Na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni spotkały się dwie najlepsze drużyny poprzedniego sezonu. Wicemistrz z Trójmiasta chciał się zrewanżować za finał i jako pierwszy zespół od niemal dwóch lat pokonać Panthers. Wrocławianie pokazali jednak siłę i pewnie zwyciężyli na obcym terenie.

Mecz wykopem rozpoczęli gdynianie, więc piłkę w posiadaniu miały pantery. Od razu Tim Morovick pokazał to, w czym jest najlepszy: zdobył biegiem 25 jardów. Jego rushing-yards znów były kluczowe dla wygranej gości. Już w czwartej próbie przy 1&down quarterback przyjezdnych uruchomił swoją drugą najlepszą broń: Tomasza Dziedzica. Skrzydłowy dostał długie podanie od Morovicka, zdołał je przyjąć i wbiegł w pole punktowe. Dziedzic na swoim koncie dopisał kolejny touchdown, a Panthers prowadzili 7:0 (każde podwyższenie w meczu było udane).

Jeszcze przed końcem pierwszej kwarty wrocławianie podwyższyli prowadzenie. Przy 4&d mistrzowie Polski mieli jeden jard do pokonania, zdecydowali się więc na próbę przepchnięcia. Obrona Seahawks była przekonana, że przeciwnicy spróbują pchać piłkę środkiem. Morovick oszukał wszystkich i sam przebiegł 55 jardów. Kolejne TD i wynik gospodarzom uciekał.

Druga kwarta była bardzo krótka. Gdynianie zdołali zdobyć przyłożenie i odrobili część strat. Na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 14:7 i wynik ciągle pozostawał kwestią otwartą.

Dominacja drapieżników

Druga połowa rozpoczęła się ostrą walką i niesportowymi zagraniami. Obie strony co chwilę dostawały kary po kolejnych przewinieniach. Futbolówka przechodziła z jednej strony na drugą i żadna drużyna nie potrafiła przechylić szali na swoją stronę. Przełamanie nastąpiła dopiero w 8. minucie kwarty. Przy 1&d Morovick przebiegł sam 45 jardów, został powalony 4 jardy przed end-zone. Na boisku wylądowała jednak żółta flaga. Sędziowie orzekli dwie kary: jedną dla Seahawks za atak na ręce, co skutkowało przyłożeniem, drugą dla Panthers za niesportowe zachowanie. Na tablicy pojawił się wynik 21:7 i wydawało się, że emocji juz nie będzie.

Czwartą kwartę goście rozpoczęli mocnym uderzeniem. Jeszcze w ostatnich sekundach trzeciej kwarty przyjezdni  zdołali zdobyć 40 jardów i znaleźli się ledwie 5 jardów przed strefą punktową gospodarzy. Po wznowieniu gry po przerwie w drugiej próbie Morovick odnalazł w end-zone Wiktora Ziębę. Młody wide receiver zdobył kolejny touchdown, a wrocławianie prowadzili już 28:7.

Wynik meczu był już rozstrzygnięty i obie drużyny przeprowadziły dużą liczbę zmian. Na murawie oglądaliśmy już tylko rezerwowych. Gdynianom udało się jeszcze zdobyć przyłożenie. Nic to jednak już nie dało gospodarzom. Spotkanie zakończyło się rezultatem 28:14. Panthers Wrocław pozostają więc niepokonani, a Jastrzębie muszą pogodzić się z pierwszą porażką. Wrocławian teraz czeka przerwa. Dopiero za dwa tygodnie wyjadą oni do Małopolski, by powalczyć o kolejne punkty z Kraków Kings.


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcie: Łukasz Skwiot