McDonald’s. Miejsce pracy wielu licealistów i studentów, a także niezwykle popularna alternatywa obiadowa dla barów mlecznych. Czy menu tej międzynarodowej restauracji różni się w zależności od kraju? Różni. Dziś zapraszam na wycieczkę do Niemiec, Austrii i Danii. Będzie regionalnie, choć Mc to przecież korpo wśród gastro – pisze z Berlina Izabella Kmieć.

 

Dojczlandy i kiełbaski

Zbliżam się do berlińskiego McDonald’s i już z daleka czuję znajomy smród zapach. Lokal znajduje się w dzielnicy oddalonej spory kawałek od centrum miasta, więc nie ma tu tłumów i spokojnie przyglądam się menu. Oprócz klasyków w stylu BigMaca, McChickena czy Cheeseburgera (ba, nawet podwójnego!), w stałej ofercie jest również Veggieburger, o którym polscy wegetarianie mogą tylko pomarzyć (szczerze? Nie macie o czym marzyć, ta kanapka jest bardzo przeciętna) oraz McRib (nie, to nie to samo, co Filet-O-Fish).

W ofercie sezonowej znajdziemy mojego faworyta, czyli McFlurry z Oreo i polewą karmelową oraz kompletne rozczarowanie – Nürnburgera. Ta buła z kiełbaskami okazała się totalną wtopą. Cóż, zalanie pozbawionego smaku mięsa musztardą nie zawsze ratuje sytuację… Może to jednak zamierzone zagranie? Po zjedzeniu tego burgera natychmiast miałam ochotę zabić aromat sosu w ustach – najlepiej czymś słodkim z McCafe, np. białą czekoladą na gorąco.

 

Austria – tu jest jakby luksusowo

W Salzburgu wszystko wygląda jak wyjęte z innej dekady, również Mc. Tylko spójrzcie na otoczone liśćmi logo! Wystrój lokalu co prawda jest całkiem przeciętny, ale pracownice zamiast firmowych koszulek, noszą dirndl – tradycyjny strój austriacki. Brakowało mi tylko jodłowania w tle.

Ceny w austriackim McDonald’s okazały się ciut wyższe niż niemieckie, ale cóż, tego się można było spodziewać. W ofercie znajdziemy bezglutenowego Cheeseburgera i klasyczny Apfelstrudel (a także strudel z twarogiem). Jest tu dostępnych również znacznie więcej wegetariańskich opcji, np. McChicken Deluxe Veggie i Tomato Salsa Wrap. No i cóż, w austriackim Mc można zjeść BEZLAKTOZOWE, BEZGLUTENOWE ciasto czekoladowe…

Ale wegetariański i bezglutenowy McDonald’s to dalej McDonald’s – w każdym razie, śmierdzi pachnie tak samo.

 

Lukrecjowa Dania

Wycieczka do kopenhaskiego Mc to dość drogi interes – ceny duńskie do najniższych nie należą. Taniej chyba jednak nigdzie się zjeść nie da. Pytanie tylko – czy warto? Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że w ogóle nie ma po co tam iść. Chyba, że musicie coś zjeść, a w portfelu pozostało ostatnie 10 koron – na Cheesa starczy. Ze wszystkich odwiedzonych przeze mnie lokali, ten był najbardziej zwyczajny i przeciętny. Żadnej egzotyki, ot co.

No, prawie żadnej. Polecam odwiedzenie duńskiego McDonald’s fanom lukrecji. McFlurry z jej dodatkiem oraz z czekoladą Marabou zdaje się być tam smakołykiem… Ja stchórzyłam i nie spróbowałam. Na samą myśl o tym połączeniu jest mi niedobrze… Lukrecji mówię stanowcze NIE. Za to w duńskim Burger Kingu szarpnęłam się na ciastko z nadzieniem waniliowym podawane z lodami, czyli Hot Blondie – o mamo, tego smaku nie da się zapomnieć.

Co kraj, to obyczaj. Opcje regionalne w McDonald’s to naprawdę ciekawa sprawa. Ja czekam zatem na polskiego burgera z kotletem schabowym! I na opcję wegetariańską z plackiem ziemniaczanym. A do placka obowiązkowo śmietana i cukier, ot co. Przecież nie zawsze musi być bezglutenowo i bezlaktozowo.

 

Autor | Izabella Kmieć