Premiera przeniesionego na deski Opery Superwidowiska Nabucco Giuseppe Verdiego, zgromadziła w gmachu wrocławskiej Opery tłumy. Widzowie mieli okazję porównać wizję dwóch reżyserów tego samego spektaklu i zobaczyć nowe elementy sztuki.

Przedstawienie rozpoczęła uwertura, na dźwiękach której zaczęły wchodzić bawiące się dzieci i rozmawiający ze sobą dorośli. Usłyszeliśmy przeplatające się motywy muzyczne, które towarzyszyły akcji scenicznej przez cały spektakl. Prowadzony przez dyrygenta, rozszerzony przez Verdiego skład orkiestry romantycznej znakomicie dawał sobie radę z tym trudnym zadaniem. Słyszalne były wprowadzone do zespołu tuby, otwierające uwerturę. Widziane natomiast na scenie postaci miały kolorowe kostiumy, dzięki którym można było umiejscowić akcję na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Pojawiły się zwiewne, plisowane spódnice midi, kolorowe żakiety i przepaski na włosach. Dzieci ubrane były w charakterystyczne mundurki szkolne z fartuszkiem.
W takiej scenerii, wystrojony w zielony płaszcz Zachariasz oświadczył, że w jego rękach znajduje się teraz Fenena, córka babilońskiego króla. Postanawia przekazać księżniczkę w ręce Izmaela. Oświadczenie to wygłoszone zostało pewnym i spokojnym basem Volodymyra Pankiva – pochodzącego z Drohobycza śpiewaka, solisty Opery Krakowskiej. Swoim przemówieniem przyćmił trochę rzeczoną Fenenę, graną przez mezzosopranistkę Jadwigę Postrożną. Jej partia choć idealnie wyuczona, sprawiała wrażenie niedointerpretowanej. Fenenę odnajduje jej siostra Abigaille, w której rolę wcieliła się rewelacyjna Anna Lichorowicz. Sopranistka w swoich recytatywach i ariach miała przemyślany każdy dźwięk w koloraturach, a przy tym nie zapominała, że jest na scenie i musi grać. Uwadze z pewnością nie uszła partia tytułowego Nabucco, w którego wcielił się Leszek Skrla. Baryton dał się poznać jako pewny siebie władca, który łatwo nie odpuszcza i walczy o swoje do końca. Warta uwagi jest też postać Wielkiego Kapłana wykonywana przez Leszka Holca, na co dzień związanego z operą bydgoską.

W przeniesionej wersji widowiska brakowało niektórych elementów scenografii czy wizualizacji, jednak nie ujmowało to spektaklowi. Pozostały imponujące sceny baletowe, które zachwycały przede wszystkim precyzją tancerzy. Rozpadowi, choć nie bez problemów technicznych, uległ też znany z majowej inscenizacji pomnik – głowa, która waży ponad 2 tony. Zachowano też część wizualizacji, które znacznie ubarwiają akcję sceniczną i pokazują co dzieje się poza sceną. Dzięki nim dowiadujemy się o pochodzeniu Abigaille czy zniszczeniach, dokonanych przez żołnierzy.
Na koniec należy wspomnieć o chyba najbardziej znanym fragmencie tej opery. Chór niewolników Va pensiero wybrzmiał co prawda tylko raz, ale za to z wielką gracją i charakterystycznym dla tego numeru patosem. Wykonanie otrzymało dodatkowe owacje, a sam spektakl był bardzo długo oklaskiwany przez przybyłych na niego widzów.


Autor: Aleksandra Joanna Kowalczyk
Zdjęcie: Aleksandra Joanna Kowalczyk