Liverpool z szóstym tytułem Ligi Mistrzów w historii. Piłkarze Jurgena Kloppa pokonali w finale Tottenham 2:0. Bramki dla The Reds zdobyli Mohamed Salah oraz Divock Origi. 

Finał Ligi Mistrzów to prawdziwe święto nie tylko europejskiego, ale i światowego futbolu. Z tego powodu nie mogło zabraknąć specjalnej ceremonii otwarcia meczu oraz hymnu Ligi Mistrzów w wyjątkowej akustycznej aranżacji. Po szczęśliwym otwarciu, nadszedł też moment powagi. Kibice oraz piłkarze zgromadzeni na Wanda Metropolitano uczcili minutą braw Jose Antionio Reyesa, który tego samego dnia zginął w wypadku samochodowym.

Później na plac gry wyszli już zawodnicy oby zespołów, którzy już w pierwszej minucie dostarczyli fanom ogromnych emocji. W polu karnym z piłką znalazł się Sadio Mane, którego pilnował Moussa Sissoko. Francuz stojąc obok skrzydłowego Liverpoolu wystawił rękę, w celu pokazania kolegom jak mają się ustawić. Szybko wykorzystał to Mane, który kopnął piłkę w wprost w ramię Sissoko, za co sędzia natychmiastowo podyktował rzut karny. Do wykonania jedenastki podszedł Mohamed Salah. Egipcjanin nie uderzył zbyt dobrze, ale wystarczająco mocno, aby pokonać Hugo Llorisa.

Taki wynik na początku spotkania był dla Liverpoolu idealny. Zawodnicy Jurgena Kloppa mądrze ustawiali się w obronie i co jakiś czas wychodzili z szybkimi kontratakami. Po jednym z nich Llorisa zza pola karnego postraszył Trent Alexander-Arnold, ale jego silne uderzenie przeszło obok prawego słupka.

O grze Tottenhamu trudno powiedzieć coś dobrego. Londyńczycy potrafili podejść pod pole karne rywala, ale wtedy ich pomysł na rozegranie akcji się kończył – zagrywali albo niecelnie albo oddawali strzał wysoko ponad bramką. Kibice Kogutów z pewnością odetchnęli kiedy sędzia Damir Skomina zagwizdał na przerwę. W tym momencie jedynie wskazówki Mauricio Pochettino mogły uratować Spurs.

Po zmianie stron obraz gry wciąż wyglądał podobnie. Początkowo jeszcze Tottenham próbował zaatakować, ale po kilku minutach Liverpool wybił rozpędzonych londyńczyków z rytmu. The Reds próbowało przez pewien czas zagrywać górne piłki na szybkich Salaha i wprowadzonego Divocka Origiego, ale nie przynosiło to korzyści.

Blisko zamknięcia meczu w 69. minucie był James Milner, który chwilę wcześniej wszedł w miejsce Georginio Wijnalduma. Anglik znalazł się z piłką na wysokości 16. metra, ale uderzył minimalnie niecelnie. Gdyby futbolówka zatrzepotała w bramce Tottenham raczej by się już nie podniósł.

Na kwadrans przed zakończeniem regulaminowego czasu gry sprawy w swoje ręce, a raczej nogi próbował wziąć Heung-Min Son. Rozpędzonego Koreańczyka w ostatniej chwili zatrzymał jednak nikt jak Virgil van Dijk, czyli najlepszy zawodnik Premier League. Niecałe dziesięć minut później w polu karnym padł Danny Rose. Arbiter nie podyktował jednak rzutu karnego, ponieważ faul Milnera był poza szesnastką. Mimo to Allison został zmuszony do interwencji, bowiem z rzutu wolnego bliski wyrównania był Christian Eriksen.

Tak jak bliski wyrównania był Eriksen, tak w stu procentach skuteczny był ten, który dał finał The RedsOrigi. Belg najlepiej ze wszystkich zawodników odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym i kiedy piłka już trafiła pod jego nogi nie zawahał się uderzyć na bramkę. Lloris nie miał w tej sytuacji żadnych szans. Strzał był silny, płaski i kompletnie poza zasięgiem rąk Francuza.

Zawodnicy Mauricio Pochettino nie byli w stanie odpowiedzieć. Z końcowym gwizdkiem sędziego w szał radości wpadli piłkarze Liverpoolu, ławka rezerwowych The Reds oraz ich fani. Szóste trofeum Ligi Mistrzów dla Liverpoolu stało się faktem.


Tottenham – Liverpool 0:2 (0:1)
0:1 Mohamed Salah 2′
0:2 Divock Origi 87′

Tottenham: Lloris – Trippier, Alderweireld, Vertonghem, Rose – Sissoko, Winks (66′ Moura) – Alli (82′ Llorente), Eriksen, Son – Kane.

Liverpool: Allison – Alexander-Arnold, Matip, van Dijk, Robertson – Henderson, Fabinho, Wijnaldum (62′ Milner) – Salah, Firmino (58′ Origi), Mane (Gomez 90′).


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: instagram.com