sukcesu, jakim był film „Bogowie”. W rolę tytułowej bohaterki wcieliła się Magdalena Boczarska, która w moim odczuciu idealnie oddała ekscentryczny charakter postaci. Jej męża zagrał jak zwykle rewelacyjny Piotr Adamczyk, znany z szerokiej palety różnorodnych ról. Za sprawą scenografii oraz kostiumów możemy w pełni cofnąć się do czasów polskiego socjalizmu.

Film mocno reklamowany i wyczekiwany, mimo to nie zawiódł moich oczekiwań. „Sztuka kochania” jest pozycją, po którą każdy w moim odczuciu powinien sięgnąć, a zekranizowana historia autorki tylko do tego zachęca.

Autor | Oliwia Rybiałek