Wielu wrocławian zna dobrze to miejsce, ale tylko garstka jest świadoma historii jaką skrywa. Współcześnie trudno bowiem wyobrazić sobie widok samolotów startujących z placu Grunwaldzkiego, a jednak jest to fakt, którego geneza sięga II wojny światowej.

Codziennie tłumy ludzi podróżują przez rondo Reagana. Część udaje się w stronę pobliskiego Pasażu Grunwaldzkiego, inni wysiadają z tramwajów i autobusów, by dotrzeć do gmachów Politechniki lub Uniwersytetu na najbliższe zajęcia. Rejon ów stanowi naukowe serce dolnośląskiej stolicy, które zdominowała architektura akademicka. Charakterystyczne dla otoczenia są także tzw. sedesowce oraz wspomniana galeria handlowa. Zabudowania te nie należą jednak do najstarszych i nie stanowią przedwojennej spuścizny miasta. Ta została zrównana z ziemią w czasie desperackiej obrony Wrocławia kilkadziesiąt lat temu.

Breslau w potrzebie

Był początek marca 1945 roku. III Rzesza chyliła się ku upadkowi, a Breslau – jedno z głównych niemieckich miast – od 13 lutego odpierało regularne ataki Armii Czerwonej. Okrzyknięte przez nazistowską propagandę “twierdzą” musiało stawiać opór przeważającej sile radzieckiej. Zamknięci w oblężeniu, bez szans na kontrofensywę Wehrmachtu, obrońcy upatrywali szansy na przeżycie w dostarczanym drogą powietrzną zaopatrzeniu. To docierało do Breslau z lotniska znajdującego się na wysuniętym Gądowie Małym, jednak szybko transport został przerwany na skutek nasilonego ostrzału sowieckiej artylerii, a sam Gądów szybko znalazł się w rękach rosyjskich. Dowództwo szukało nowego rozwiązania. Wkrótce gauleiter Dolnego Śląska Karl Hanke wydał rozkaz – należy wybudować nowe lotnisko bliżej centrum.

Destrukcja czy ratunek?

Początkowo planowano usytuowanie lotniska na terenie Pola Marsowego, ale pomysł ten spełzł na niczym. Grunt okazał się zbyt podmokły i z łatwością mógł doprowadzić do kapotażu samolotów, których Luftwaffe posiadało coraz mniej. Obszar wzdłuż Kaiserstrasse i Gwiazdy Szczytnickiej nie sprawiał takich problemów, a ponadto był oddalony od linii frontu. Niemcy nie mieli innego wyboru. Nie mniej warto zaznaczyć, że wbrew powszechnej opinii, nie była to tragiczna z architektonicznego punktu widzenia decyzja.

Wyburzeniu uległy budynki dość współczesne jak na owe czasy. Nie mogło być mowy o niszczeniu na większą skalę zabytków – opowiada dr hab. Tomasz Głowiński, historyk związany z Uniwersytetem Wrocławskim.

Największą stratą tego okresu było rozebranie Kościoła ewangelickiego Lutra, należy jednak pamiętać, że radzieckie bombardowania tak czy inaczej zamieniły Breslau w ruinę.

Żar i gruz

Każdego dnia od 23 marca do początku kwietnia robotnicy, jeńcy wojenni, kobiety i dzieci – wszyscy ruszyli do niszczenia obecnego Śródmieścia, zmuszeni zarządzeniem Hankego. Miasto potrzebowało pasa startowego o długości  półtora kilometra i szerokości trzystu metrów. Wśród pracujących nie brakowało naszych rodaków. Na placu Grunwaldzkim tłoczyło się około 60 tysięcy ludzi różnych narodowości, zegnanych z całego Wrocławia – wspominał polski robotnik Aleksander Szniolis. Domy paliły się jak pochodnie. Na ulicach pełno żaru, że oddychać nie było czym.


Praca miała niewolniczy charakter, a każde niedociągnięcie i opieszałość były surowo karane. Armia Czerwona szybko zorientowała się, że w miejscu Kaiserstrasse powstaje nowe lotnisko i postanowiła przedłużać prace ciągłymi nalotami. Śmierć poniosło kilka tysięcy osób, a jeszcze więcej zostało rannych. Czekamy na śmierć – możemy dowiedzieć się z zeznań Hermanna Nowacka.

Ofiara konieczna


Wśród informacji dostępnych w sieci, często napotkamy te, które mówią o bezużyteczności powstałego lotniska. Przez lata istniało błędne przekonanie, że wystartował z niego tylko jeden samolot – ten, którym ewakuował się z miasta Karl Hanke. Nic bardziej mylnego.

Notatki 6 Floty Powietrznej Luftwaffe wyraźnie wskazują, że po zajęciu Gądowa Małego, lądowisko na ulicy Kaiserstrasse było często używane. Codziennie dostarczano kilkadziesiąt ton zaopatrzenia – tłumaczy dr. hab. Tomasz Głowiński. Jestem w posiadaniu zdjęcia z 1946 roku, gdzie widać wrak Ju-52 na tle mostu Grunwaldzkiego – dodaje.

Historia zapomniana

Po wojnie Breslau dostało się w polskie posiadanie, tak jak reszta Ziem Odzyskanych. Polacy włożyli tytaniczny wysiłek w odbudowę Wrocławia, o którym można śmiało powiedzieć, że był jednym z najbardziej zrujnowanych miast II wojny światowej. Po lotnisku na Kaiserstrasse nie ma już śladu; jedynie pusta przestrzeń między mostem Grunwaldzkim, a Szczytnickim sugeruje o jego istnieniu.  Jadąc samochodem, autobusem, czy tramwajem, robiąc zakupy czy spiesząc na uczelnię – pamiętajmy o historii miejsca, w którym przecięły się losy wielu narodów.

 


Autor: Wojciech Kosek