Relacje między dziennikarzami a specjalistami ds. Public Relations nie są współcześnie do końca jasne, a w ich opisach bardzo często możemy spotkać się z wojskową wręcz nomenklaturą. Zasieki, barykady, walki i PR-owiec jako tarcza swojego szefa – to wszystko brzmi jakby obydwie strony nie tylko nie potrafiły dojść do porozumienia, ale, co więcej, nie chciały zgody. Tymczasem w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego nic takiego nie widać, chociaż kształci się tu kandydatów do obu profesji – pisze Aleksandra Matusik.

Wzajemna niechęć dziennikarzy i specjalistów PR wynikać może z wielu przyczyn, m.in. niezrozumienia swoich potrzeb, nachalności lub wręcz przeciwnie – nieutrzymywania kontaktów do czasu, kiedy ktoś na danym stanowisku jest nam potrzebny. Dziennikarze często zarzucają PR-owcom, że ci mają tendencję do kryptoreklamy, czy za bardzo chcą ingerować w treści publikacji. To dość poważne oskarżenia, na które młode pokolenie specjalistów PR odpowiada bardzo skuteczną (pozostając przy militarnym słownictwie) bronią – efektem lubienia.

Obraz dobrego rzecznika jest powszechnie znany – musi on mieć dobrą prezencję, posługiwać się poprawnym językiem, odpowiednio gestykulować. Powinien umieć przewidywać potrzeby dziennikarzy, ich pytania. Nie może pokazywać negatywnych emocji, musi być spokojny i opanowany. Według Mariusza Sokołowskiego, byłego rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji, dobry PR-owiec będzie miał w sobie coś jeszcze – otwartość na dziennikarzy i na świat w ogóle. Będzie doceniał wysiłek, jaki redaktor włoży w przygotowanie materiału i postara się zostać jego przyjacielem. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak spoufalanie się, ale ostatecznie chodzi przecież o to, by stwarzać pozytywne relacje i stawać się osobą, do której ludzie (tu: dziennikarze) nie będą czuli niechęci, o której będą wiedzieli, że szanuje ich czas i pracę i, co ważne, na której nie będą mieli powodów ani chęci w żaden sposób się mścić. Specjalista PR musi pamiętać, że dziennikarze kształtują opinię publiczną i jeśli dany redaktor nas nie polubi, to jego czytelnicy najprawdopodobniej również nie. I nie chodzi tu o to, by być manipulatorem, aktorem, który zawsze powie to, czego się od niego oczekuje, a żeby po prostu lubić ludzi.

Może warto więc pomyśleć o porzuceniu wojskowej nomenklatury na rzecz przyjaznych relacji między dziennikarzem a specjalistą PR. Ostatecznie obie strony nie chcą wychodzić w swojej pracy na wojnę, a raczej na miłe spotkanie przy kawie, na którym wzajemnie pomogą sobie w swojej działalności.

Autor: Aleksandra Matusik

  • Źródło: wystąpienie Mariusza Sokołowskiego, byłego rzecznika prasowego Komendy Głównej Policji podczas konferencji „Rzecznicy prasowi – dziennikarze. Po dwóch stronach barykady?” (26.01.2017 – IDiKS)