Kinematografia dała światu już dużo filmów na temat narkotyków, uzależnień i tego, jak wpływają na bohaterów. Większość też pokazuje samą destrukcję i proces ich zażywania. Tym razem poznajcie historię Mojego pięknego syna.

Tutaj jesteśmy wprowadzeni do innego typu historii. W reżyserii mało znanego Felixa Van Groeningena, dostajemy opowieść o miłości ojca do syna, który właśnie wpadł w nałóg narkotykowy. Główne role Davida i Nica Sheffa, odgrywane są przez Steve’a Carella, oraz Timothée Chalameta, którzy są najlepszą częścią tej produkcji.

Subtelny obraz samego nałogu

Groeningen nie pokazuje nam za dużo scen, w których to Nic, na początku filmu osiemnastolatek, oddaje się nałogowi. Nie zobaczymy tutaj amerykańskiego aktora francuskiego pochodzenia, chodzącego na imprezy i zażywania zróżnicowanych narkotyków. Historia jest właśnie opowiedziana z perspektywy jego ojca, Davida, który na początku nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Dopiero po kilkunastu miesiącach, zauważa on, że faktycznie Nic jest uzależniony.

Jest to bardzo ważny aspekt Mojego pięknego syna. Narracja skupia się na nieskończonej miłości Davida. Miłość ta w pewnym momencie, zamiast dawać synowi podporę w dorastaniu, co jest bardzo burzliwym okresem w życiu nastolatka, bardziej wyznacza dla niego oczekiwania, którym nie jest w stanie sprostać. Nic można by rzec, posiada typowe dla nastolatków problemy. Nie potrafi się wpasować do otaczającego go społeczeństwa, a rzeczywistość go dobija. Na początku ucieka on do literatury nihilistycznej, a potem właśnie do narkotyków.

Walka nie do wygrania

Główny bój toczy tu właśnie postać Carella. Z zawodu dziennikarz, który pisze do największych gazet w Stanach Zjednoczonych, uważa, że dla rodziny stworzył azyl. Tutaj można zauważyć nietypowość historii, jako że nastolatek pochodzi właśnie z domu, w którym niczego mu nie brakuje. Może to właśnie ten komfort sprawia, że nie widzi z początku nic złego w zażywaniu narkotyków. Uważa to bardziej za zastrzyk pozytywnej energii, czegoś, czego mu brakuje w życiu.

Nieścisłości z punktu widzenia filmowego

Pomimo tego, że Chalamet i Carell dają pokaz mistrzowskiej gry aktorskiej, która jest głównym daniem tego przedstawienia, czasami można odnieść wrażenie, że sam film nie wie, czym chce być. Pod względem narracji i montażu, reżyser skupia całą uwagę właśnie na nich. Czasami pokazywane są sceny z przeszłości, kiedy Nic był małym dzieciakiem. Innymi chwilami fantastyczne zdjęcia mają za zadanie skupić uwagę widza na dwóch głównych bohaterach. Te zabiegi są dowodem na to, że jest to film o wzruszającej relacji między ojcem i synem.

Ale czy produkcja Groeningena jest nam w stanie zaoferować coś więcej? Momentami będziemy mieli już dość oglądania detektywistycznej pracy ojca nad tym, jak walczyć z nałogiem. Po którymś razie będziemy już zmęczeni ponowną wiadomością, że nastolatek uciekł z odwyku albo wrócił naćpany. I tutaj właśnie film się gubi. Postacie drugoplanowe, nie mają za dużo do zaoferowania. Służą bardziej jako tło, albo narzędzie fabularne, które ma popchnąć film dalej. A przecież ich role odgrywają świetni aktorzy, tacy jak Maura Tierney czy też Amy Ryan. Nie mamy żadnych interesujących, ciekawie zrobionych wątków pobocznych.

Mój piękny syn to zdecydowanie historia piękna, łapiąca za serce. Postacie są odegrane perfekcyjnie, a pokazana miłość jest godna podziwu. Jednak, kiedy wychodziłem z kina, nie mogę ukryć, że miałem mieszane uczucia. Wchodząc na seans, miałem większe oczekiwania. I tutaj jednak przychodzi do głowy pytanie. Czy film z takim kalibrem,z taką obsadą aktorską, technicznie bezbłędny, nie powinien jednak zaoferować czegoś więcej?


Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: oficjalny Instagram @beautifulboymovie, YouTube