„Deja vu!” – tak brzmiało hasło przewodnie protestu. Ogólnopolski Strajk Kobiet we Wrocławiu wraz z mieszkańcami miasta zabrał się pod Pręgierzem na wrocławskim Rynku, by po raz kolejny wyrazić swój sprzeciw wobec łamania praw kobiet.

Kobiety znów udowodniły, że są silne i się nie poddają. Na całym świecie trwają protesty odnośnie do nadużyć seksualnych (czarny protest na Złotych Globach), przemocy wobec kobiet czy równouprawnienia. Również w Polsce kobiety po raz kolejny wyszły na ulicę. We Wrocławiu walczyły o legalną aborcję, in vitro, opiekę okołoporodową, edukację seksualną i wiele innych praw.

– To jest dla mnie gwałt na kobietach. To jest wbrew prawu, wbrew logice i wbrew naszym uczuciom – mówi Ola, jedna z uczestniczek protestu.

Projekt Ratujmy Kobiety nie został przekazany do następnego czytania. Natomiast projekt Zatrzymaj Aborcję będzie nadal rozpatrywany. Polki zbuntowały się. We Wrocławiu 17 stycznia o godzinie 18:00 pod Pręgierzem pojawiły się kobiety wraz z mężczyznami. Wszyscy w jednym celu. Wierzą, że protesty w końcu coś zdziałają i zmienią. Tłumowi towarzyszył zespół Samba, który w ten chłodny wieczór rozgrzewał protestujących Wrocławian. Już na samym początku policja skonfiskowała zespołowi baner, na którym widniał napis „RZĄD NA BRUK, BRUK NA RZĄD”. To jednak nie zniechęciło strajkujących. Szli kolejno pod biura: PO, później .N, następnie KUKIZ15′, by na końcu udać się pod biuro PIS-u.

– Po tym co się stało w Sejmie nie pozostaje nam nic innego jak walczyć o swoje. Tutaj chodzi o prawa człowieka, a lekceważenie ich jest absolutnym skandalem. To dotyczy nas wszystkich. Ustawa o świadomym rodzicielstwie obejmuje między innymi edukację seksualną, dostępność do antykoncepcji, opiekę nad kobietą w ciąży, czyli traktowanie ludzi jak podmiotu, a nie przedmiotu, którym się manipuluje – mówi Ewa z Ruchu Obywateli RP.

Ludzi przybywało z minuty na minutę. Frekwencja nie była aż tak duża jak na poprzednich strajkach, jednak wystarczająca, aby zrobiło się głośno. Byli młodsi, starsi, kobiety, mężczyźni, a nawet dzieci.

– Jestem obywatelem tego kraju, mam żonę, córkę, koleżanki, a feministą jestem od ponad pięćdziesięciu lat. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek był nierówny, nie cieszył się tymi samymi prawami – mówi Maciej Tomaszewski, aktor. – Siedzeniem w domu nic nie zdziałamy, także wierzę, że protesty odniosą sukces.

Na pewno jeszcze nieraz kobiety wyciągną parasolki i zbiorą się na Wrocławskim Rynku. Miejmy jednak nadzieję, że rosnące fale protestów przyniosą zamierzony skutek.

 

 


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcia: Klaudia Keil