Działali po omacku, gdy system nie pozwalał na zamówienie podzespołów na Zachodzie, a mimo to zbudowali komputer, który nieprzerwanie, bez choćby dnia awarii pracował przez 30 lat. Cały kompleks mieścił się przy ulicy Ostrowskiego, a Elwro, mimo zapisania się w historii nie tylko miasta, ale i kraju nadal nie jest propagowane w należyty sposób – pisze Patryk Rudnicki.

Rok 1959, decyzją ministra przemysłu ciężkiego we Wrocławiu powołuje się do życia Wrocławskie Zakłady Elektroniczne „Elwro”. Początek był skromny. Rozpoczęto od produkcji przełączników do telewizorów, które lądowały w warszawskiej fabryce, która z kolei towarzyszy obywateli i towarzyszki obywatelki zaopatrywała w odbiorniki. Jednak już w pierwszym roku działania podjęto decyzję o tym, czym rzeczywiście ma się zajmować „Elwro”. Polska czekała na swój własny komputer.

Tutaj gwoli ścisłości. W tamtych czasach komputer był maszyną zajmującą jeśli nie kilka to przynajmniej jedno pomieszczenie (halę produkcyjną). Wtedy były to ogromne metalowe szafy, do których produkcji poza stalą wykorzystywano platynę czy złoto (było to też jedną z przyczyn niezawodności Odry).  Służyć miały (i do niedawna służyły, ostatnią Odrę wyłączono bowiem dopiero w 2010 roku!) do prostych obliczeń, ale polscy konstruktorzy stworzyli maszynę zdolną zebrać dane z 2000 stacji kolejowych i policzyć ile ładunków z nich nadano, oraz chociażby jakimi składami transportować je dalej. Ponadto świetnie spisywała się przy sporządzaniu rozkładów jazdy.

Sen się ziścił, pierwsze projekty i komputery same w sobie opuszczały fabrykę w błyskawicznym tempie i to pomimo faktu, że o produkcji maszyn cyfrowych nigdzie nie było nawet mowy, ponieważ „Elwro” nadal uważano tylko za producenta przełączników do telewizorów. Odry z racji niezawodności i mocy obliczeniowej podbijały rynki państw sojuszniczych, robiąc furorę nawet w Wietnamie. Dziś poprzez pryzmat czasu śmiało można stwierdzić, że po wschodniej części żelaznej kurtyny nikt nie opracował lepszej maszyny obliczeniowej. Oczywiście Zachód prosperował lepiej, kapitalistyczny grunt sprzyjał rozwojowi technologii i sprawiał, że w momencie transformacji „Elwro” nie miało już czego zaoferować, ponieważ kapitalizm niósł sprzęt oparty na układach scalonych.

Choć byli pionierami, Kolumbami na swoim własnym skrawku lądu, nie doczekali się odpowiedniego wspomnienia czy to przez miasto, czy przez rodaków w ogóle. Sam dowiedziałem się o tej bandzie zapaleńców przez przypadek, a ich historia sprawiła, że gdzieś w środku człowiek czuł żal i gdybał. Bo gdyby tak takim ludziom dać zasoby i realia panujące wtedy na zachodniej części globu. Może dzisiejsze komputery wyglądałyby zupełnie inaczej? Niestety zarówno system narzucający fabryce przy Ostrowskiego chociażby produkcję radzieckich RIAD-ów, jak i nieodpowiednio przeprowadzona polityka reprywatyzacyjna z dokładką sporej garści złego zarządzania sprawiły, że po zakładach nie został nawet kamień na kamieniu.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: wikipedia.org