Z Magdaleną Solich-Talandą, dwukrotną mistrzynią świata we freedivingu i rekordzistka świata w konkurencji dynamika bez płetw, o tym czym jest freediving i jak wiele stereotypów w sobie kryje – rozmawia Zuzanna Kuczyńska.

*

Czy jest freediving i jakie są jego korzenie?

MAGDALENA SOLICH-TALANDA: – Freediving jest to swobodne nurkowanie na zatrzymanym oddechu, bez sprzętu. Wywodzi się on z tego, że kiedyś ludzie szukali pożywienia pod wodą. To była jedna z metoda, która pozwalała na znalezienie jakiejś małży czy jakiejś gąbki, którą mogliby zjeść lub sprzedać, właściwie taka jest geneza tego sportu.

Historia niemal starożytna, ale od kiedy można mówić o freedivingu jako o sporcie? Czy miał jakiś moment przełomowy kiedy stał się bardziej popularny?

– Tak, na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, kiedy dwóch freedivrerów zaczęło ze sobą rywalizować. Byli to  Włoch  – Enzo Maiorca i  Francuz – Jacques Mayol, którzy mierzyli się w konkurencji no limits – zawodnik zanurza się z dodatkowym balastem, najczęściej na specjalnej konstrukcji zwanej „windą”, wynurza zaś w dowolnie wybrany przez siebie sposób, najczęściej za pomocą balonu z powietrzem lub dmuchanej kamizelki.

Jest to najbardziej niebezpieczna konkurencja freedivingu. Momentem przełomowym było nakręcenie filmu na podstawie ich rywalizacji. „Wielki błękit” Luca Bessona powstał w 1988 roku. Ukazanie się tego filmu rozpowszechniło freediving, powstała AIDA International – międzynarodowa federacja, która zaczęła zrzeszać freedivrerów.

Na jakie konkurencje dzieli się freediving?

– Przede wszystkim na głębinowe i basenowe. We freedivingu głębinowym są cztery konkurencje: no limit, czyli nurkowanie z dodatkowym balastem; stały balast, gdzie nurek zanurza się tylko o własnych siłach; zmienny balast, nurek zanurza się z dodatkowym obciążeniem, które zostawia na dole i wnurza się o własnych siłach oraz free immersion, jedyna konkurencja głębinowa bez użycia płetw – zawodnik pokonuje drogę w dół i w górę podciągając się rękoma po linie.

Jeśli chodzi o freediving basenowy posiada on trzy kategorie: dynamika bez płetw, zawodnik musi przepłynąć jak najdłuższy dystans pod wodą bez płetw; dynamika w płetwach, teoretycznie taka sama tylko z użyciem płetw lub monopłetwy. W tych dwóch konkurencjach liczy się pokonany dystans, a nie czas. Jest jeszcze statyka, która polega na jak najdłuższym wstrzymaniu oddechu pod wodą bez ruchu. Tutaj liczy się czas.

Kiedy zaczęło się uprawianie freediving w Polsce?

– Z końcem 2004 roku. Wtedy odbyły się pierwsze zawody i wtedy też powstało Stowarzyszenie Freediving Poland, które zrzesza freedivrerów z całej Polski.

Jak wypadają polscy zawodnicy na arenie międzynarodowej?

We freedivingu basenowym obecnie nie ma lepszych zawodników niż Polacy.

Myślisz, że może być to kwestia sposobu trenowania, samych trenerów czy po prostu dobrych warunków w Polsce do uprawiania tego sport?

– Jeśli chodzi o sposób trenowania, to wydaje mi się, że jest to bardzo indywidualna kwestia. Znam mistrza świata – Mateusza Malinę, i wiem, że trenujemy zupełnie inaczej. Powiedziałabym nawet, że nasze plany treningowe się wykluczają. Ale nasze treningi są bardzo zaawansowane, większość nawet profesjonalnych zawodników nie używa takiego sprzętu jak my, nie wprowadza takich metod treningowych jak my, bo ich nie zna. Natomiast dlaczego Polacy są najlepsi, tego nie wiem. Dla mnie bardzo ważna jest regeneracja po treningu, o której większość zawodników po prostu zapomina.

Czy w Polsce są dobre warunki do uprawiania freedivingu?

– Jeśli chodzi o freediving głębinowy to niestety w Polsce nie ma na to warunków. Jeśli chodzi za to o basenowy, to wielu osobom się wydaję, ze wystarczy tylko basen. Nie do końca się z tym zgadzam. We  freedivingu najważniejsze jest bezpieczeństwo, nigdy nie należy schodzić pod wodę samemu. To tak jak na ściance wspinaczkowej być bez asekuranta. Freediving to praca w parach. Często ludzie są nieodpowiedzialni i lekceważą ten aspekt. Przez co zdarzają się wypadki i wtedy pracownicy pływalni  nie chcą brać za to odpowiedzialności,  zabraniając nam trenować.

A czy ma znaczenie rodzaj basenu, na którym trenujesz, czy jest on kryty czy nie?

– Jak najbardziej, różnica jest kolosalna. Przede wszystkim ze względu na pogodę, nie jesteśmy w stanie jej przewidzieć. O wiele łatwiej jest trenować na basenie krytym, wtedy nie trzeba się martwić o żadne czynniki zewnętrzne i można się skupić na tym co mamy do zrobienia.

Jak wygląda codzienny trening freediver’a?

Pierwszą rzeczą jest to, że nie jem śniadania, co może być kontrowersyjne i rzadko spotykane jeśli chodzi o profesjonalnych sportowców. Nie mogę go zjeść, bo wtedy metabolizm przyspiesza i spalam więcej tlenu. Co więcej przepona silnie naciska na narządy wewnętrzne i byłoby to po prostu niekomfortowe. Zawsze na trening jadę samochodem, żeby nie przyśpieszać metabolizmu tylko cały czas być wyciszona po nocy. Na basenie spędzam od godziny do półtorej godziny. Pływam określone odcinki, zazwyczaj 125/150 metrów i potem odpoczywam kładąc się na brzegu pomiędzy tymi odcinkami. Czas odpoczynku jest zawsze trzykrotnie większy od czasu płynięcia.

Czy ten sport wymaga jakiś konkretnych predyspozycji od zawodnika?

Zawsze myślałam, że mój ekstrawertyczny charakter się tu nie sprawdzi, jestem osobą bardzo wygadana i wszędzie mnie pełno. Ale zauważyłam, że może właśnie to, że na co dzień jestem bardzo ekspresyjna potem pomaga się wyciszyć i skoncentrować. Natomiast mówi się, że im ktoś jest starszy tym lepsze wyniki może osiągać we freedivingu. Była taka pływaczka Dara Torres, która im była starsza, tym lepsze wyniki osiągała i powiedziała kiedyś bardzo trafnie: „Woda nie wie ile masz lat, więc dlaczego by do niej nie wskoczyć”. Doświadczenie życiowe, mentalne często bardzo pomaga w tym sporcie. Jeśli chodzi o warunki fizyczne to nie ma określonych wymogów, ale na pewno duża masa mięśniowa nie pomaga – wymaga większego zaangażowania tlenu, także duży wzrost często przeszkadza przy wynurzaniu.

Freediving to nurkowanie bez sprzętu, czy w takim razie jest to sport obarczony wysokimi kosztami?

– Właśnie ktoś mógłby pomyśleć, że skoro jest to nurkowanie bezsprzętowe to nie wymaga ono zbyt dużych kosztów. Otóż nie. Pianka, w której pływam kosztuje 1000 zł, płetwa, w której pływam już 2500 zł, obciążanie, które mam pod pianką zrobił mi mój trener, ale normalnie kosztuje ono też około 1000 zł. Stroje chloroodporne kosztują po 200 zł, miesięczne wejścia na basen kosztują około 250 zł, a siłownia około 100zł. A to tylko kropla w morzu wszystkich wydatków. Są to ceny samego wyposażenia, wpisowe na zawody również każdy pokrywa sam i jest to też znacząca suma, bo około 450 euro w przypadku mistrzostw świata. Więc sport ten, mimo że z nazwy bezsprzętowy, nie należy do tanich.

Czy jakość tego sprzętu znacząco wpływa na osiągane wyniki?

– I to bardzo, zwłaszcza jeśli chodzi o płetwę. Odpowiednio wyprofilowana i dobrze dopasowana płetwa potrafi naprawdę wpłynąć na wynik. W moim przypadku była to kwestia różnicy prawie 82 metrów, więc całkiem sporo jak na sam sprzęt.

Jak zatem wygląda kwestia sponsorska tego sportu, czy w ogóle można o niej mówić skoro jest to tak niszowy sport?

Tak, są sponsorzy, którzy pomagają w zakupie sprzętu albo jednorazowo przesyłają wpłatę na konto. Ale nie są to kwoty, które pomagają się utrzymać, tylko raczej są chwilową pomocą.

Jak pozyskuje się takich sponsorów?

– Niestety jest to bardzo trudne, bo w większości przypadków nie ma zainteresowania. Ja na przykład nie mam managera i sama wysyłam ofertę do potencjalnych sponsorów. Zazwyczaj w ogóle nie odpowiadają. Jest ciężko.

Przynależność do klubu sportowego jest przydatna, czy jest dodatkiem?

– W Polsce jest tylko jeden klub, w Kielcach. Sama przynależność mogłaby być pomocna, ale uważam, że najważniejszym problemem freedivingu w Polsce jest brak Polskiego Związku Sportowego. Przez to nie dostajemy żadnych stypendiów ani dotacji na naszą działalność, czy to z Urzędu Miasta, czy z uczelni. Przez to, że jest tylko jeden klub w Polsce nie ma mowy o powstaniu Polskiego Związku Sportowego.

A jak wygląda relacja trener – zawodnik, przez to, że jest to sport indywidualny?

Jest to bardzo trudna i bardzo osobista relacja. Ja akurat mam dwóch trenerów. Jeden z nich jest moim mężem i odpowiada za cała kwestie organizacyjną związana z zawodami, załatwia wszystko to, o co ja już nie musze się martwić i mogę skupić się na samym starcie. A także rozpisuje mój plan treningowy na cały miesiąc i pomaga mi mentalnie. Natomiast mój drugi trener pracuje ze mną pod wodą, nad techniką, hydrodynamiką i pomaga w doborze sprzętu. Razem w trójkę tworzymy zgrany team, prywatnie również się przyjaźnimy co bardzo pomaga, buduje zaufanie.

Co jest najtrudniejsze w tym sporcie?

– Chyba najtrudniej jest utrzymać determinację, która cały czas pcha cię do przodu i pomaga osiągać coraz lepsze wyniki. Brakuje na to pieniędzy, co też często demotywuje. Ale freediving kreuje takie myślenie, że nie ma granic. Nie chodzi często o dystans czy czas wstrzymanego oddechu, ale szukanie nowych rozwiązań i łamaniu schematów, taki dla mnie jest freediving.

Komu poleciłabyś trenowanie freedivingu, choćby rekreacyjne?

Przede wszystkim ludziom, którzy wpadli w wir pracy, braku czasu. Jest to sport, który pomaga zajrzeć w głąb siebie, pomaga się wyciszyć i wydaje mi się, że może być niezłą odskocznią od codziennych  obowiązków.

 


Rozmawiała Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: archiwum prywatne Magdaleny Solich-Talandy