Słońce, ulewa, czy śnieg – listonosze stawiają czoła każdym warunkom pogodowym. 16 lutego obchodzą swe święto: Międzynarodowy Dzień Listonoszy i Doręczycieli Przesyłek. O trudach pocztowego życia z Janem Czereśniakiem rozmawia Szymon Zdobylak.

Jak wyglądały początki pracy na poczcie?

– Moja przygoda z pocztą rozpoczęła się dwadzieścia pięć lat temu, kiedy jako młody małżonek rozpocząłem pracę kuriera telegramów i przesyłek ekspresowych. Uczyłem wtedy do południa w szkole, a po południu, żeby sobie dorobić, pracowałem jako tak zwany ,,ekspreśnik”. Taki stan rzeczy trwał przez dwa lata, kiedy faktycznie pracowałem po dwanaście godzin. Później zrezygnowałem ze szkoły i zacząłem pracę w pełnym wymiarze jako listonosz. Było to dokładnie dwadzieścia trzy lata temu. Moja droga była bardzo kręta, bo na poczcie pracowałem praktycznie na każdym stanowisku: zaczynając od kuriera, po listonosza, kontrolera, kierownika i naczelnika. Niestety redukcja etatów spowodowała, że w tej chwili wróciłem do tak zwanych korzeni, czyli na stanowisko listonosza. To ciężki kawał chleba, ale jestem zadowolony.

Jak wygląda typowy dzień listonosza?

– Typowy dzień listonosza (uśmiecha się). Tak zwany ośmiogodzinny dzień pracy.

Ośmiogodzinny dzień pracy, ale to chyba nie zawsze jest dokładnie osiem godzin?

– Podzieliłbym dzień pracy na trzy etapy: przygotowanie, czyli ułożenie materiału na terenie urzędu, rano, od około ósmej do dziesiątej. Potem następuje roznoszenie,  a na końcu rozliczenie. Przygotowanie to bardzo prosta, ale wymagająca dużego skupienia czynność. Należy zrobić to dobrze i logicznie. Pocztę układamy zgodnie z trasą chodu, bo jak człowiek źle się do tego przygotuje,  to drugie ogniwo rozniesienie w terenie automatycznie nam nie wypali i przyniesiemy część ładunku z powrotem. W takim wypadku rozliczenie także nie wyjdzie nam  korzystnie.

Co robisz podczas załamania pogody?

– Przede wszystkim śledzę prognozę pogody. To informacja najcenniejsza dla listonosza. Dodatkowo staram się być zabezpieczony w worki, czy torby, które  nie przemakają. W skrajnych sytuacjach, kiedy pogoda nie pozwala kontynuować pracy, proszę kogoś o tak zwane ,,przechowanie”. Siadamy sobie gdzieś w ogródku, w altance i staramy się przeczekać. Miałem już taką sytuację, kiedy nastąpiło załamanie pogody. Ulicą płynęła woda i musiał po mnie przyjechać kurier paczkowy i odebrać z rejonu, gdyż nie byłem w stanie przejechać gdziekolwiek rowerem.

 Co dzieje się w  przypadku zgubienia listu?

– Za przesyłki nierejestrowane Poczta Polska nie ponosi odpowiedzialności, ale naszym obowiązkiem jest zapewnić im bezpieczeństwo. Natomiast przesyłki rejestrowane podlegają odszkodowawczości w przypadku zagubienia. Gdy uruchomiony zostaje proces reklamacyjny, a reklamacja jest uzasadniona, wtedy listonosz ponosi odpowiedzialność. Mówimy tu o sytuacji, gdy listonosz zagubił przesyłkę, bądź wydał osobie nieupoważnionej.

Czyli jeśli zgubi całą torbę to mogą być problemy.  Ile średnio masz poleconych w torbie?

– Średnia liczba poleconych oscyluje gdzieś w granicach stu dwudziestu dziennie. Zwykłych listów w granicach trzystu-czterystu.

Jaka była najdziwniejsza albo najśmieszniejsza rzecz, która przytrafiła Ci się na rejonie? Oczywiście, jeżeli możesz o niej mówić.

– Mogę, mogę. To nie jest żadna tajemnica. Taka z pogranicza cenzury. Mam punkt doręczeń, w którym mieszczą się dwie rodziny. Jedna na parterze, druga na piętrze. Nie żyją  ze sobą w dobrych stosunkach. Myślałem  w pierwszym momencie, że mam przesyłkę na piętro, poszedłem na parter. Dzwonię. Nikt nie otwiera. W pewnym momencie uchylają się drzwi. Na kanapie leży facet… i drapie się. W pewnym momencie zorientował się, że przyszedłem. Wyciąga rękę ze spodni, wstaje z kanapy i chce podać mi tę… rękę. W tym momencie nie wiedziałem jak mam się zachować. Udawałem,  że szukam długopisu w swojej saszetce. Szybko wręczyłem mu list i oddaliłem się w pośpiechu, no bo przecież nie podam mu w tym momencie ręki. Ale to są wyjątkowe sytuacje. Mam taką babcię, która mi otwiera ciągle w koszuli nocnej, bardzo kusej. To są momenty, kiedy trzeba się wykazać bardzo dużą delikatnością, bo czasami naprawdę nie wiadomo jak się zachować.

Ile prawdy jest w powiedzeniu, że  listonosz o ludziach  wie więcej niż ksiądz?  Czy to prawda, że o mieszkańcach wiecie wszystko?

– Wiemy bardzo dużo. Zawsze śmiejemy się, że listonosz wie więcej niż spowiednik. Po kilku latach wie dokładnie: kto z kim i kto u kogo, o której godzinie pije kawę. To prawda. Mówi się o tym, że listonosz wie  wszystko, wszystko widzi, traktowany jest po jakimś czasie jako swój. To ma swoje plusy, ale ma też swe minusy. Człowiek się z tymi ludźmi zżywa. Dla mnie najgorszą rzeczą na rejonie jest to, że wracam do domu z moralnym kacem, dołem, bo odwiedzam codziennie starszych ludzi. Strasznie źle się czuję, kiedy do nich idę.  Z dnia na dzień widzę jak ci ludzie gasną, zmieniają się, jak choroba ich niszczy. Słyszę jak znajomi i najbliżsi ich wykorzystują,  a człowiek musi zrobić tylko to, co do niego należy i właściwie nic więcej nie może. Wychodzi się z takiego domu z ciężką głową i z ciężkim sercem. To jest wielki minus tej roboty. Ktoś kto potrafi oddzielić takie zimne, ale rzetelne  wykonywanie swoich obowiązków od emocji jest szczęśliwym człowiekiem. Nie, wiem czy komuś to się udaje.

Listonosz jest bardzo społeczną osobą Szczególnie ci doświadczeni pracownicy Poczty Polskiej znają te uczucie, gdy na odwrocie listu trzeba napisać ,,adresat nie żyje”.

– Albo jak jedziesz do pracy, patrzysz na słupy ogłoszeniowe, a tam wisi nekrolog. To moment,  w którym  robi się gorąco i człowiek widzi tę osobę gdzieś przed oczami. Bo to są ludzie, których spotykamy cyklicznie, co jakiś czas.  Jednych częściej, innych rzadziej, ale co najmniej raz w miesiącu. Czasem bywa tak, że dzień przed rozmawiasz z człowiekiem, on żartuje, śmieje się, nic nie wskazuje, że jutro go nie będzie. To jest trudne. Nie wiem, czy do tego można przywyknąć. W moim przypadku chyba nie.

Wspomniałeś, że na poczcie pracujesz od ćwierćwiecza Co się zmieniło w tym czasie?

– Sporo. Powiedziałbym, że wręcz diametralnie. Z firmy, która oparta była procesach wykonywanych ręcznie, zmieniała się  w instytucję w pełni zinformatyzowaną, co stanowiło wyzwanie dla całej załogi, która jest zróżnicowana ze względu na wiek i wykształcenie. To, co dla jednych było sprawą oczywistą, dla drugich stanowiło nie lada wyzwanie. W szczególności nauka systemu informatycznego. Mieliśmy to szczęście, że poczta, w której pracuję nie została rzucona na głęboką wodę. Wszystkie innowacje były wprowadzane stopniowo. W przeciwnej sytuacji wielu nie podołałoby wyzwaniu. Zmieniała się też liczba usług i ich różnorodność. Wielu z nas pamięta Pocztę Polską  z listu zwykłego, poleconego, paczki, telegramu i przekazu telegraficznego. Rozpoczynałem pracę, gdy tylko te usługi były dostępne. W tej chwili różnorodność przesyłek i ich gama dostosowana jest to różnych potrzeb klienta. Każdy, kto chce skorzystać z usługi logistycznej, na pewno znajdzie coś dla siebie.

Wydaje mi się, że kiedyś listonosz był osobą bardziej szanowaną. Przynosił listy, często długo wyczekiwane. Teraz nie ma takiego prestiżu wśród ludzi.

– Przedwojenny listonosz był personą, urzędnikiem państwowym traktowanym z szacunkiem. To się zdewaluowało niestety. W dużej mierze, przez wiele  lat  listonosze sami sobie na to zapracowali. W tej chwili robimy wszystko, aby odzyskać prestiż firmy i zawodu. Jednak myślę, że co najważniejsze – odbiorcy się zmienili. Hierarchia autorytetów zmieniała się, poprzeczka została mocno podniesiona i może to jest też powodem, że jesteśmy postrzegani w tych dolnych granicach. Mnie osobiście na tym nie zależy, wystarczy że ktoś z uśmiechem odpowiada mi dzień dobry, nawet nie musi z uśmiechem. To mi wystarczy.

Oprócz listonoszy miejskich są jeszcze inni?

– Ja jestem listonoszem miejskim od przesyłek i listów. Są jeszcze tak zwani kurierzy do przesyłek szybkich oraz paczkowi, rozwożący same paczki, które gabarytowo bardzo się różnią i mogą to być na przykład: drzwi, fotel bujany, pralka, czy zjeżdżalnia do ogrodu.

Wielu moim znajomym nie podoba się to, że listonosze wrzucają awiza, nawet jeśli ktoś jest w domu. Jak to jest w rzeczywistości?

– Cały czas spotykamy się z takimi zarzutami. Gdy dochodzi do takowej sytuacji – gdy wrzucamy awizo, a ten ktoś jest w domu, z jednej strony można powiedzieć, że mamy do czynienia z nierzetelnym listonoszem. Często bywa tak, iż te oskarżenia bywają bezpodstawne, gdyż adresat ma wyłączony domofon. Często nie otwiera drzwi. Nie otworzenie to oznaka, że nikogo nie ma w domu – zostawiam awizo. Następny częsty zarzut: ,,ja byłam cały dzień w domu, ale tylko…”, ale to ,,tylko byłam w toalecie, w piwnicy, czy sklepie”.  A to właśnie był ten moment. I trzecia sytuacja, kiedy ktoś skarży, że listonosz wrzucił awizo, ,,a ja byłem”. Delikwentowi po prostu nie chce się iść odebrać przesyłki. Wygodniej jest zwalić winę na listonosza, by ten przyniósł ją jeszcze raz.

Pojawia się coraz więcej firm konkurencyjnych dla Poczty Polskiej. Czujesz, że pozycja Twojej  firmy jest zagrożona, choćby nawet z tego względu, ze listów jest coraz mniej. Internet staje się łatwiejszym narzędziem przesyłania wiadomości?

– Jesteśmy wiodącym liderem w tej chwili, chociaż obowiązują twarde prawa konkurencji. Myślę sobie, że tak jak i nasi konkurenci, tak i my robimy wszystko, by nasze usługi były najlepsze, a ich jakość na najwyższym poziomie. Jak każdy mamy wpadki, tak uważam, i oni, i my. Decyzja będzie należała do klienta. Nic więcej nie możemy zrobić oprócz wyjścia do klienta i wykonania swojej pracy najlepiej jak tylko umiemy. Co wybierze klient pokaże czas i życie. Mam nadzieję, że choć zostało mi dwadzieścia lat do emerytury, będzie tak jak jest.

Życzę Ci, żeby nic oprócz rosnącej pensji się nie zmieniało, a ludzie wychodzili z mieszkań, gdy trzeba wnieść polecony na piąte piętro. Dziękuję  za rozmowę.

Rozmawiał: Szymon Zdobylak

  • Na zdjęciu: Przedwojenny kurier pocztowy na motocyklu Sokół 1000
  • Źródło zdjęcia: wikipedia
  • Dane osobowe rozmówcy na jego prośbę zostały zmienione

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułSerialowe początki
Następny artykułMała dziewczynka wielką pisarką
Rocznik 1996, urodzony w Strzelcach Opolskich. Student dziennikarstwa UWr ze specjalizacją radiowo-telewizyjną. Do Nowego Dziennikarstwa pisze od początku. Aktualnie zajmuje się także stroną wideo magazynu. Dodatkowo działa jako reporter w Radiu Luz.