Dzień dobry państwu. Nazywam się Patryk Rudnicki i będę państwa przewodnikiem podczas dzisiejszej wycieczki po Muzeum Wirusów Komputerowych. Proszę zatem wygodnie rozsiąść się w fotelach i obserwować jaki los gotowali ludzie ludziom w czasach MS-DOS-a

Muzeum poza kilkoma pracami naukowymi i nagraniami wideo dotyczącymi kwestii wirusów i złośliwego oprogramowania w swoich zbiorach ma przykłady malware’ów z epoki systemu MS-DOS, czyli epoki piksela łupanego. Czym jest ten system? Ano niczym podobnym do tych, które znamy obecnie. MS-DOS to system tekstowy, zatem aby uruchomić w nim jakikolwiek program należało wpisać komendę, która kazała systemowi odpalić konkretny plik, z danej partycji, w danym folderze. Brzmi to jak czarna magia i tak samo wygląda, bo osoby przyzwyczajone do systemów okienkowych stracą mnóstwo czasu, zanim odnajdą się w DOS-ie.

Wśród naszych eksponatów chciałbym wskazać kilka, szczególnie wartych uwagi. Pierwszy będzie wirus o nazwie  CASINO.COM. Wirus ten po uruchomieniu systemu wyświetlał komunikat mówiący o usunięciu z dysku komputera wszystkich danych, którymi dysponuje obecnie twórca wirusa. Aby odzyskać swoje dane, trzeba było wygrać w jednorękiego bandytę, którego uruchamiało się po wciśnięciu dowolnego przycisku na klawiaturze, uruchomić maszynę losującą można było tylko pięć razy. Rozwiązania były trzy – albo odzyskiwało się swoje dane wygrywając, albo można było wylosować symbole, które miały podać numer telefonu do twórcy wirusa lub… po prostu przegrać. Zresztą, drodzy państwo, happy endem cała zabawa kończyła się tylko opcja z wygraną, po wylosowaniu symboli, które mają podać numer do autora ustrojstwa i tak traciło się swoje dane na zawsze, bez podania numeru oczywiście. Co ważne, po wygranej udręka się nie kończyła, ponieważ jeśli wyłączyło się komputer, to wirus atakował ponownie.

Kolejny z naszych eksponatów to  WALKER.COM. Wirus ten sprawiał, że po uruchomieniu systemu po ekranie przechadzał się belfer z wskaźnikiem. Jednocześnie uniemożliwiał on wpisanie jakiejkolwiek komendy, zupełnie blokując możliwość posługiwania się komputerem. Tu twórca nie groził usunięciem danych, nie zmuszał do gry z nim w kotka i myszkę. Po prostu, blokował dane użytkownika.

Ostatni eksponat, który przybliżymy państwu podczas tej pokazowej wizyty to HYMN.COM. Wirus ten umożliwiał kapitalistycznym dzieciakom z zachodu zapoznać się w choć malutkim stopniu z czarem sowieckiej Rosji. Wirus ten sprawiał, że system w momencie uruchomienia wyświetlał okienka z informacją o twórcach wirusa, jednocześnie odgrywając „Międzynarodówkę”. Przedstawiony malware uniemożliwiał korzystanie z komputera.

To tyle, jeśli chodzi o prezentację wybranych przeze mnie wirusów, resztę mogą Państwo odkryć sami, kierując się tutaj. W The Malware Museum zwiedzający mają możliwość bezpiecznie, w emulowanym środowisku odpalić zebrane przykłady wirusów by sprawdzić w jaki sposób działały. Dziękuję tymczasem państwu za uwagę i zapraszam do ponownych odwiedzin.


Autor: Patryk Rudnicki