„No tak, schodzimy na przerwę przegrywając 10:35. Trzeba nagrodzić naszych futbolistów brawami za dobrą postawę z wrocławskimi hegemonami” – tak zakończył pierwszą połowę spiker Falcons Tychów. Miejscowi futboliści podejmowali Panthers Wrocław w ramach drugiej kolejki Ligi Futbolu Amerykańskiego. Cały mecz zakończył się wynikiem 57:17 dla przyjezdnych.

Pojedynek zaczęli gospodarze. I zaczęli bardzo dobrze! Już w trzeciej próbie akcji przy 4&down kicker Sokołów Krzysztof Richter zdobył trzy punkty wykopem. Był to jednak koniec dobrej passy gospodarzy. Więcej miejscowi już w tym meczu nie prowadzili, a dominować zaczęli faworyci z Dolnego Śląska.

Świetnie mecz zaczął rozgrywający Tim Morovick. Najpierw sam zdobył kilkanaście jardów akcją biegową, następnie posłał długie podanie do Damiana Kwiatkowskiego, który został powstrzymany dopiero 2 jardy przed strefą punktową. Wtedy quarterback wziął znów sprawy w swoje ręce i solową akcją zdobył przyłożenie. Krzysztof Wis podwyższeniem dołożył ekstra punkt i goście prowadzili na 10:3.

Pantery nie tylko świetnie prezentowali się na boisku, ale też na trybunach. Choć mecz był rozgrywany w Tychach, głośniejsi byli fani z Wrocławia. To przez nich rozgrywający miejscowych Terrence Shambry II musiał trzykrotnie w pierwszej kwarcie prosić o przerwę na żądanie, bo koledzy nie słyszeli jego zagrywek. Po wznowieniu gry miejscowi byli zmuszeni przy 4&down szukać kolejnych punktów z piłki kopanej. Kick okazał się jednak nieudany i piłkę mieli znów goście.

Kluczowe okazały się akcje na przełomie pierwszej i drugiej kwarty. Na krótką przerwę Panthers schodzili przy 3&down. Po wznowieniu gry nie udało im się zdobyć ani metra i pozostał im jeszcze jard. Przy 4 próbie Tim Morovick postanowił zaryzykować i zaszarżował sam. Obrońcy zdołali go powstrzymać dopiero w strefie punktowej i do swojego dorobku QB mógł dopisać kolejne TD. Kolejny raz Wis zdobył ekstra punkt i prowadzenie Wrocławia urosło już do 11 punktów.
Słabiej w mecz wszedł bohater pierwszej kolejki, Tomasz Dziedzic, ale w drugiej kwarcie pokazał, na co go stać. Para Morovick – Dziedzic wyrasta na najlepszy ofensywny duet ligi. Do tego kapitalne zawody rozgrywał młody Damian Kwiatkowski, który zdobywał niemal w każdej akcji kolejne metry.

W połowie kwarty rozgrywający wrocławian rzucił na 30 jardów piłkę w end-zone, gdzie czekał na nią Tomek Dziedzic i zdobył kolejne swoje przyłożenie. Wis, jak zwykle, stanął na wysokości zadania i wykopem dołożył punkt. 21:3 i niemal wszelkie nadzieje gospodarzy na korzystny wynik prysły.
Paweł Wojciechowski  sprytnym obiegnięciem zdobył wolną pozycję i dostał piłkę. Złapał futbolówkę i dopisał do swojego dorobku touchdown dla miejscowych. Strata zmniejszyła się do 11 punktów, ale od tego momentu już tylko różnica się powiększała.

Jedna z najładniejszych akcji kolejki wydarzyła się na niecałe dwie minuty przed końcem kwarty. Jej autorami  duet Morovick – Bartosz Dziedzic. Pierwszy, pod presją, rzucił kapitalną piłkę, drugi, podczas wyskoku, jedną ręką chwycił piłkę. Wszystko wydarzył się przy 1&down. Kolejne 1&d to udany chwyt Adama Góralskiego i po dwóch pierwszych próbach Wrocław był 15 jardów od strefy punktowej. Bartek Dziedzic czekał w strefie na podanie od rozgrywającego. Piłka precyzyjnie dostarczona i na tablicy pokazał się wynik 28:10.

Mecz się gospodarzom zawalił. Zaraz po wznowieniu, przy 1&down dla gospodarzy, Krzysztof Wis przejął w obronie piłkę niecelnie zagraną do swojego runningbacka i przebiegł z nią 35 jardów. Formacja ofensywna musiała szybko wracać na murawę. Morovick zaczął się bawić kolejnymi zagrywkami. W kolejnym 1&d posłał 25-jardowe podanie i od kolejnego przyłożenia wrocławian dzieliły ledwie 2 jardy. Tym razem w strefie pokazał się Adrian Gródecki.  Tim zagrał mu krótkie, wysokie podanie na lewą stronę strefy i kolejny TD stał się faktem. 35:10. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą połowę.

W drugiej połowie emocji nie było za wiele. Gra stała się trochę ostrzejsza, na boisku co rusz pojawiały się żółte flagi, a Nicolas Johansen, trener gości dał pograć rezerwom.
Wspominałem już, że Damian Kwiatkowski rozgrywał świetne spotkanie? To trzeba dodać, że zdobył też swoje przyłożenie. Runningback obiegł całą defensywę bokiem, pokonał 25 jardów i zdobył TD. 42:10.
Na 48:10 podwyższył Konrad Starczewski i wtedy sędziowie wprowadzili tzw. „mercy rule”, czyli regułę litości. Polega ona na tym, że sędziowie nie patrzą na zegar i pozwalają, by czas gry płynął ciągle, nawet podczas przerw. Zabawa jednak trwała dalej i Bartek Dziedzic zdobył kolejne dwa punkty z akcji z podwyższenia. 50:10 i koniec trzeciej kwarty.

Czwarta część gry, to jeszcze dwa kolejne przyłożenia. Najpierw ostatnim tchem ofensywa Falcons przepchnęła piłkę za linię end-zone. Wynik 50:17.
Ostatni akcent spotkania, to przyłożenie Adama Góralskiego. Daleka piłka w strefę, gdzie dwóch obrońców kryło wide-recievera. Ten wyskoczył jednak najwyżej i pewnie chwycił wysoko zagraną futbolówkę.

Arbiter chwilę później skończył mecz. Wynik 57:17 to deklasacja. Panthers Wrocław pewnie wygrali drugie spotkanie i w dobrych nastrojach pojadą do Gdyni, by na Narodowym Stadionie Rugby powalczyć o kolejne zwycięstwo z mocnymi Seahawks. Mecz odbędzie się już 8. kwietnia.


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcie: pantherswroclaw.com