Biszkoptowa podstawa – jej skóra.

Malinowy sos – jej suknia.

Owoc maliny – jej usta.

Zapach malin – esencja Prady na jej szyi.

Czekoladowa polewa – jej paznokcie.

Nakładała na siebie sporą warstwę fikcji. Tak samo grubą, jaka od lat przykrywała jej małżeństwo. Dzisiaj Linda idzie na bankiet. Poudaje dobrą żonę. Spojrzy w oczy wszystkim kochankom swojego wybranka. Ale dzisiaj będzie to ostatni raz, kiedy będzie bolało. Dzisiaj Linda jest malinowym ciastem. Kto zechce się poczęstować?

Słyszy wołanie Teda. Przygotował swój samochód bardzo starannie. Linda wzdycha ciężko i ostatni raz spogląda na swoją słodką twarz w lustrze. Rozciera szminkę na ustach. Wychodzi z domu. Ciasto jest już prawie gotowe, by podbić serca wszystkich, stać się ulubionym przysmakiem. Nigdy jednak nie było ulubionym przysmakiem Teda. Jednak dziś – doprawione, aromatycznie wzmocnione miało być daniem, które zapamięta na zawsze.

Zajmuje miejsce pasażera.

–  Cudownie dzisiaj wyglądasz, skarbie – słyszy pierwszą pochwałę

–  Chcę, żebyś był ze mnie dumny – uśmiecha się, odwracając wzrok w kierunku bocznej szyby

To był pierwszy komplement od dawna. Pierwszy, który wypłynął z ust tego drania – jak myślała o nim. Tego nieludzkiego gada o kamiennym sercu.

Już tam jest. Wybranek wprowadza ją do sali pełnej nadętych bufonów, rekinów biznesu, korpo – napaleńców, bzykających się ze sobą nawzajem jak dzikie króliki. W powietrzu unosi się niewiarygodne stężenie fałszywych uśmiechów i nieszczerych komplementów padających od kobiet dla kobiet.

Kiedyś Linda godziła się na to. Kiedyś uciekała do łazienki, płacząc. Kiedyś zastała tam Teda z asystentką księgowej. Kiedyś była źle doprawionym ciastem. Ciastem, po którym wymiotował Ted i wszyscy wokół. Ciastem starym, noszącym ślady pleśni, zwłaszcza w okolicach serca.

Godziła się na to.

Zajmuje miejsce przy stoliku wraz z przyjaciółmi jej męża. Współpracownicy polewają każdemu Jim Beama, a ich żony rechoczą wniebogłosy. Każda z panien włożyła dziś wiele starań, by stać się chodzącym kuferkiem pełnym biżuterii. Każda lśni bardzo jasno, jednak Linda czuje, że dziś to ona błyszczy najbardziej.

–  Fenomenalnie dzisiaj wyglądasz, a jakie cudowne perfumy… – zachwyca się siedząca obok Lindy Jenna, żona specjalisty od marketingu

–  Linda! Może szklaneczkę whiskey? Chociaż wy kobiety pewnie wolicie wino. – krzyczy wstawiony już Gruby George

–  Silne kobiety piją whiskey…Poproszę. – mówi zalotnym głosem Linda i posyła George’owi seksowny uśmiech, choć w głębi duszy czuje obrzydzenie

Ted zdaje się zachowywać tak jak zwykle, jednak coś zaczęło go uwierać. Zazdrość. Linda uśmiecha się do siebie triumfalnie. Zarzuca na swojego niewiernego męża pułapkę. Wystarczyło zdobyć adorację wszystkich mężczyzn, którzy zawsze ją wyśmiewali, aby poczuć dłoń Teda, gładzącego pod stołem jej udo.

Wszyscy ze smakiem zajadają wystawną pieczeń. Zachłanne prosiaki wpychają w siebie kilogramy mięsa, wydając odgłosy podobne do tych, które wydają czaple siwe.

Pijany Ted obejmuje Lindę w pasie, odciskając na jej szyi swoje brudne od sosu usta. Po obiedzie przychodzi ochota na deser, a malinowe ciasto jest tak blisko. Ted pragnie je zjeść, zanim rzucą się na nie inni. Czuje się zagrożony. Pierwszy raz w życiu czuje, że nowa wersja wypieku, który zawsze zwracał do toalety, którego kawałki rozrzucał po pokoju może mu smakować.

–  Jesteś taka wspaniała…Taka piękna. Nie mogę przestać na ciebie patrzeć. – mruczy do ucha swojej żony

–  Chciałbyś się mną poczęstować? – szepcze Linda, głaszcząc go po włosach

–  Chciałbym zjeść cię całą.

Ted nie szczędzi okazywania miłości. Na oczach wszystkich całuje złotowłosą Lindę, wędrując przez policzki aż do obojczyków. Ona tylko kątem oka dostrzega Amy. Patrzy się na nich, gorąca ze złości. Dzisiaj nie wyląduje z nim w toalecie.

Ted zaplątał się w sieć swojej wybranki, która po raz pierwszy w życiu była od niego wyższa i to nie przez niebotycznie wysokie buty. Jest zdany na nią. Kiedyś Linda oddałaby za to wszystko. Oddałaby wszystko za miłość Teda. Ale to nie jest miłość, to jest łakomstwo. Zwykłe pragnienie obżerania się do upadłości.

Na jej słowa Chodź na zewnątrz zerwał się na równe nogi, nawet nie zakładając swojego płaszcza. Kica za nią, jak posłuszny zwierzak. Wychodzą przez ganek i trafiają na rozłożystą, czarną jak smoła trawę. Kilka drzew rośnie nieopodal.

Ted jęczy pod nosem, wypowiadając kilka banałów, mających na celu wyrażenie podziwu dla urody swojej żony.

Linda czuje, jak obcasy wbijają jej się w ziemię. Ściąga obuwie.

Przyciska Teda do pnia i całuje namiętnie. Rozrywa koszulę. Dotyka torsu.

On prawie połyka jej wargi, wyrywa fragmenty ciała.

Kochasz mnie? – pyta Linda

Konsumuje ją, pożera. Ślina aż wycieka mu przez kąciki ust.

Tak. – odpowiada

Jest smacznym ciastem, które smakowało mężowi.

Szaleje.

Je coraz szybciej.

Prawie zostały już tylko okruszki.

Prawie wylizał już cały talerz.

Mogli być nieskończeni.

Ale Linda wie, że kłamstwo nie jest nieskończone. A winni ponoszą karę.

Ted jęczy z bólu. Nie do końca rozumie, co się z nim dzieje. Upada na ziemię i dotyka karku. Trafia na nożyk wbity w jego środek. Ogarnia go szok.

Oto on ma w oczach strach. Ona – zwycięstwo.

W końcu pada na ziemię, kwiląc i błagając o pomoc.

Zabawa jest za głośna. Nikt nie może usłyszeć.

Jeszcze raz spogląda błagalnie na swoją żonę.

Przykro mi, ale malinowe ciasto było zatrute. Obżarstwo to piąty grzech główny. – mówi tylko i odchodzi.

Dzisiaj Linda nie płacze w toalecie. Dzisiaj jest dobrze doprawionym ciastem.

Dzisiaj Linda się nie godzi.

Autor | Natalia Kubala

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPOLECENIA TYGODNIA
Następny artykuł10 książek kulinarnych [RANKING]
Na co dzień mieszkam we Wrocławiu, choć pochodzę z Jeleniej Góry. Interesuję się głównie niewyjaśnionymi zjawiskami, tajemnicami świata, zbrodniami, parapsychologią i zjawiskami paranormalnymi. W wolnym czasie lubię też pisać rozmaite formy literackie, zwiedzam zakątki świata, robię zdjęcia i montuję wideo. Nie jestem typem sportowca, więc relaksuję się najczęściej grając w Sims, albo Fifę, rozwiązując krzyżówki, oglądając filmy, seriale a nawet kreskówki i spaceruję. Ciężko przeżyć mi dzień bez wyjścia z domu :)