Czarne chmury nad Śląskiem Wrocław nie znikają. Kolejny wyjazd, kolejna porażka. Tym razem piłkarze Tadeusza Pawłowskiego musieli uznać wyższość Lecha Poznań. Zespół pod kierownictwem Adam Nawałki wygrał 2:0.   

Przed rozpoczęciem spotkania funkcję nowego prezesa klubu objął Piotr Waśniewski. Jego plany na prowadzenie WKS-u, jak sam przyznaje nie zmienią się, względem tego, co zaproponował kilka lat temu, piastujące to stanowisko.

Najważniejsze jest teraz zdobywanie punktów. Wierzę w to, że Śląsk nie powinien kolejny rok z rzędu walczyć o utrzymanie w strefie spadkowej. Moja praca dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich to organizacja klubu i administracja, a druga to część sportowa. Obie są dla mnie równie ważne. Chcę wrócić do standardów Ligi Mistrzów, oczywiście mowa o standardach organizacyjnych i administracyjnych – mówi Piotr Waśniewski, prezes Śląska Wrocław.

Zmiana na stanowisku prezesa spółki to z pewnością zaledwie początek tego, co w najbliższym czasie czeka wrocławski klub. Nowy prezes wraz z dyrektorem sportowym – Dariuszem Sztylką nie podjęli jeszcze konkretnych kroków w sprawie Tadeusza Pawłowskiego.

Na ten moment trener jest pod ogromną presją. Ja nie będę tej presji dokładać. To wyniki zawsze bronią trenera. Przełomowym momentem był z pewnością mecz Pucharu Polski z Miedzią. Myślę, że to on otworzył nam oczy  – dodaję nowy prezes jeszcze przed piątkowym meczem.

Mecz z Lechem miał być dobrą okazją, żeby zamknąć wszystkim usta. Niestety nie udało się. Znów dobre spotkanie, które nie zostało przypieczętowane bramką wrocławskich piłkarzy.

Od samego początku tego meczu to gospodarze mieli wyraźną przewagę. Przez długi czas bezskutecznie próbowali zagrozić bramce Jakuba Słowika, który powrócił po drobnym urazie  mięśnia czworogłowego uda. W pierwszej połowie niewiele działo się zarówno po jednej, jak i drugiej stronie boiska.

W drugiej części spotkania swoich okazji do strzału szukał Michał Chrapek. W 54. minucie postraszył stojącego w bramce Jasmina Burića, ale piłka przeleciała obok słupka. W 75. minucie niespodziewanie losy meczu odwrócił Joao Amaral, który mocnym strzałem zza pola karnego zaskoczył Słowika i tak Lech objął prowadzenie 1:0. Ta bramka odebrała ostatnią nadzieję wrocławskich piłkarzy, którzy wyraźnie osłabli. Trener Pawłowski próbował pomagać jeszcze zmianami, ale na niewiele się to zdało. Na domiar złego w doliczonym czasie gry na 2:0 trafił Christian Gytkjaer. Po tej sytuacji stojący w bramce Słowik zdenerwowany na swoich kolegów otrzymał od sędziego żółtą kartkę. Śląsk – Lech 0:2.

Wyrównany mecz, sporo walki. Różnica jest jedna, to Lech zdobył dwie bramki. Gratuluję zespołowi, bo pokazał wiele walki. Jesteśmy na dobrej drodze, żeby dalej się rozwijać. Był to nasz trzeci mecz w tym tygodniu, musieliśmy rotować składem – podsumowuje Tadeusz Pawłowski, trener Śląska Wrocław.


Lech Poznań – Śląsk Wrocław 2:0 (0:0)

Bramki:
1:0 Amaral 76′
2:0 Gytkjaer 99′

Lech: Burić – Gumny, Janicki, Vujadinović, Kostevych – Makuszewski (56′ Klupś), Trałka, Tiba, Jóźwiak (60′ Radut) – Amaral – Gytkjaer.

Śląsk: Słowik – Broź, Pawelec, Golla, Cotra – Cholewiak, Tarasovs, Radecki, Chrapek (77′ Szczepan), Gąska – Robak.

Żółte kartki: Makuszewski, Trałka, Amaral – Golla, Chrapek, Słowik.


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Krystyna Pączkowska / WKS Śląsk Wrocław