Dwie wygrane i porażka. Tak Polki zakończyły piąty tydzień rywalizacji w Lidze Narodów. Po raz pierwszy od 19 lat Biało-Czerwone awansowały do elity sześciu najlepszy zespołów.

Po trudnym etapie w chińskim Jiangmen siatkarki Jacka Nawrockiego udały się do Korei Południowej, by tam powalczyć o awans do najlepszej szóstki turnieju. Po wygranej z Japonią i Dominikaną oraz porażce z gospodyniami zakończyły fazę grupową. Teraz czeka je kilka dni odpoczynku, bo już 2 lipca rozpocznie się decydujący etap tegorocznej Ligi Narodów.

Ważne przełamanie

Mecz z reprezentacją Japonii był dla Polek niezwykle ważny. Po trzech przegranych z rzędu miały okazję poprawić swoje morale. Nic dziwnego zatem, że w tym spotkaniu zobaczyliśmy z pewnością najmocniejszą szóstkę, jaką obecnie dysponował trener  Nawrocki.  Na rozegraniu pozostała jednak młoda Julia Nowicka, z uwagi na kontuzję Joanny Wołosz.

Początek starcia z Japonkami był w wykonaniu Polek bardzo nerwowy. Słabe przyjęcie generowało brak dokładności na skrzydłach. Gdy w połowie seta ten element zdołał się poprawić, rozegranie także wyglądało zupełnie inaczej. Wyrównane dwie partie ostatecznie wygrały Biało-Czerwone, a w końcówkach niezawodne okazały się Malwina Smarzek i Natalia Mędrzyk. W trzecim secie Polki straciły koncentrację. Smarzek nie była już tak skuteczna, a Japonki grały solidnie w kontrataku. Na dobre tory powróciły w ostatniej – czwartej części tego spotkania. Wygrana 3:1 dobrze wpłynęła na ich pewność siebie.

Prowadzenie i rozproszenie

Mecz z Dominikaną Polki rozpoczęły dużo lepiej. Wiedziały, że w tym spotkaniu to one są faworytkami, co potrafiły udowodnić. Smarzek ponownie nie zawodziła. Zdobycz punktowa powyżej 30 oczek to już dla atakującej niemalże kadrowa codzienność. Po dwóch solidnych setach, Polki jednak znów zbyt szybko chciały zejść z boiska. Trzecia i czwarta partia przebiegła pod całkowitą kontrolą Dominikanek. Zbyt duża liczba własnych błędów doprowadziła do tie-breaka. Tam Polki zdołały udowodnić swoją wyższość, wygrywając całe spotkanie 3:2.

Samo zwycięstwo w tym meczu nie dawało siatkarkom Nawrockiego pewnego awansu do Final Six. Wygrana Brazylii nad Belgią przesądziła o tym, że to Polki udadzą się do China na początku lipca. Warto wspomnieć, że w finale tego typu rozgrywek Biało-Czerwone ostatni raz zagrały w 2000 roku.

Pewny awans uśpił czujność

Mając zapewniony awans do najlepszej szóstki turnieju, Polki miały przed sobą ostatnie starcie z gospodyniami tego etapu. Nawrocki dał odpocząć głównej armacie – Smarzek przed rywalizacją z najlepszymi. W jej miejsce na ataku pojawiła się przyjmująca – Magdalena Stysiak. Młoda, bo dopiero 18-letnia zawodniczka ma za sobą epizod na tej pozycji w polickim Chemiku. W tym meczu starła się jak mogła, ale brakowało jeszcze boiskowego doświadczenia.

Pierwszy set to niemalże kompromitacja polskiego zespołu. Z ostatnimi w tabeli Koreankami nasze siatkarki przegrały 8:25. Kolejne partie były już o niebo lepsze, jednak sił i motywacji wystarczyło jedynie na drugiego seta. Później to wciąż gospodynie kierowały grą, ostatecznie wygrywając 3:1.

Teraz przed naszymi reprezentantkami kilka dni wolnego. Do rywalizacji powrócą 2 lipca. W chińskim Nankin sześć zespołów zostanie podzielonych na dwie grupy, z której awansują dwa najlepsze. Obok Polek zobaczymy także gospodynie, Amerykanki, Brazylijki, Włoszki i Turczynki.


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Oficjalna strona Volleyball Nations League