Trzy mecze – trzy pięciosetowe batalie. Tak w skrócie można opisać włoskie zmagania Polaków podczas piątego etapu Ligi Nardów. Pokonane Argentyna, Serbia i Włochy zbliżają Polaków do udziału w Final Six.

Do Włoch polscy siatkarze udali się prosto z Iranu, w którym nie brakowało niespodzianek. W Bolonii czkały ich starcia z Argentyńczykami, Serbami i gospodarzami tego etapu – Włochami.

Długi mecz na własne życzenie

Argentyna, spośród tych trzech zespół, jest z pewnością najsłabsza. Mimo to dobrze znany polskim kibicom Facundo Conte szybko udowodnił, że to spotkanie nie będzie należało do łatwych. Przez większą część meczu inicjatywa gry leżała po argentyńskiej stronie siatki. Polacy mieli ogromne problemy ze skutecznością w ataku.  Jedyne, co ratowało polską drużynę, to świetna dyspozycja w bloku. Tutaj na pochwałę zasługuje młody Norbert Huber, który nieraz błyszczał w tym elemencie.

Po dwóch wygranych setach, w końcówce trzeciego, problem z przyjęciem zagrywki był na tyle duży, że to Argentyńczycy mogli cieszyć się ze zwycięskiej partii. Utrata koncentracji niespodziewanie przedłużyła to stracie do pięciu setów. W tie-breku udało wyszarpać się wygraną, w dużej mierze dzięki Aleksandrowi Śliwce, który zachował zimną krew w decydujących momentach.

Równa walka

Po długim i nużącym spotkaniu z Argentyną, przyszedł czas na Serbię – rywala ze zdecydowanie wyższej półki. Ten mecz rozpoczął się podobnie jak poprzedni. Słaba skuteczność na skrzydłach i ponownie dobrze funkcjonujący blok. Biało-Czerwoni cały czas musieli gonić wyniki i rozpędzonych Serbów. W końcu zdołali doprowadzić do tie-breaka, w którym okazali się lepsi.

Mimo że gra Polaków cały czas dosyć mocno faluje i trudno mówić o budowaniu formy, to Heynen nie przestaje realizować swojego głównego założenia, czyli testowania różnych wariantów. W meczu z Serbami na ataku pojawiła się cała trójka, która przyjechała do Mediolanu – Bartłomiej Bołądź, Maciej Muzaj i Łukasz Kaczmarek. Spośród nich najlepiej zaprezentował się Kaczmarek, który zdobył 12 punktów. Najskuteczniejszym zawodnikiem w obu meczach był jednak Bartosz Kwolek. Młody przyjmujący już nieraz pokazał trenerowi, że można na niego liczyć.

Niezwykle zacięty tie-break

Trzeci mecz – trzecia pięciosetowa batalia. Po spotkaniu z Serbią Karol Kłos przyznał, że kolejne starcie także może zakończyć się dopiero po pięciu partiach. Tak uprzedzał ich trener Heynen, który jak zwykle się nie mylił. Tym razem po drugiej stronie siatki stanęli Włosi, a mecz przebiegał podobnie do poprzedniego.

Prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Otwierającego seta wygrali Polacy, natomiast kolejne dwa należały do gospodarzy. W czwartym Biało-Czerwoni zdołali wyrównać stan rywalizacji i tak w Mediolanie mieliśmy kolejnego tie-breaka. Chociaż ten był inny. Dlaczego? Zakończył się dopiero po zdobytym 25. punkcie przez polską drużynę. Wojna nerwów na zakończenie włoskiego etapu daje Polakom 6. miejsce w tabeli VNL. Teraz udadzą się do Niemiec, by tam zakończyć fazę grupową Ligi Narodów.

Terminarz Ligi Narodów:

Japonia – Polska 28.06 (piątek) godzina 17:30
Niemcy – Polska 29.06 (sobota) godzina 17:00
Portugalia – Polska 30.06 (niedziela) godzina 17:00


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Oficjalna strona Volleyball Nations League