Tym razem nieco inaczej. Spokojniej. Szanując tradycję związaną z dniem Wielkiego Piątku kilka przykładów na niezłe kawałki, które może nie do tańczenia, ale na pewno do nocnych rozmów, których przecież i tak nie brakuje na każdej imprezie.

Patrząc na pierwsze miejsca list przebojów w tym tygodniu, nie ma tam nic, na czym można by było zawiesić oko, a tym bardziej ucho. Stąd pomysł, żeby tym razem poszukać czegoś innego. W nieco innym klimacie.

Jakiś czas temu w moje ręce wpadła płyta, nieżyjącego już rapera Mac MilleraSwimming. To ostatni – piąty studyjny album amerykańskiego artysty, który ukazał się miesiąc przed jego śmiercią. Cały krążek jest w dość spokojnym klimacie. Miller niejako rozlicza się w nim ze swoich życiowych szans, okazji i sytuacji. Moje serce podbiły przede wszystkim 2009, Dunno, Ladders. Choć z ręką na sercu polecę Wam cały, zwłaszcza na noc pełną przemyśleń.

Miles Davis ikona światowego jazzu, nie za bardzo pasuje do imprezowych klimatów, prawda? Choć jestem fanką właśnie takiego klasycznego jazzu, to nie dodam do tej playlisty utworu, w którym jedyne, co usłyszycie to dźwięk trąbki. Nie jesteście na to gotowi. A na połączenie jazzu z rapem? Robert Glasper i Phonte zestawieni razem w kawałku Violets, które w oryginale wykonał sam Davis. W nowszej wersji raper wykorzystuje bazę od Davisa i powstaje to – CUDO!

Na zakończenie król popu – Micheal Jackson. Byle nie z Billie Jean, które już nie jest niczym wyjątkowym, choć pewnie na zawsze pozostanie w naszych głowach jako ponadczasowy hit. Obok tytułowego Thrillera czy Beat It,  na jednej z jego płyt znajdzie się także nieco zapomniany numer Pretty Young Thing. Tu już pojawia się nieco szybszy rytm, ale nadal w lekkiej odsłonie. Zapamiętajmy też takiego Jacksona. Enjoy!

 

 


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: You Tube