Wielu z nas codziennie pokonuje te 112,5 metra historii. Pieszo, samochodem, tramwajem, bez refleksji. A dzieje mostu mającego nie wytrzymać planowanego obciążenia są równie fascynujące, jak on sam oświetlony w nocy – pisze Mariusz Bartodziej.

most-grunwaldzki-noca
Oświetlony w nocy

Współcześnie znamy go jako Most Grunwaldzki. Jednak wśród Wrocławian znajdą się jeszcze osoby, dla których był to Kaiserbrücke – Most Cesarski. Nazwę dedykowano cesarzowi niemieckiemu Wilhelmowi II, który jednak nie pojawił się na jego otwarciu – 10 października 1910 roku, a dopiero 29 listopada na inauguracji Królewskiej Wyższej Szkoły Technicznej  – obecnie gmachu głównego Politechniki Wrocławskiej (planowano ukończyć oba przedsięwzięcia tego samego dnia, lecz prace nad budynkiem uczelni przedłużyły się). Miano Mostu Grunwaldzkiego zyskał po II wojnie światowej.

Budowa w latach 1908-1910
Budowa w latach 1908-1910

Dzieło monumentalne

Nawet chwilowe utrudnienie w ruchu na nim powoduje potężny zastój. Ruch panujący na Moście Grunwaldzkim jest ogromny i permanentny. To kluczowe miejsce w komunikacyjnej topografii miasta i takim miało być w zamierzeniu.

Ruch na moście nie zanika
Ruch na moście nie zanika

Już w końcu XIX w. podjęto plany odciążenia Mostu Lessinga (dziś Pokoju). Kaiserbrücke miał być nie tylko kładką spajającą dwa brzegi Odry. Jego zadaniem było połączenie centrum miasta z terenami coraz liczniej zamieszkałymi, na których powstawały również kolejne obiekty wrocławskich uczelni.

Broszura reklamowa firmy budowlanej
Broszura reklamowa firmy budowlanej

Zarząd Miasta był zgodny co do tego, że powstające dzieło musi być monumentalne. Dlatego nie liczono się z kosztami (ostateczny koszt wyniósł 2 mln 810 tys. marek, przy czym milion przeznaczono na bulwary, nabrzeże oraz dojazdy). Dlatego zdecydowano się na wariant wiszący, mimo że zastosowanie go wcale nie było konieczne. Jednak dzięki temu Most Grunwaldzki jest jedynym wiszącym mostem drogowo-tramwajowym w Polsce.

Tuż po otwarciu, jeszcze z charakterystycznymi wieżami na pylonach
Tuż po otwarciu, jeszcze z charakterystycznymi wieżami na pylonach

Błąd w obliczeniach, samobójstwo architekta

Richard Plüddemann, architekt mostu, radca budowlany we Wrocławiu
Richard Plüddemann, architekt mostu, radca budowlany we Wrocławiu

Nietypowy projekt wywołał wątpliwości co do wytrzymałości obiektu. Najcichsze szepty obaw doprowadziły do powstania legendy. Most miał zawalić się przy najbliższej okazji, a myśl o tym miała być przyczyną samobójstwa.

Młody architekt przepełniony dumą postanowił wykonać ostatnie obliczenia. Wyniki wprawiły go w konsternację. Jego wątpliwości i pragnienie wprowadzenia zmian nie uzyskało poparcia. Nie chcąc być świadkiem śmierci setek osób, odebrał sobie życie.

Trudno doszukiwać się w tej historii choćby cząstki prawdy. Wiadomym jest, że autorem projektu architektonicznego był sędziwy już wtedy Richard Plüddemann. Wprawdzie zmarł na krótko przed otwarciem mostu – 1 lutego 1910 r. – lecz nie z powodu własnej inicjatywy, ale ciężkiej choroby.

Lotnisko przy moście

Niewiele brakowało, a z dzisiejszej chluby miasta niewiele by pozostało. Podczas II wojny światowej większość miasta została zniszczona. Szkód nie uniknął także Most Grunwaldzki. I choć przetrwał liczne naloty, to mógł ulec niezbyt rozsądnemu pomysłowi niemieckich dowódców.

Odbudowa mostu po zniszczeniach wojennych
Odbudowa mostu po zniszczeniach wojennych

Gdy Armia Czerwona zajęła w ostatnim roku wojnu jedyne lotnisko w mieście (zamknięte w 1978 r.) na Gądowie Małym, zapadła decyzja o wybudowaniu kolejnego. Ofiarą wyburzenia padły rozległe tereny pomiędzy dzisiejszymi mostami Grunwaldzkim orazSzczytnickim. W planach było nawet usunięcie pierwszego z nich, lecz pomysłodawcy rozmyślili się lub zwyczajnie zabrakło im czasu.

Teren wyczyszczony pod budowę lotniska
Teren wyczyszczony pod budowę lotniska

Z lotniska wystartował nie więcej niż jeden samolot. Mimo to, z obawy przed stanowieniem zagrożenia, poddano most dekapitacji. Usunięto wieżyczki z pylonów, które już nigdy nie powróciły na swoje miejsce. Dlatego dziś spoglądając w górę pod łukami strzegącymi wejścia na jeden z symboli Wrocławia, możemy sobie tylko wyobrazić, że sięgały one jeszcze wyżej.

Odbudowany we wrześniu 1947 r., skrócony o "głowy"
Odbudowany we wrześniu 1947 r., „skrócony o głowy”

Lot pod Grunwaldem

Historia budowy lotniska to nie jedyna lotnicza przygoda Mostu Grunwaldzkiego. Oprócz legendy dotyczącej samobójstwa architekta, wiąże się z nim również ta o przelocie tuż nad wodą. Wyzwanie miał podjąć na początku lat 50. Stanisław Maksymowicz.

most-grunwaldzki-lot1

Sprawa sprzed ponad 60 lat wciąż nie jest wyjaśniona. Członkowie Klubu Lotników „Loteczka” są w tej kwestii podzieleni. Zdaniem jednych niezauważony przez władze przelot był niemożliwy. Inni sądzą, że z odpowiednimi umiejętnościami taka szansa była. I ci są zgodni do tego, że osobą, która tego dokonała, musiał być Stanisław Maksymowicz.

most-grunwaldzki-lot2

W sprawie motywu tego śmiałego wyczynu ponownie piloci nie są jednogłośni. W opinii części Maksymowicz podjął się zakładu z kolegami i nie omieszkał się go dotrzymać. Pozostali natomiast są przekonani, że przelot miał być wydarzeniem, które na zawsze pozostanie w pamięci ukochanej śmiałka.

Będący przez wiele lat w centrum uwagi Stanisław Maksymowicz do dziś nie wypowiedział się jednoznacznie. Mimo że po takim czasie żadnych konsekwencji by nie poniósł, woli przemilczeć pytanie o swój wyczyn. Jeżeli rzeczywiście tego dokonał, to lepiej nie kusić kolejnych śmiałków.

most-grunwaldzki-lot3


Autor: Mariusz Bartodziej

Zdjęcia: wikipedia.org, pixabay.com, commons.wikimedia.org, fotopolska.eu