Sri Lanka – kraina zniszczona ciągnącą się od dziesiątek lat wojną domową, ogarnięta biedą i w pewien sposób odcięta od świata. Przeciętny mieszkaniec wyspy nigdy jej nie opuści, a może nawet nigdy nie zwiedzi swojego własnego kraju. Jak to możliwe, że choć nazywają ją „Łzą na oceanie”, jej mieszkańcy to ludzie ciągle uśmiechnięci? Może to magia niesamowitego, aromatycznego jedzenia, które Lankijczycy potrafią wyczarować? – pisze podróżnik Kamil Kuchta.

Kolory i zapachy

Zwiedzając duże cejlońskie miasta nie da się przegapić wielkich targowisk. Gdy przechadzasz się między stoiskami twoje zmysły szaleją. Dziesiątki świeżych przypraw rozsiewają niesamowitą woń. Kurkuma, kolendra, cynamon, kumin, szafran – można by wymieniać w nieskończoność.

Ciężko też nie wpaść w zachwyt na widok tysięcy owoców; ciągle dojrzałych, ogromnych i tak kolorowych, że mienią się w oczach. Często przy dworcach autobusowych kramy z owocami otwarte są przez całą noc, co umila nie jedną podróż.

A wszystko to jest sprzedawane za grosze. Tak więc nikogo nie powinno dziwić, że potrawy przyrządzane przez Lankijczyków są tak wyborne.

Nie dla turysty

„Najostrzejsza kuchnia świata” – takimi nagłówkami raczą nas podróżnicze blogi i strony internetowe. Jednak od razu po przyjeździe możecie czuć się oszukani. Wejdziecie do pierwszej lepszej knajpy, a tam zaserwują wam jedzenie zaledwie lekko pikantne. Czyżby blogerzy-podróżnicy kłamali?

Nie. To nie wina blogów ani przewodników, ale waszej bladej skóry. Miejscowi znając upodobania Europejczyków podają nam łagodniejsze potrawy. Dlatego też, żeby zjeść prawdziwy lankijski posiłek należy udać się tam, gdzie turystów nie ma. A wtedy, gwarantuję, wasze potrawy będą tak ostre, że polubicie herbatę z mlekiem. Woda tylko pogorszą sprawę.

Kraina foliówek

Z jakiegoś powodu mieszkańcy Cejlonu upodobali sobie plastikowe woreczki. Pakują w nie wszystkie przedmioty, niezależnie od wielkości czy przeznaczenia. Nawet spinkę do włosów, czy pudełko zapałek, sprzedawca zapakuje wam w mały woreczek. A te potem fru po ulicy. Niestety.

Ale to nie wszystko. Ofoliowywać Lankijczycy lubią także talerze w restauracjach. Dlaczego? Mniej kłopotu ze zmywaniem? Nie, to zwyczajnie bardziej higieniczne. W ten sposób talerz rzadziej spotyka się ze szkodliwą lankijską wodą.

I choć z naszego punktu widzenia to dziwne, to tak naprawdę jest zdrowiej. Zresztą o wyglądzie talerza szybko się zapomina, gdy zapełnia się on pysznościami.

Kartkóweczki

Czasem jednak nasze jedzenie nie zostanie zapakowane w foliówkę. Biedniejsi uliczni sprzedawcy znaleźli alternatywę. Pakują przekąski w… kartkówki swoich dzieci. Kartkówki, stare gazety, kartki z zeszytów. Porządnie złożone stanowią idealny odpowiednik plastikowej torebki.

To bardzo ciekawy zwyczaj i gratka dla poszukiwaczy oryginalnych pamiątek. Bo każdy smakołyk niesie ze sobą jakąś historię. Dlatego będąc na Cejlonie ciężko odmówić sobie tych smażonych na głębokim oleju krewetek, krabów czy nawet zwykłych ziemniaczków.

Łza na talerzu

Sekret Lankijskiego jedzenia leży w prostocie. To potrawy, które nie wymagają zbyt wielu składników, ale ciężko stworzyć je bez świeżych lankijskich przypraw. To właśnie ich różnorodność sprawia, że każde danie na Sri Lance smakuje tak wyjątkowo. Poniżej prezentujemy pięć najpopularniejszych dań z lankijskiego jadłospisu.

1. Rice & curry – najpopularniejsza i najbardziej zróżnicowana lankijska potrawa. Ku zaskoczeniu każdego Europejczyka nie mająca nic wspólnego ze znaną nam doskonale przyprawa o tej samej nazwie.

Curry to nazwa każdego dodatku serwowanego z ryżem – curry z buraków, ziemniaków, soczewicy, papryczek czy kurczaka. To właśnie mnogość dodatków sprawia, ze rice and curry w każdym miejscu będzie smakowało inaczej.

Składa się zwykle z porcji ryżu z czterema lub pięcioma rodzajami dodatków, do własnoręcznego wymieszania na talerzu. Jedzone przez mieszkańców wyspy na śniadania i obiady, oczywiście palcami w towarzystwie słodkiej herbaty z mlekiem.

2. Fried rice – smażony ryż możemy zjeść w kilku wersjach – zwykły, z jajkiem, z kurczakiem lub z rybą. I o ile dodatek jajka niewątpliwie dodaje walorów smakowych, to zamówienie chicken fried rice może wszystkich mięsożerców dalece rozczarować – kurczak podwajający cenę potrawy okazuje się być posiekanym kawałkiem mięsa z niewielkiej pałki z kurczaka.

Przy lankijskich ogromnych porcjach mięsa zwyczajnie nie czuć. Rozczarowujące? Niekoniecznie. Pikantny, aromatyczny ryż smażony z niewielką ilością warzyw okazuje się być wysoce uzależniający w swojej podstawowej wersji. Odważni potrawę mogą wzbogacić serwowaną razem z nią pastą z chili, oczywiście pamiętając, że to jedna z najostrzejszych kuchni świata!

3. Noodles – potrawa, którą odwiedzając Sri Lankę, zjecie pewnie jako pierwszą. Dostępna wszędzie, o każdej porze i mocno kojarząca się z kuchnią azjatycką i naszym europejskim chińczykiem z pudełka. I zasadniczo tak jest, smak nie zaskakuje, jest dobry, wręcz bardzo, ale mocno znany. Z pewnością nie jest to flagowe danie Sri Lanki, ale zjeść warto, bo to zwyczajnie… smaczne!

Godne polecenia jest seafood noodles jedzone koniecznie w nadbrzeżnych miejscowościach, możliwość spróbowania świeżych owoców morza, ale nadal w wersji lokalnej, bez konieczności udawania się do restauracji dla białych.

4. Roti – lokalne smażone placki, z wyglądu podobne do naleśników, robione z mąki, wody, tłuszczu i soli, o lekko gumowej konsystencji. Sprzedawane w dziesiątkach smaków i kombinacji – od zwykłych placków bez nadzienia, przez te z jajkiem i warzywami, po wypełnione po brzegi farszem z ziemniaków i warzyw, a także na słodko. Te ostatnie mogą stać się wybawieniem dla wszystkich stęsknionych za słodkościami, które nie są popularne na wyspie. I mimo że nigdzie nie widać lokalnych jedzących roti z bananami i czekoladą, to czasem miło wrócić do europejskich nawyków i z radością kupić właśnie taką ich wersję. Robioną, z braku popytu, na zamówienie – lankijskie dzieci od słodyczy wolą chili.

5. Kottu – kiedy trafia się do lokalnej restauracji wieczorem, kiedy rice and curry nie jest już serwowane, do wyboru pozostaje zwykle fried rice oraz właśnie kottu. Potrawa przygotowywana na rozgrzanej blasze z posiekanych na kawałki roti smażonych z czosnkiem, przyprawami, warzywami i opcjonalnie – jajkiem lub kurczakiem. Jej przygotowaniu towarzyszy charakterystyczny dźwięk wydawany przez blaszki, którymi kucharz z niesamowitą prędkością sieka i rozdziela smażące się składniki.

 

Autor | Kamil Kuchta

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMcDonald’s w zachodniej odsłonie
Następny artykułWigilia wielu nacji
Nigdy nie był typem samotnika. Lubi zarówno słuchać, jak i opowiadać. Od kilku lat zafascynowany podróżami, zbiera ciekawe historie od innych. Lubi dzielić się nimi pisząc teksty, czy opowiadając o nich w radiu. Prowadzi audycję Backpacker Cave w Uniradiu, oraz pisze dla Nowego Dziennikarstwa i dla portalu miejscawewrocławiu.pl