Każdy człowiek ma jakieś marzenie. Jedni chcą sławy i sukcesów, inni po prostu spokojnego życia. Większość naszych pragnień jest nam bliska. Znajdująca się na wyciągnięcie ręki. Są jednak ludzie, śniący o rzeczach, które na pierwszy rzut oka zdają się być nieosiągalne, albo wręcz głupie. I to właśnie o jednym z takich nierealnych snów opowiada książka pt. Marzyciel.

Wydawało się to oczywiście niemożliwe. Ale czy kiedykolwiek powstrzymało to jakiegoś marzyciela?

Daleko, w samym centrum pustyni, znajduje się Niewidoczne Miasto. Nikt nigdy nie naniósł go na mapę, a jego położenie okryte było tajemnicą. Zasadniczo niewiele było o nim wiadome. Poza tym, że było piękne, pełne kobiet, o włosach tak długich, że ciągnęły się za nimi po ziemi, czy potężnych niepokonanych wojowników. I wszyscy ci niezwykli mieszkańcy tego strzeżonego przez anioły miejsca byli również nieśmiertelni, dzięki różowej krwi svegatorów. Wspaniali. Szczęśliwi. Pewnego dnia jednak coś się stało. Karawany, które do tej pory zajmowały się handlem ze światem poza pustynią nagle przestały napływać. Z dnia na dzień. Jakby spotkała je jakaś tragedia. I kiedy już, po wielu latach, jego istnienie zaczęło być zaliczane do miejskich legend i bajek dla dzieci, coś się stało. Jego nazwa zniknęła, a w jej miejsce pojawił się jedynie Szloch.

Lazlo Strange był sierotą. Wychowali go surowi mnisi, którzy bardzo chcieli, żeby wyszedł na ludzi. Nigdy nie udało im się jednak wyplenić jednej jego złej cechy. Lazlo był marzycielem. I to nie byle jakim. Marzycielem, który miał w swoim życiu jeden cel. Chciał odkryć tajemnicę Szlochu.

Miał marzenie, które go prowadziło i nigdy nie opuszczało, stało się częścią jego tożsamości niczym druga dusza pod skórą.

Marzyciel jest powieścią napisaną przez Laini Taylor, wydaną w 2018 roku, a co za tym idzie jest to bardzo świeży tytuł. Rozpoczyna on serię nazwaną Strange the Dreamer. Drugi tom nadal nie został przetłumaczony i jako osoba, która bardzo lubi Marzyciela szczerze polecam na niego poczekać, zanim postanowi się zacząć tę serię. Szczególnie, że zakończenie pierwszego to tak zwany cliff hanger, a Muza koszmarów na polskim rynku ma pojawić się już w marcu bieżącego roku.

Co to jest horyzont? – zapytał Lazlo z kamienną miną. – Coś jak koniec półek z książkami?

Świeżość tego tytułu to nie tylko rok wydania. Wyróżnia on się bowiem na tle innych młodzieżowych powieści fantastycznych językiem i samą koncepcją. Przede wszystkim jest to książka, która bardzo powoli buduje wielobarwny świat bohaterów. Autorka dosłownie maluje wszystkie iglice, dzwony, pomału nakreśla wygląd zwierząt i od samego początku nieśpiesznie odkrywa przez nami tajemnice wykreowanego przez siebie świata. Cała ta książka przypomina bardziej kolorowy sen, aniżeli zwykłą fantastykę. Akcja prowadzona jest bez zbędnego pośpiechu, momentami zdawać by się mogło, że wręcz ukryta jest gdzieś w tle. Dlatego, że to, co się naprawdę liczy to nie same wydarzenia, ale sposób w jaki Lazlo widzi świat. Jego marzenia, troski i opowieści, które snuje przez całe swoje życie.

Myślę, że jesteś baśnią. Myślę, że jesteś magiczna, odważna i wyjątkowa. I… mam nadzieję, że pozwolisz mi być częścią swojej opowieści.

Co za tym idzie, nie jest to powieść dla każdego. Miłośników wartkiej akcji, walk, wojen i wydarzeń zmieniających się jak w kalejdoskopie odstraszyć mogą długie, szczegółowe opisy. Dopiero ostatnie 2-3 rozdziały znacznie przyśpieszają, tylko po to, żeby całość zakończyć w najmniej oczekiwanym momencie. Mimo tego osobiście uważam, że warto sięgnąć do tego tytułu i najwyraźniej nie jest to tylko moja opinia. Na portalu lubimyczytać.pl Marzyciel został bowiem oceniony na nieco ponad 8 gwiazdek. Co więcej, drugi tom serii Muza Koszmarów zadebiutował na drugim miejscu bestsellerów New York Timesa.


Autor: Marta Ziółkowska
Zdjęcie: Marta Ziółkowska