Kto nie widział niech żałuje. Śląsk wygrywał już w tym sezonie mecze, lecz tym razem dorzucił do tego naprawdę niezłą grę. Efekt był tego taki, że w meczu otwierającym 4. kolejkę PKO Ekstraklasy wrocławianie pokonali na wyjeździe Lecha Poznań 3:1, odbierając mu pozycję lidera tabeli.

Dla obu drużyn było to spotkanie o podtrzymanie miana niepokonanej oraz zajęcie pozycji lidera tabeli. Ponadto Śląsk walczył by przedłużyć swoją serię ośmiu ligowych meczów bez porażki.
Od początku meczu do zdecydowanego ataku przystąpili gospodarze. W trzeciej minucie Joao Amaral wyprowadził na doskonałą pozycję Kamila Jóźwiaka, lecz jego strzał przyblokował Piotr Celeban. Jednakże już 120 sekund później ręką we własnym polu karnym zagrał Thomas Rogne, a sędzia Szymon Marciniak podyktował jedenastkę dla Śląska. Tą pewnie wykorzystał Robert Pich i to wrocławianie objęli prowadzenie. Zdobyty gol dodał skrzydeł zawodnikom Vitzeslava Lavicki, którzy przejęli kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Pomimo to w 12. minucie Lech odebrał piłkę na połowie rywala i ruszył z kontrą, ale strzał Darko Jevticia w ostatniej chwili zablokowali obrońcy Śląska. Niedługo później szwajcarski pomocnik Lech znów przeprowadził kontratak i tym razem wykończył akcję precyzyjnym strzałem w prawy dolny róg bramki, wyrównując stan meczu.

Kibice Lecha nie zdążyli nacieszyć się golem swojej drużyny, a Śląsk znów był na prowadzeniu. W 16. Minucie po dośrodkowaniu Dino Stigleca obrońcy z Poznania wybili piłkę, lecz tak niefortunnie, że ta trafiła pod nogi Łukasza Brozia. Ten nie zastanawiał się długo i przelobował Mickeya van der Harta, przywracając swoją drużynę na prowadzenie. Po tym wydarzeniu gra się wyrównała, a obie drużyny starały się budować ataki pozycyjne. W 27. minucie kolejny cios zadał Śląsk. Po dośrodkowaniu z głębi pola celną główką popisał się Broź, notując dublet. Biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia strzeleckie prawego obrońcy, takiego obrotu spraw nie spodziewał się prawdopodobnie nawet on sam.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Oszołomieni poznaniacy mieli problemy z konstruowaniem akcji, co było także zasługą dobrze sprawującej się drugiej linii wrocławian. Bliski szczęścia był w 36 minucie Jóźwiak, ale jego strzał niemal z linii pola karnego przeleciał nad bramką Śląska. Dosłownie chwilę później jeszcze mniej zabrakło Przemysławowi Płachecie, którego uderzenie minęło słupek o centymetry.Fani zgromadzeni na stadionie na brak emocji w pierwszej połowie narzekać nie mogli. W 40. minucie próbował Pedro Tiba, ale z kilku metrów trafił prosto w bramkarza gości. Była to jednak ostatnia okazja przed przerwą, na którą Śląsk schodził z dość niespodziewanym, choć zasłużonym, dwubramkowym prowadzeniem.

Drugą część meczu mocnym akcentem rozpoczął Lech, gdyż już w 48 minucie piłkę na lewym skrzydle otrzymał Tiba, lecz podobnie jak wcześniej trafił prosto w Putnockiego. Siedem minut później strzał głową oddał Christian Gytkjaer, lecz piłka wylądowała na siatce, zamiast w niej. Lech nie ustawał w próbach zmniejszenia strat. W 60. minucie na strzał z dalekiej odległości zdecydował się Jóźwiak. Piłka wylądowałaby w okienku bramki Śląska gdyby nie znakomita interwencja Putnockiego. Po dłuższym okresie bez okazji z obu stron znów zaatakowali gospodarze. W 74. minucie trzecią już w tym meczu próbę strzału podjął Tiba, lecz znów lepszy okazał się bramkarz rywali.

Zawodnicy Śląska wyraźnie się cofnęli w ostatnim kwadransie meczu, wyczekując głównie okazji do kontry. Takowa faktycznie przyszła, ale w 80 minucie Pich z bliska strzelił prosto w van der Harta. Akcja ta spotkała się z natychmiastową odpowiedzią rywali, ale Gytkjaer z ok. 6 metrów nie był w stanie pokonać Putnockiego, który popisał się fenomenalną paradą. Skuteczność nie była mocną stroną Lecha, gdyż w 90. minucie po raz kolejny nie wykorzystali znakomitej szansy. Tym razem z kilku metrów głową pomylił się Jóźwiak. Kto myślał, że to była ostatnia „setka” zmarnowana przez gospodarzy, ten był w dużym błędzie. Już w doliczonym czasie gry z (a jakże) paru metrów uderzał Gytkjaer, ale znów kapitalną interwencję zaliczył bramkarz wrocławian. Śląsk kończył mecz w dziesiątkę, gdyż w samej końcówce czerwoną kartkę obejrzał Krzysztof Mączyński. Czasu zostało jednak za mało, by poznaniacy mogli to wykorzystać. Tak oto Śląsk wywiózł trzy punkty z bardzo trudnego terenu i objął prowadzenie w tabeli.

Lech Poznań vs Śląsk Wrocław

Gole:

0:1 – Robert Pich 5’
1:1 – Darko Jevtić 14’
1:2 – Łukasz Broź 16’
1:3 – Łukasz Broź 27’

Śląsk: Putnocky – Broź (84′ Dankowski), Golla, Celeban, Stiglec – Musonda, Łabojko, Mączyński, Pich, Płacheta (89′ Łyszczarz) – Exposito (71′ Cholewiak) 

Trener: Vitzeslav Lavicka

Lech: Van der Hart – Gumny, Rogne, Crnomarković, Kostewycz (70′ Makuszewski) – Jóźwiak, Tiba, Muhar (80′ Tomczyk), Jevtić, Amaral (54′ Puchacz) – Gytkjaer

Trener: Dariusz Żuraw

Kartki: Rogne (ż), Jevtić (ż), Tiba (ż), Gumny (ż) – Golla (ż), Mączyński (ż), Mączyński (cz)