Formuła 1 to nie tylko niezwykłe prędkości, ale także ogromne pieniądze. Zespoły muszą poświęcić wiele milionów na konstrukcję bolidu, a kierowcy gromadzą wielkie budżety, żeby w ogóle myśleć o jeździe w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej na świecie.

Rezygnacja z silników V8 i początek ery hybrydowej był równoznaczny ze wzrostem kosztów konstrukcji bolidów. Samochody stały się cięższe oraz dużo bardziej skomplikowane.

Maszyna warta miliony

Najwyższa jest cena silnika. Budowa od podstaw hybrydowego silnika V6, który znajduje się pod kopułą bolidów, to koszt wynoszący 3,5 miliona funtów. Pozostałe części są już o wiele tańsze. Cena przedniego skrzydła to 150 tysięcy funtów. Tyle samo trzeba zainwestować w hamulce. Tylne skrzydło kosztuje 94 tysiące funtów. Program mierzący osiągi bolidu jest wyceniany na 74 tysiące funtów. Kierownica, która pełni funkcję małego komputera, to koszt rzędu 50 tysięcy funtów. Swoją cenę ma również nadwozie. Konstrukcja wykonana z włókien węglowych kosztuje około miliona funtów. Ogromna jest również wartość skrzyni biegów. Ten element samochodu jest wyceniany na 750 tysięcy funtów. Po zsumowaniu wszystkiego widzimy, że bolid F1 jest warty około sześciu milionów funtów.

Kierowcy też płacą

Może się wydawać, że kierowcy wyścigowi zarabiają ogromne pieniądze. By mieć jednak taką możliwość, najpierw muszą wiele poświęcić. Żeby w ogóle myśleć o startach w Formule 1, najpierw trzeba przebrnąć przez kilka mniej prestiżowych serii wyścigowych. Większość zaczyna swoją karierę od kartingu. W kilka sezonów jazdy, należy zainwestować nawet około miliona dolarów. Na sezon startów w Formule 3, kierowca przeznaczy przynajmniej 700 tysięcy dolarów. Najdroższym przystankiem na drodze do celu będzie Formuła 2. Sezon jazdy w tej serii wyścigowej to koszt rzędu 2 milionów dolarów.

Samo wejście do Formuły 1 również wiąże się z kosztami. Kierowcy pozyskują sponsorów, którzy w zamian za ekspozycję marki na bolidzie, płacą olbrzymie pieniądze. Dobrym przykładem jest Fernando Alonso, którego karierę wspierał bank Santander i logo firmy było widoczne na tylnym skrzydle bolidu Ferrari w latach 2010-2014. W nowoczesnej historii F1, mieliśmy do czynienia z wieloma pay driverami, czyli kierowcami, którzy z reguły nie byli zbyt szybcy na torze, ale wnosili do zespołu ogromny budżet. Jednym z nich był Marcus Ericcson, który do niedawna reprezentował barwy Saubera oraz Siergiej Sirotkin, którego miejsce zajął w tym sezonie Robert Kubica.


Autor: Grzegorz Krawczyk
Zdjęcie: Instagram