Historia została napisana, a pierwsze pięćdziesiąt gal federacji KSW już za nami. KSW 50 mimo wielu utrudnień związanych z kontuzjami stało na zadowalająco wysokim poziomie, a kibice zobaczyli siedem w większości ciekawych walk.

Aleksandra Rola vs Catherine Costigan (kat. słomkowa do 52 kg) – Jak już wchodzić, to razem z drzwiami

Od samego początku ta walka przebiegała pod dyktando jednej zawodniczki. Rola bez większych problemów kontrolowała swoją rywalkę w stójce oraz w klinczu. Irlandce udało się dotrwać drugiej rundy, ale co się odwlecze to nie uciecze. Polka ruszyła agresywnie na swoją rywalkę i docisnęła ją do siatki, okrutnie rozbijając kolanami i łokciami. Brak odpowiedzi ze strony Costigan zmusił sędziego do przerwania walki. Aleksandra Rola zafundowała przeciwniczce prawdziwą egzekucję i w świetnym stylu przywitała się z federacją KSW.

Zwyciężczyni: Aleksandra Rola przez TKO w II rundzie

Dricus Du Plessis vs Joilton Santos Lutterbach (kat. średnia do 84 kg) – Przegrać we własną grę

Ta walka miała potencjał, by skraść show, gdyż spotkało się ze sobą dwóch efektownie walczących zawodników. Już w pierwszych minutach walki zarówno Afrykaner jak i Niemiec nie szczędzili sobie silnych ciosów oraz brutalnych kopnięć. W stójce nieco lepiej prezentował się Du Plessis, czym zmusił rywala do poszukania swojej szansy w parterze. Jednak pomimo, iż Lutterbach faktycznie dwukrotnie powalił przeciwnika, to nic konkretnego na dole nie zdziałał. W drugiej rundzie walka wyglądała podobnie, jednak obalenia Niemca obróciły się przeciw niemu, gdyż nadział się na kontrę. W jej efekcie Du Plessis niemal dopiął duszenie rękoma, a gdy uznał, że mu się to nie uda, skutecznie rozbił rywala ciosami, czym zakończył walkę. Reprezentant RPA zwycięsko powrócił do oktagonu, natomiast brazylijski Niemiec wpadł we własne sidła i słono za to zapłacił.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Zwycięzca: Dricus Du Plessis przez TKO w II rundzie

Antoni Chmielewski vs Jason Radcliffe (umowny limit do 90 kg) – Pionier schodzi ze sceny, lecz jego dziedzictwo trwa i trwać będzie

To starcie dość zaskakująco nie zakończyło się przed czasem, mimo iż walczyło ze sobą dwóch zawodników z ciężką ręką. Trzeba jednak powiedzieć, że wszystkie trzy rundy wyglądały bardzo podobnie. Chmielewski był aktywniejszy i regularnie przeprowadzał szarże na rywala. Problem był jednak taki, że Radcliffe bardzo skutecznie uciekał Polakowi i większość jego ciosów była blokowana, bądź przeszywała powietrze. Anglik natomiast był znacznie mniej aktywny i koncentrował się na tym by nie dać się trafić. Natomiast przed obaleniem do parteru uciekał jak przed wciągnięciem do czeluści piekła. Jednakże jak już zadawał ciosy, to były one w większości celne, a co za tym idzie zostawiły ślad na twarzy Polaka. To właśnie ta precyzja zadecydowała, że pomimo iż charakter i wola walki Chmielewskiego mogły bardziej się podobać, to sędziowie ogłosili zwycięzcą właśnie Radcliffe’a.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Wszystko ma swój początek i koniec. Antoni Chmielewski to absolutna legenda i jeden z pionierów polskiego MMA. Przeszło 50 walk, które jak to w sporcie bywa nie zawsze dobrze się kończyły, ale napisały piękną historię. Za to właśnie wszyscy fani MMA w naszym kraju powinni Chmielewskiemu podziękować.

Zwycięzca: Jason Radcliffe przez jednogłośną decyzję sędziów

Damian Janikowski vs Tony Giles (kat. średnia do 84 kg) – Co ja robię tu uu…

Janikowski szybko sprowadził Gilesa do parteru i zaczął obijać. Brytyjczyk po minucie uznał, że jemu to w zasadzie ta walka to się jednak nie podoba, toteż postanowił się… poddać. Nawet nie odklepał tylko po prostu powiedział sędziemu że ma dość. Polak poza jednym silnym łokciem nawet nic nie zdążył mu zrobić. Jaki był sens organizowania Janikowskiemu walki z aż tak słabym rywalem? Nie wiadomo. Czy wrocławianin wrócił na zwycięską ścieżkę i może znów podjąć prawdziwe wyzwanie? Jak najbardziej i oby nigdy więcej takich „walk” w jego karierze

Zwycięzca: Damian Janikowski przez poddanie w I rundzie

Norman Parke vs Marcin Wrzosek (walka o pas mistrzowski w kat. lekkiej do 70 kg) – Do trzech razy sztuka

Takie walki jak ta są w stanie porwać głównie pasjonatów MMA, gdyż szersza publiczność mogłaby uznać je za po prostu nudne. Trzeba jednak przyznać, że Parke i Wrzosek zaprezentowali bardzo wysoki poziom techniki i zapasów. Przez pięć rund obaj zawodnicy walczyli w sposób wyrachowany i rozważny. Unikali szaleńczych szarż oraz prób znokautowania rywala za wszelką cenę. Spokojem, a także precyzją imponował w szczególności Parke, który przez większość walki kontrolował Wrzoska i nie dał mu się rozkręcić. Starcie toczyło się właściwie we wszystkich płaszczyznach. W stójce bardziej mógł podobać się Polak, jednak gdy zawodnicy walczyli w zwarciu, doświadczenie i umiejętności stały po stronie reprezentanta Irlandii Północnej.

Gdy pojedynek dobiegł końca wydawało się, że dość pewnie na punkty zwycięży Parke. Sędziowie jednak nie byli jednogłośni i nikt do końca nie mógł być pewien werdyktu. Ostatecznie to jednak „Stormin” Norman Parke został zwycięzcą, zdobywając pas wagi lekkiej w swej trzeciej próbie. Marcinowi Wrzoskowi należy się jednak ogromny szacunek, gdyż wziął tą walkę na około dwa tygodnie przed galą, a mimo to postawił rywalowi zaciekły opór.

Zwycięzca i nowy mistrz kategorii lekkiej: Norman Parke przez decyzję większościową

Roberto Soldić vs Michał Pietrzak (umowny limit do 80 kg) – Porażka, która ma jednak w sobie coś z wygranej

Faworyt tego starcia był tylko jeden. Chorwacki mistrz wagi półśredniej nokautował w KSW każdego kto stanął na jego drodze i tym razem miało nie być inaczej. Jednakże skazywany na przedwczesne pójście spać Pietrzak zaskakująco postawił się Soldiciowi i to pomimo faktu, iż wziął tą walkę w zastępstwie na tydzień przed galą. Od początku walki Polak miał pełną świadomość, że ciosy Robocopa mogłyby mu wytłuc mózg przez uszy, dlatego ostrożnie podchodził do rywala i próbował przenieść walkę do parteru. Chorwat kontrolował jednak przeciwnika, cierpliwie czekając na okazję do wyprowadzenia kończącego ciosu. Okazało się jednak, że Polak szczękę ma naprawdę wytrzymałą i choć przyjął niejeden celny cios, to nie padł na deski. Od połowy drugiej rundy u Pietrzaka widać było brak czasu na przygotowania, gdyż nieco oddychał już rękawami. Nie zmieniło to jednak faktu, że Soldić nie był w stanie go znokautować.

Sędziowie nie mieli problemu by wskazać zwycięzcę. Soldić odniósł kolejne zwycięstwo i utrzymał rozpęd przed KSW 51, które odbędzie się w Zagrzebiu. Natomiast Pietrzak zyskał tym pojedynkiem bardzo wiele. Pokazał niezwykły charakter biorąc walkę z najniebezpieczniejszym zawodnikiem KSW na tydzień przed galą, ogromną wytrzymałość na ciosy, oraz że w pełni przygotowany może być cennym nabytkiem dla federacji.

Zwycięzca: Roberto Soldić przez jednogłośną decyzję sędziów

Tomasz Narkun vs Przemysław Mysiala (walka o pas kategorii półciężkiej do 93 kg) – Żyrafa udusiła niedźwiedzia

Po nieudanej próbie podboju wagi ciężkiej, Tomasz Narkun powrócił do swojej koronnej kategorii, której pasa nie bronił od prawie dwóch lat. Jednakże podobnie jak jego poprzedni rywale Przemysław Misiek” Mysiala nie był w stanie zagrozić Żyrafie. Od samego początku reprezentant szczecińskiego Berserkers Team kontrolował walkę w stójce. Jego przeciwnik tylko raz nim zatrząsnął przy pomocy ciosu obrotowego. Pod koniec pierwszej rundy Narkun wyprowadził potężną kombinację kolana i prawego sierpowego, czym powalił Mysialę na deski, a tam szybko wpiął gilotynę w wyniku czego Miśkowi pozostało tylko odklepać.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Tomasz Narkun powrócił do swojego królestwa i rządzi w nim twardą ręką. Można go lubić lub nie, lecz trzeba przyznać, że jak dotąd pokonywał każdego kto stanął mu na drodze i nie za bardzo widać w federacji KSW kogoś, kto mógłby mu zagrozić.

Zwycięzca i wciąż mistrz wagi półciężkiej: Tomasz Narkun przez poddanie gilotyną w I rundzie

Phil de Fries vs Luis Henrique (walka o pas kategorii ciężkiej do 120 kg) – Usypiająca wisienka na torcie

Jeżeli w wadze ciężkiej walka trwa całe pięć rund, to znaczy, że albo pojedynek był pokazem parterowej wirtuozerii z obu stron, albo był po prostu nudny. W tym wypadku niestety sprawdziła się ta druga opcja. Phil de Fries i Luis Henrique zawiedli oczekiwania kibiców, a zamiast ekscytującej bitwy, zobaczyliśmy pokaz siłowania się i zapasów, toczony w niezbyt wysokim tempie. Większość walki toczyła się w klinczu, gdzie dominował Anglik, który wciskał Brazylijczyka w siatkę i stopniowo obijał. Publiczność zgromadzona w SSE Arenie Wembley nie była zadowolona z tego co otrzymała, co w trakcie walki kilkukrotnie skwitowała gwizdami. Niestety trzy pierwsze rundy zdominował wspomniany klincz, a momenty jakiegokolwiek przyspieszenia można było zliczyć na palcach jednej ręki.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Taki sposób walki był bardzo wyczerpujący dla zawodników, którym ewidentnie zabrakło sił w ostatnich dwóch odsłonach walki. Zarówno de Fries jak i Henrique wykończeni fizycznie nie byli w stanie zerwać się by podnieść poziom atrakcyjności walki. W przeciwieństwie do starcia Parke’a z Wrzoskiem, tutaj zabrakło nawet ciekawszej technicznej wojny w parterze. Ostatecznie walkę wygrał Anglik, choć sędziowie nie byli jednogłośni w ocenach tego rozczarowującego starcia.

Zwycięzca i wciąż mistrz wagi ciężkiej: Phil de Fries przez niejednogłośną decyzję sędziów

KSW 50 pomimo niezbyt ciekawej walki wieczoru było jak najbardziej udanym wydarzeniem, które spięło pierwsze pięćdziesiąt gal polskiej federacji ładną klamrą. Następna gala odbędzie się 9 listopada 2019r. i również będzie wydarzeniem historycznym. Po raz pierwszy bowiem KSW zawita na Bałkany, a konkretnie do stolicy Chorwacji – Zagrzebia.


Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram