Śląsk Wrocław przegrał kolejny mecz wyjazdowy. Tym razem uległ Legii Warszawa 0:1. Nie obyło się bez kontrowersji, szczególnie w końcówce spotkania, kiedy sędzia dwukrotnie korzystał z VAR-u.

Dla obu zespołów było to ważne spotkanie. Legia chciała zmazać z siebie porażkę w Pucharze Polski z pierwszoligowym Rakowem Częstochowa, a Śląsk przełamać passę przegranych na wyjazdach.

Cisza przed burzą

Pierwsza połowa była słaba w wykonaniu obu drużyn. Śląsk zaczął dobrze, jednak z czasem oddał inicjatywę i nie potrafił wypracować sobie żadnej sytuacji do strzelenia gola. Legia również nie zachwycała. Aktualny mistrz Polski stworzył sobie jedyną okazję, którą zmarnował  Marko Vesović. Po pierwszej części panował bezbramkowy remis.

Kontrowersyjne decyzje

Po zmianie strony Legia szybko objęła prowadzenie. W 53. minucie rzut karny wykorzystał Carlitos. Sędzia podyktował jedenastkę, dlatego że Igors Tarasovs zagrał ręką w polu karnym. Decyzja była jednak dość kontrowersyjna, ponieważ na powtórce nie było widać dokładnie, czy Łotysz rzeczywiście zagrał nieprzepisowo. Sędzia nie zawahał się, a Carlitos pewnie wykorzystał szansę na gola. Po zdobyciu bramki Legia oddała inicjatywę. Piłkarze Śląska próbowali zaskoczyć bramkarza Legionistów strzałami zza pola karnego, jednak Radosław Cierzniak skutecznie bronił. Gorąco zrobiło się już w doliczonym czasie gry. Arbiter, po faulu na Arkadiuszu Piechu, po raz kolejny w tym spotkaniu wskazał na rzut karny.

Po videoweryfikacji zmienił swoją decyzję i nie dopatrzył się przewinienia na napastniku Śląska. Na boisku atmosfera zagęściła się. Między zawodnikami doszło do ostrej wymiany zdań, podczas której Cafu próbował opluć Piecha. Sędzia ponownie skorzystał z VAR-u i ukarał zawodników odpowiednio czerwoną i żółtą kartką. Mecz zakończył się wygraną aktualnego mistrza Polski, nie obyło się jednak bez kontrowersji.

– Gdybyśmy wykazywali się większą cierpliwością, zdobylibyśmy jedną lub dwie bramki więcej. W kluczowych momentach brakowało nam zimnej krwi. Rozmawiałem z Cafu, widziałem również powtórkę tej sytuacji. On nie opluł, ani nawet nie próbował opluć Arkadiusza Piecha. Powiedział pewne słowo po portugalsku i być może mogło to tak wyglądać. Czerwona kartka była zupełnie niezasłużona. Mam nadzieję, że przedstawiciele klubu zabiorą głos w tej sprawie i zainterweniują – mówi Ricardo Sa Pinto, trener Legii Warszawa.

Trudno coś powiedzieć po tym meczu. Jesteśmy oczywiście bardzo rozczarowani, bo przyjechaliśmy tu po punkty. Wiemy, że Legia to silna drużyna, szczególnie tutaj, w Warszawie. Mimo to, brak jakiejkolwiek zdobyczy jest mocno rozczarowujący. Muszę jednak powiedzieć, że moi zawodnicy walczyli do ostatnich akcji, a w drugiej połowie znacznie poprawiliśmy swoją grę w ofensywie. Atakowaliśmy, próbowaliśmy, robiliśmy wszystko, by zdobyć bramkę na 1:1. Myślę, że zasługiwaliśmy na wyrównanie. Nie strzeliliśmy żadnego gola i nie mamy żadnego punktu. Gratulujemy Legii i skupiamy się na pracy przed naszymi kolejnymi spotkaniami – mówi Vitezslav Lavicka, trener Śląska Wrocław.


Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 1:0 (0:0)

1:0 – Carlitos 53′

Legia: Radosław Cierzniak – Marko Vesovic, Mateusz Wieteska, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha – Iuri Medeiros (68. Sandro Kulenovic), Cafu, Andre Martins, Sebastian Szymański, Michał Kucharczyk (37. Dominik Nagy) – Carlitos (84. Paweł Stolarski).

Śląsk: Jakub Słowik – Piotr Celeban (81. Arkadiusz Piech), Igors Tarasovs, Wojciech Golla, Łukasz Broź – Lubambo Musonda, Krzysztof Mączyński, Michał Chrapek, Mateusz Radecki (75. Farshad Ahmadzadeh), Robert Pich (65. Damian Gąska) – Marcin Robak.

Żółte kartki: Marko Vesovic (Legia Warszawa), Michał Chrapek, Łukasz Broź, Farshad Ahmadzadeh, Arkadiusz Piech (Śląsk Wrocław).

Czerwona kartka: Cafu (90+8-niesportowe zachowanie).

Sędzia:
Daniel Stefański (Bydgoszcz).


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Krystyna Pączkowska / WKS Śląsk Wrocław