Jak wiecie, zima to najgorsza pora roku dla bezdomnych zwierząt. Głodują, marzną, a w końcu – umierają w męczarniach. Schroniska pomagają jak tylko mogą. Jest też wiele organizacji zajmujących się tymczasową adopcją, a także tych, które dokarmiają je zimą. Mimo to, bardzo często spotykamy na swojej drodze zwierzaki, które potrzebują naszej pomocy. Tak właśnie było z Kicią – pisze Pola Janus.

HISTORIA KRÓTKIEJ MIŁOŚCI

Zadzwoniła do mnie koleżanka. Okazało się, że kiedy wracała do domu, przybłąkał się do niej kot. Z racji tego, że nie mogła go zatrzymać u siebie na noc, postanowiła poprosić o pomoc mnie – znaną w okolicy kociarę. Skontaktowałam się z chłopakiem. Przedstawiłam mu całą sytuację i spytałam czy moglibyśmy tymczasowo adoptować kotkę, podkreślając, że rano zajmę się poszukiwaniami pierwotnego właściciela.

Kiedy wtargałam Kicię (bo tak ją tymczasowo nazwaliśmy) do mieszkania mojego K., wyszło na jaw, że jest to kot udomowiony. Na tyle udomowiony, że potrafi korzystać z kuwety, a do spania wskakuje na łóżko automatycznie.


Myśleliśmy, że będą z nią kłopoty, bo umówmy się – koty to zwierzęta dzikie i szalone. Jak się okazało później, jej największym przewinieniem było głośne mruczenie w nocy.

To była kotka idealna. Pomijam już fakt, ile razy wskakiwała na kolana, owijała się dookoła nóg i prosiła o głaskanie. Co więcej! Wytrzymała obcinanie pazurów, kąpiel i suszenie.

Znaleźli się jednak właściciele i niestety naszą Kicię (a w zasadzie jak się dowiedzieliśmy – Pusię) trzeba było oddać.

Pomimo tego, że byliśmy dla niej tylko tymczasowym domem, to zdążyliśmy się niesamowicie przyzwyczaić do jej obecności. No bo jak tu się nie przywiązywać, kiedy ktoś z radości na twój widok turla się!


Zwierzęta to lek na całe zło tego świata. Uwierzcie – nie ma nic lepszego niż świadomość, że ktoś cieszy się na wasze przyjście (i to bezinteresownie!). Można być kociarzem, psiarzem, albo po prostu dobrym człowiekiem. Chęć pomocy nie kosztuje dużo, a może uratować wiele małych istnień, a nawet zmienić twoje życie.

Autor | Pola Janus