Po trzech meczach mogą zanotować dwa zwycięstwa i porażkę, dostając dobrą lekcję od wicemistrzów świata. Panowie w katowickim Spodku rozpoczęli zmagania w tegorocznej edycji Ligi Narodów. 

Na pierwszy ogień poszła reprezentacja Australii. W jej szeregach z pewnością najbardziej znaną postacią dla polskich siatkarzy i kibiców jest Mark Lebedew, który na co dzień trenuje Aluronu Virtum Wartę Zawiercie. Spotkanie znacznie lepiej rozpoczęli mistrzowie świata. Solidna zagrywka i dobre przyjęcie szybko pozwoliły wygrać pierwszego seta. Potem jednak gra nabrała dobrego tempa. Obie drużyny walczyły o każdy punkt. Vital Heynen w tym spotkaniu oprócz sprawdzonych gracz postawił także na młodych zawodników. Swoje debiuty zaliczyli Tomasz Fornal i Bartłomiej Bołądź. Mimo usilnych prób Australijczyków, to Polacy wygrali 3:1 na otwarcie turnieju.

Kolejnym rywalem w polskim etapie rozgrywek była reprezentacja Stanów Zjednoczonych. Do Katowic jednak nie przyjechało wielu siatkarzy, których pamiętamy z Turynu. Sporą siłą amerykanów w tym meczu był przyjmujący Gerrett Mauguatutia, jednak zdecydowanym liderem był Torey Defalco, zawodnik włoskiego Tonno Callipo Vibo Valentina. Przyjmujący zdobył 20 punktów, sprawiając na skrzydłach niemały kłopot polskim zawodnikom. W tym starciu Heynen zdecydował się na sprawdzony skład. W przyjęciu pojawili się Michał Kubiak i Aleksander Śliwka, który także dał się we znaki rywalom. Po pięciosetowym boju, to Polacy mogli schodzić z boiska w roli triumfatorów, w sporej mierze dzięki kibicom, którzy szczelnie wypełnili Spodek.

Ostatni mecz tego etapu z pewnością zapowiadał się najciekawiej. Na przeciwko mistrzów świata stanęli… wicemistrzowie. Brazylijczycy, w przeciwieństwie do Amerykanów, do Katowic przyjechali chyba w najmocniejszym zestawieniu, jakim teraz dysponują. Po pierwszym wygranym secie przez Polaków, to Canarinhos zaczęli rozdawać karty niemalże w każdym elemencie. Zarówno w bloku, jak i w ataku byli skuteczniejsi. Patrząc z boku mogłoby się wydawać, że dla Heynena to nie był mecz, który chciałby wygrać. Wiele rotacji w składzie pozostawia spore wrażenie, że Belg niejako testuje wszelkie możliwe ustawienia. Turniej Ligi Narodów jest do tego zdecydowanie najlepszą okazją. Po czterech seta to Brazylijczycy zwyciężyli.

Teraz polski zespół uda się do Chin, by tam powalczyć z Francuzami, Bułgarami i gospodarzem już w kolejny weekend.


Ningbo – Chiny (7–9 czerwca):

7.06: Francja – Polska (godzina 10.00)

8.06: Polska – Bułgaria (godzina 10.00)

9.06: Chiny – Polska (godzina 13.30).


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Oficjalna strona Volleyball Nations League