Przed rundą finałową liderem LOTTO Ekstraklasy jest Lechia Gdańsk. Dla biało-zielonych może to być historyczny sezon, bowiem jeszcze nigdy nie udało im się zdobyć mistrzostwa Polski. Co musi się stać, aby w Gdańsku można było otwierać szampany?

Kiedy w 1956 roku Lechia Gdańsk sięgała po brązowy medal mistrzostw Polski, nikt się raczej nie spodziewał, że przez kolejne 62 lata gdańszczanie ani razu nie staną już na podium. Teraz jednak obecni zawodnicy Lechii mogą przebić wyczyn Romana Korynta i spółki.

Biało-zieloni okupują pozycję lidera od 13. kolejki, kiedy to pokonali u siebie w derbach Trójmiasta Arkę Gdynia 2:1. Od tego momentu zawodnicy trenera Piotra Stokowca ani razu nie stracili 1. miejsca. Po rundzie jesiennej przewaga gdańszczan nad drugą Legią Warszawa wynosiła trzy punkty. Z kolei nad trzecim Lechem Poznań i czwartą Jagiellonią Białystok było to dziewięć oczek.

piłkanożna.pl
W ostatnich sześciu latach tylko dwa razy przed przerwą zimową lider miał większą przewagę niż 3 punkty.

Legia na odrobienie strat potrzebowała dokładnie dziesięciu kolejek. Dopiero w ostatniej serii gier, dzięki zwycięstwu nad Pogonią Szczecin 3:1 i porażce Lechii z Cracovią 2:4, obecni obrońcy tytułu zrównali się punktami z biało-zielonymi. O ile mistrzostwa Lechia nie ma jeszcze zagwarantowanego, o tyle w europejskich pucharach znajdzie się niemalże na pewno. Jej przewaga nad trzecim Piastem wynosi siedem punktów, a nad czwartą Cracovią aż dwanaście. Dodatkowo jeśli gdańszczanie wygrają w Pucharze Polski z Jagiellonią, to nawet czwarte miejsce w lidze będzie premiowane awansem do europejskich pucharów.

piłkanożna.pl
Lechia jeszcze nigdy nie była na pierwszym miejscu LOTTO Ekstraklasy po rundzie zasadniczej

Same europejskie puchary jednak Lechię nie interesują. Dla niej najważniejsze jest teraz zdobycie mistrzostwa Polski, mimo że Piotr Stokowiec powiedziałby zapewne, że najważniejszy jest kolejny mecz. Co się zatem musi stać, aby w Gdańsku mogli otwierać szampany?

W poprzednich sezonach regulamin rozgrywek stanowił, że kto po rundzie zasadniczej zajął wyższe miejsce, ten przy równej liczbie punktów w rundzie finałowej będzie w tabeli wyżej bez względu na stosunek bramek. Tym razem regulamin uległ jednak zmianie i w pierwszej kolejności, przy równej liczbie punktów nie decyduje miejsce w tabeli po rundzie zasadniczej, a liczba punktów w niej zdobyta, co jest jak najbardziej logiczne. W przypadku Lechii i Legii jest to jednak nieco bardziej skomplikowane, ponieważ oba zespoły mają w tym momencie po 60 oczek. Gdyby zatem po 37. kolejce Lechia i Legia miały taką samą liczbę punktów trzeba by było odwołać się do kolejnych podpunktów. Tam jednak również jest remis, ponieważ w obu meczach między tymi zespołami padł bezbramkowy remis. O kolejności zadecydowałby w takim razie stosunek bramek.

Najprostszą drogą do mistrzostwa jest zatem wygranie wszystkich siedmiu spotkań. Lechia nie musiałaby patrzeć w tym wypadku na nikogo i sama bez względu na inne wyniki zdobyłaby mistrzostwo. To oczywiście jest mało prawdopodobne, tak samo jak to gdyby powtórzyły się wyniki z poprzednich spotkań między wszystkimi zespołami z pierwszej ósemki. Kto jednak zabroni sprawdzenia takiego rozwiązania? Przypomnijmy, że patrzymy jedynie na jedno spotkanie – domowe lub wyjazdowe, zależnie gdzie teraz będzie rozgrywany mecz.

  1. Lechia Gdańsk 74 pkt (+14)
  2. Legia Warszawa 68 pkt (+8)
  3. Piast Gliwice 66 pkt (+13)
  4. Cracovia Kraków 66 pkt (+18)
  5. Jagiellonia Białystok 56 pkt (+9)
  6. Zagłębie Lubin 54 pkt (+7)
  7. Pogoń Szczecin 49 pkt (+6)
  8. Lech Poznań 47 pkt (+4)

Jak widać przy takim rozwiązaniu tabela niewiele by się zmieniła. Lechia zostałaby mistrzem Polski, ale zagwarantowałaby go sobie dopiero w ostatniej kolejce, wygrywając u siebie z Jagiellonią Białystok. Legia z kolei zaprezentowałaby się bardzo słabo w rundzie finałowej. Wygrałaby jedynie dwa mecze – z Piastem i Pogonią, przez co zajęłaby drugie miejsce, ze sporą stratą do mistrza.

Sporym plusem dla Lechii jest na pewno pełnienie roli gospodarza w czterech z siedmiu spotkań. Gdańszczanie jako jedyni w lidze są niepokonani na własnym stadionie. Na Energa Arenie wygrali w sumie 11 spotkań, a 4 zremisowali.

Problemem Piotra Stokowca na pewno może być krótka kadra, ponieważ szkoleniowiec biało-zielonych obraca się głównie wokół 17 piłkarzy.

ekstrastats.pl
Na zielono podkreśleni piłkarze z minimum 500 minutami w tym sezonie. Na czerwono podkreśleni gracze występujący obecnie w innym zespole lub będący kontuzjowani do końca sezonu. (stan po 29. kolejce)

Trzeba również pamiętać, że 2 maja na Stadionie Narodowym Lechia zagra w finale Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok. Terminarz przed i po finale nie jest zbytnio korzystny dla piłkarzy z Trójmiasta. Lechiści zagrają u siebie z Legią Warszawa 27 kwietnia, czyli będzie to prawdopodobnie spotkanie, które zadecyduje o tym, kto zdobędzie mistrzostwo Polski. Dodatkowo zaraz po finale PP – 5 maja Lechia uda się do Krakowa na mecz z Cracovią. Warto przypomnieć, że po ostatnim półfinałowym meczu PP z Rakowem Częstochowa, gdańszczanie ulegli właśnie Cracovii 2:4. Stokowiec będzie musiał zatem rotować składem, co może przełożyć się na słabsze wyniki.

Zagrożeniem mogą być również nieplanowane kontuzje lub kartki. Szczególnie te drugie są bardzo realne. Ostatni mecz z Cracovią pokazał, jak dużym osłabieniem był brak Błażeja Augustyna, który musiał pauzować za ósmą żółtą kartkę. Z powodu kartek w najbliższym meczu z Piastem Gliwice nie wystąpi z kolei Michał Mak. Oprócz nich jest też grupa piłkarzy wciąż zagrożonych absencją. Są to: Michał Nalepa, który jako jedyny może pauzować dwa mecze z powodu posiadania już 11. żółtych kartek oraz Karol Fila, Flavio Paixao, Tomasz Makowski i Lukas Haraslin.

O ostatecznym układzie tabeli może zadecydować też… Jagiellonia Białystok. Zawodnicy Ireneusza Mamrota w 36. kolejce podejmą bowiem Legię Warszawa, a kilka dni później pojadą do Gdańska na mecz z Lechią.

Wcześniej wspomniana zmiana w regulaminie może również mieć wpływ na to, kto zdobędzie mistrzostwo. Lechia znana jest w tym sezonie z tego, że gra bardzo odpowiedzialnie i solidnie w defensywie, a swoje mecze często wygrywa różnicą bramki – 10 na 17 spotkań. Z kolei Legia po zmianie szkoleniowca, zaczęła grać bardziej ofensywnie i jeśli utrzyma wysoką formę, prawdopodobnie będzie mieć korzystniejszy od Lechii bilans bramkowy. W takim wypadku gdyby Lechia i Legia wygrywały wszystkie swoje mecze, a w bezpośrednim starciu znów padł remis to Legia obroniłaby mistrzostwo.

Rozwiązań jest wiele. Nasza liga jest tak nieprzewidywalna, że kto wie, a może to Piasta zaraz zobaczymy na najwyższym stopniu podium. Jakiego Lechia miejsca by nie zajęła, tak podium ma już niemalże pewne – musi zdobyć 10 punktów. Z tego względu będzie to na 100% historyczny sezon dla całego piłkarskiego Gdańska. Do powtórzenia wyniku sprzed 63 lat jest bardzo blisko. Do przebicia go również. Jeśli Lechia pokusiłaby się o podwójną koronę, to obecny jej skład byłby na pewno na ustach wszystkich fanatyków Lechii przez minimum kolejne 63 lata.

Zapewne wielu starszych kibiców biało-zielonych już wspomina pamiętny dwumecz z Juventusem Turyn. Wtedy to na stadionie przy ul. Traugutta grały takie sławy jak: Michel Platini, czy Zbigniew Boniek, a spotkanie oglądało niemalże 40 tysięcy widzów (stadion dziś może pomieścić ok. 12 tysięcy). Piotr Stokowiec stoi przed ogromnym wyzwaniem, w końcu to on może powalczyć o to, aby duch tamtych lat znów powrócił do Gdańska.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcia: instagram.com, pilkanozna.pl, ekstrastats.pl