Marcin Wójcik: Gorszą mnie księża, którzy co miesiąc zmieniają partnera, a jednocześnie z ambon rugają ludzi, że w piątek jedzą mięso

Z Marcinem Wójcikiem, autorem książki „Celibat”, o tym, czym tak naprawdę celibat jest i jak interpretują go polscy duchowni – rozmawia Mariusz Bartodziej.

*

Marcin Wójcik – urodzony w 1981 roku w Rabce-Zdroju, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz Polskiej Szkoły Reportażu w Warszawie. Przez siedem lat w tygodniku „Gość Niedzielny”, obecnie reporter „Dużego Formatu”, magazynu reporterskiego „Gazety Wyborczej”. Autor książek „W rodzinie ojca mego” (Czarne, 2015) i „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu” (Agora, 2017).


Mariusz Bartodziej: „Bo celibat nie dotyczy – mówiąc obrazowo – przyrodzenia, lecz serca” – tak mówi jeden z pana rozmówców, wujek Rajek. Na ile powszechne jest to przekonanie ogólnie wśród ludzi, a na ile wśród grupy, której celibat bezpośrednio dotyczy, czyli duchowieństwa?

MARCIN WÓJCIK: – Myślę, że zarówno księża, jak i świeccy kojarzą celibat głównie z wyrzeczeniem się stosunków seksualnych oraz z bezżeństwem. Choć nie jest to regułą, bo poznałem księży, którzy mówią, że celibat jest wyłącznie bezżeństwem. Właśnie takie rozumowanie prowadzi do przekonania, że stosunki seksualne nie łamią celibatu. Co oczywiście – w świetle wytycznych watykańskich – nie jest prawdą.

W książce jest historia księdza homoseksualisty, który umawiał się na szybki seks z mężczyznami. Nigdy nie zachowywał ich numeru telefonu, bo się bał zakochania. Z seminarium wyniósł, że celibat to niepodzielne serce, oddane tylko Chrystusowi. Gdyby się zakochał, to złamałby celibat. Taką sobie konstrukcję stworzył.

Większość bohaterów książki podkreśla, że najtrudniejsza w życiu w celibacie jest samotność, niemożność nawiązania bliskich relacji, a nie erotyczne wyrzeczenia. Zdawał pan sobie z tego sprawę przed rozpoczęciem pracy nad tym tematem?

Znam księży nie od dziś – studiowałem teologię, pracowałem przez siedem lat w katolickim tygodniku, nadal przyjaźnię się z duchownymi. Zauważyłem, że ich największe marzenia są bardzo przyziemne. To znaczy chcieliby mieć domek na skraju miasteczka, chcieliby mieć kwiaty w ogrodzie, chcieliby mieć psa i kota, no i kominek w salonie. Ci odważniejsi dodają jeszcze, że w domu musiałby ktoś na nich czekać z obiadem. Więc za tymi domkami, ogródkami, kominkami często kryje się potrzeba bliskości z drugą osobą. To wiedziałem od lat.

Rozmawiał pan przede wszystkim z księżmi i osobami, dla których z celibatem zerwali. Spotkania z kim były trudniejsze?

Mam problem, by uogólnić stopień trudności – czy trudniej z księżmi, czy z ich partnerkami/partnerami. Na pewno niełatwo się rozmawiało z panią Wiesławą, związaną z księdzem Waldemarem Irkiem – byłym rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Trudność polegała na tym, że ksiądz nie żyje, Wiesława go kochała, pozostało dziecko, które pyta, czy tatusiowi dobrze jest w niebie. Wiesława przez ostatnie kilka lat walczyła o spadek po Waldemarze, między innymi o dom i samochód. Chciała zabezpieczyć przyszłość syna. I właściwie ją rozumiem, bo niby dlaczego Staś miałby nie odziedziczyć po ojcu majątku? Waldemar był księdzem, ale był przede wszystkim ojcem Stasia, co potwierdziły badania genetyczne.

To, co zaskoczyło mnie w rozmowach z księżmi, to chęć opowiedzenia swojej niewygodnej historii. Jakby w ten sposób chcieli coś z siebie zrzucić, jakby chcieli się „wyspowiadać”.

Zdradzali panu sytuacje niewyobrażalne dla przeciętnego czytelnika. Że w seminarium trzeba mieć pozwolenie nawet na zakup precla, a aluzje seksualne są na porządku dziennym. Albo że zakochanym księżom proponowane jest życie z ukochaną osobą w tajemnicy bądź opłacanie alimentów. Co pan czuł i myślał, słuchając tych historii?

Zupełnie nie gorszy mnie ksiądz, który ma partnerkę, urodziło się dziecko, on się nimi opiekuje. Nie gorszy mnie ksiądz homoseksualista, który ma stałego partnera, żyją jak rodzina. Gorszą mnie księża, którzy co miesiąc zmieniają partnera, a jednocześnie z ambon rugają ludzi, że w piątek jedzą mięso, a w niedzielę oglądają TVN. To się chyba nazywa hipokryzja.

>>> Recenzję książki „Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu” przeczytacie tutaj.

Pana książka to więc nie tylko historia o celibacie, ale i o tej mroczniejszej stronie Kościoła. „Ja się martwię, czy przez ręce moich wyświęconych kolegów opłatek przeistacza się w ciało” – wyznaje Patryk, wyrzucony z seminarium, ponieważ bez dowodów oskarżył znajomego z seminarium o próbę gwałtu. Z takim zamierzeniem ją pan napisał?

Nie wiem czy miałem jakiś cel. Miałem potrzebę opisania zamkniętego świata. Jak napisał Cezary Nazarewicz na okładce mojej książki: „Marcin Wójcik zabiera nas w podróż w najodleglejsze zakątki Kościoła, tam, gdzie dotąd nie było zbyt wielu reporterów – za drzwi sypialni probostw, bramy seminariów, furty klasztorów. Udało mu się opisać świat, który jest tuż obok nas, a jednak zupełnie nieznany. Bezwzględny i buzujący namiętnościami”. Uważam, że rolą reportera jest opisywanie rzeczywistości, więc ją opisałem. Reporter nie musi w tym mieć jakiegoś większego celu.

Celibat to dla księży m.in.: „Sprytny pomysł Kościoła”, „Trzymanie małego na wodzy”, i „Upodobnienie się do Chrystusa”. Czym po napisaniu książki stał się dla pana?

Wewnątrzkościelnym przepisem, który duchowni interpretują, jak chcą.

Z jakim odbiorem przez Kościół spotkał się pana zbiór reportaży i czy w ogóle czegoś pan oczekiwał?

Pojawiło się kilka recenzji z tak zwanego środowiska kościelnego i, ku mojemu zaskoczeniu, były całkiem pozytywne. Oczywiście Kościół jako taki milczy, ale też nie spodziewałem się, że rozpocznie dyskusję. Kościół w Polsce ma taką taktykę, że nie wypowiada się na niewygodne dla siebie tematy. Tak jak długo się nie wypowiadał na temat pedofilii, a jak już się wypowiedział, to był wstyd na cały świat. Mam na myśli słowa pewnego arcybiskupa, który dał do zrozumienia, że dzieci i ich rodziny są współwinne temu, że księża je molestują.

Już po wydaniu książki otrzymałem mnóstwo listów od czytelników. Piszą do mnie byli seminarzyści, byli księża, porzucone partnerki księży i te, które nadal z nimi są. To, co dominuje w listach, to przekonanie, że celibat stał się, albo zawsze był, drogą dla nielicznych.

 


Rozmawiał: Mariusz Bartodziej
Zdjęcie: materiały prasowe / Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta